Spis treści
Lech Poznań bezlitosny pod bramką rywala
Mimo gry na własnym obiekcie, Śląsk Wrocław nie sprostał w sobotę faworyzowanemu Lechowi Poznań. Gospodarze rozpoczęli jednak ambitnie. Zastosowali wysoki pressing, co na początku sprawiało liderowi tabeli spore problemy z wyprowadzeniem piłki z własnej połowy.
To właśnie wrocławianie mogli objąć prowadzenie. Po doskonałym podaniu od Piotra Samca-Talara, Jehor Macenko stanął oko w oko z Mateuszem Lisem. Jego strzał, oddany jednak z nadmierną siłą, został zablokowany przez golkipera poznaniaków.
Skuteczność gości w pierwszej połowie
Lech Poznań odpowiedział bezlitośnie. W 31. minucie Filip Jagiełło precyzyjnym uderzeniem zamienił na gola dość przypadkową piłkę w polu karnym Śląska. Było to jedyne celne uderzenie podopiecznych Nielsa Frederiksena w pierwszych trzech kwadransach.
Zaraz po zmianie stron przewaga gości wzrosła. Uderzenie Pablo Rodrigueza zza pola karnego odbiło się od Mariusza Malca i zmyliło Karola Niemczyckiego, podwyższając wynik na 2:0 już w 50. minucie spotkania.
Patrik Walemark wchodzi i strzela
Gdy wydawało się, że Śląsk Wrocław wraca do gry po strzale Malaly Dembele, na murawie pojawił się Patrik Walemark. Szwed potrzebował niecałego kwadransa, aby dwukrotnie pokonać bramkarza gospodarzy (w 70. i 73. minucie), wykorzystując błędy Mariusza Malca.
Wrocławian było stać tylko na trafienie honorowe. W doliczonym czasie gry, po dośrodkowaniu z rzutu rożnego, bramkę uderzeniem głową zdobył pozostawiony bez opieki Grzegorz Tomasiewicz.