Spis treści
Hiszpania zagra w półfinale mistrzostw świata
Piątkowe spotkanie ćwierćfinałowe rozegrane w Inglewood koło Los Angeles dostarczyło kibicom wielu sportowych emocji. Wynik rywalizacji otworzył w trzydziestej minucie Fabian Ruiz, wyprowadzając zespół z Półwyspu Iberyjskiego na prowadzenie. Zaledwie jedenaście minut później wyrównujące trafienie dla rywali zanotował Charles De Ketelaere. Ostateczny rezultat meczu ustalił w końcówce wchodzący z ławki Mikel Merino. Trzydziestoletni zawodnik Arsenalu zdobył bramkę na 2:1 w osiemdziesiątej ósmej minucie spotkania.
Drużyna prowadzona przez trenera Luisa de la Fuente zaprezentowała wysoką skuteczność w kluczowych momentach gry. Szkoleniowiec zwycięskiej ekipy otwarcie mówił o rosnących nadziejach na końcowy triumf w turnieju. W swoim wystąpieniu przypomniał również korzystny bilans ostatnich potyczek z nadchodzącym rywalem z półfinału. W ubiegłych latach Hiszpanie dwukrotnie okazywali się lepsi od reprezentacji Francji w ważnych imprezach. Pokonali ich podczas mistrzostw Europy w 2024 roku oraz w późniejszej edycji Ligi Narodów.
- Cieszymy się, że dotarliśmy do tego etapu, ale chcemy więcej. Jesteśmy świadomi naszego potencjału i pamiętamy, że jesteśmy jedyną drużyną, która potrafiła wygrać z Francją w dwóch ostatnich turniejach - podkreślił.
- Francja jest w wielkiej formie, ale zagramy z poczuciem, że jesteśmy w stanie wygrać z każdym. Spotkamy się ze wspaniałą reprezentacją, ale my też taką jesteśmy - dodał de la Fuente.
- Powoli można się do tego przyzwyczaić. Znowu wszedłem i krótko przed końcem strzeliłem gola, który okazał się decydujący. Teraz czeka nas kolejne zadanie. Przed nami jeszcze dwa mecze, po których - mamy nadzieję - spełnią się nasze marzenia - powiedział Merino.
- Oni i my to jedne z najlepszych drużyn tego mundialu. Zagramy bez żadnego strachu. Od kiedy tylko zaczął się ten turniej, cały świat czekał na ten mecz. Jeśli ktoś może czuć się pewnie w meczu z Francją, to właśnie my - ocenił napastnik Barcelony.
Dlaczego reprezentacja Belgii pożegnała się z turniejem
Belgowie musieli zmierzyć się z licznymi trudnościami już przed pierwszym gwizdkiem sędziego. Podstawowy kapitan drużyny Youri Tielemans doznał kontuzji podczas rozgrzewki i nie mógł wziąć udziału w zawodach. Sytuacja kadrowa uległa dalszemu pogorszeniu w drugiej połowie, kiedy plac gry musiał opuścić bramkarz Thibaut Courtois. Opiekun przegranej kadry Rudi Garcia zwracał szczególną uwagę na pechowy splot wydarzeń oraz kontrowersyjne decyzje arbitrów. Wskazał między innymi na brak analizy wideo po rzekomym zagraniu piłki ręką przez hiszpańskiego pomocnika Rodriego.
Szkoleniowiec pokonanej drużyny pochwalił swoich podopiecznych za zaangażowanie i podjęcie otwartej walki z faworyzowanym przeciwnikiem. Przyznał jednak, że na tym poziomie rozgrywkowym najdrobniejsze błędy decydują o ostatecznym wyniku spotkania. Doświadczenie zebrane w meczu o stawkę ma pomóc w rozwoju najmłodszych członków reprezentacji narodowej. Francuski menedżer uniknął jednoznacznych deklaracji dotyczących swojej zawodowej przyszłości w roli selekcjonera zespołu. Uznał pomeczowe spotkanie z mediami za nieodpowiednie miejsce do dyskusji o ewentualnej dymisji.
- Powiedziałem moim piłkarzom, że możemy być dumni z tego, czego dokonaliśmy. Spojrzeliśmy Hiszpanii w oczy, ale przeszkodziła nam fortuna. Szczęście dopisało Hiszpanii, a nie Belgii. Straciliśmy przed meczem kapitana, Tielemansa, a potem też Courtois. Do tego nie było VAR przy zagraniu ręką - powiedział francuski szkoleniowiec, odnosząc się do sytuacji z drugiej części gry, gdy piłka odbiła się od ręki Rodriego w polu karnym Hiszpanii, ale sędziowie nie reagowali.
- Zrobiliśmy wszystko, co było możliwe, ale to nie wystarczyło. Stworzyliśmy rywalom wiele problemów, ale też popełniliśmy błędy. Przeciwko takiej drużynie tego robić nie wolno. Nasi najmłodsi piłkarze wyciągną z tego naukę - dodał.
- To nie jest właściwy moment na to - uciął.