Spis treści
Reprezentacja Anglii zdominowała pierwszą połowę spotkania
W meczu o brązowy medal mistrzostw świata Anglicy pokonali Francuzów 6:4. Do przerwy wyspiarze prowadzili aż 4:0, prezentując wybitną dyspozycję na boisku. W drugiej części gry rywale mocno zaryzykowali, co doprowadziło do niezwykle nerwowej sytuacji dla ekipy prowadzonej przez niemieckiego szkoleniowca. Ostatecznie zmiany przeprowadzone w końcówce spotkania pozwoliły ustabilizować grę i utrzymać korzystny rezultat.
Wśród kluczowych zawodników błyszczał Bukayo Saka, który skompletował hat-tricka po skutecznym rzucie karnym. Wynik niesamowitego meczu ustalił Jude Bellingham, popisując się wspaniałą indywidualną akcją. Wcześniej skrzydłowy Arsenalu rzadziej pojawiał się na murawie w pełnym wymiarze czasu. W półfinałowym starciu z Argentyną, przegranym 1:2, trener postawił na Morgana Rogersa, licząc na jego nieszablonowe zagrania.
- Pierwsza połowa w naszym wykonaniu była znakomita, a druga... burzliwa - ocenił niemiecki szkoleniowiec ekipy „Trzech Lwów”.
- Te zmiany były pozytywne, znowu mieliśmy więcej świeżych nóg na boisku. Francja grała wtedy z pełną energią i wielkim ryzykiem. Mieliśmy trochę szczęścia, że nie straciliśmy gola na 4:4, ale w końcówce zwieńczyliśmy ciężką pracę rzutem karnym i wspaniałym golem po indywidualnej akcji Jude’a Bellinghama - tłumaczył Tuchel.
- Nie wiedziałem początkowo, że to jego trzecia bramka, bo naprawdę straciłem rachubę w strzelcach goli.
- Bez wątpienia jest kluczowym graczem tej drużyny, ale np. w półfinale z Argentyną (1:2 – PAP) miałem przeczucie, że Morgan Rogers może nam dać coś wyjątkowego - odpierał zarzuty o to, że za późno desygnował Sakę do gry w pełnym wymiarze.
Jakie są plany Anglików na przyszłość?
Po zakończeniu turnieju Thomas Tuchel podkreślił ogromne wyczerpanie całego zespołu, który zostawił na boisku mnóstwo sił. Brak awansu do niedzielnego finału jest dla drużyny bolesny, jednak brązowy medal to ogromny sukces. Jest to najlepsze osiągnięcie Anglików na mundialu od 1966 roku, kiedy to zdobyli jedyny w historii tytuł mistrzowski przed własną publicznością. Mimo wyczerpania, zespół udowodnił, że stać go na wspaniałe wyniki i widowiskową grę.
Sukces w starciu z Francją, mistrzem świata sprzed ośmiu lat i finalistą sprzed czterech, daje drużynie mnóstwo pozytywnej energii. Niemiecki szkoleniowiec z optymizmem patrzy w przyszłość, zapowiadając systematyczny rozwój swojej kadry. Kolejnym poważnym wyzwaniem dla zespołu będą jesienne rozgrywki w Lidze Narodów. Trener wyraził nadzieję, że jego piłkarze zdołają wtedy pokonać silną reprezentację Hiszpanii.
- Jesteśmy potwornie zmęczeni, wręcz wyczerpani po tych ostatnich tygodniach. Mówiłem już wcześniej, że tę drużynę stać na wielkie, wyjątkowe rzeczy i ona pokazała to ponownie. Widok tak grającego zespołu na pewno dodaje energii - nadmienił.
- To trochę potrwa, choć generalnie ja czerpię z takich sytuacji więcej energii, motywacji niż czuję zwątpienie. Myślę, że przyszłość rysuje się w jasnych barwach. Potrafiliśmy pokonać Francję, która osiem lat temu była mistrzem świata, a cztery lata temu grała w finale. Mam nadzieję, że jesienią w Lidze Narodów przyjdzie pora na Hiszpanię. Będziemy stopniowo szli do przodu - zaznaczył Tuchel.