Raków Częstochowa ulega Górnikowi Zabrze. Jak tłumaczy to nowy szkoleniowiec?

W starciu drużyn wyeliminowanych z europejskich pucharów Raków Częstochowa przegrał u siebie z Górnikiem Zabrze 1:2. Pierwszy raz w roli szkoleniowca gospodarzy wystąpił Dawid Szulczek, który zaledwie kilka dni wcześniej przejął obowiązki po Dawidzie Kroczku.

Raków Częstochowa ulega G.jpg
Autor: Redaktor internetowy/ Wygenerowane przez AI Nogi dwóch piłkarzy walczących o białą piłkę na trawiastym boisku. Z pod korków wylatują kępki trawy.

Trudny debiut nowego trenera Rakowa

Niedawna zmiana na stanowisku szkoleniowca przyniosła spore wyzwania dla gospodarzy. Raków Częstochowa musiał uznać wyższość zespołu z Górnego Śląska, przegrywając przed własną publicznością 1:2. Dawid Szulczek, który we wtorek zastąpił Dawida Kroczka, wziął na siebie pełną odpowiedzialność za końcowy rezultat spotkania obu ekip wyeliminowanych niedawno z pucharów.

Podczas spotkania z dziennikarzami po zakończeniu rywalizacji nowy opiekun częstochowian otwarcie przyznał się do pomyłki przy doborze pierwszej jedenastki. Szkoleniowiec wystawił w podstawowym składzie zbyt wielu nowych zawodników, co skutkowało widocznym brakiem zgrania i nieporozumieniami. Zmiany przeprowadzone w drugiej odsłonie, polegające na wprowadzeniu bardziej doświadczonych piłkarzy, wyraźnie poprawiły obraz gry gospodarzy.

"- Samym zarządzaniem meczem pokazaliśmy, że mamy pomysł na tę drużynę. Niestety, szybko stracona bramka sprawiła, że grało nam się trudniej. Jednak kluczowe jest dobre wejście w mecz. Po odpadnięciu z Ligi Konferencji i serii porażek w ekstraklasie spadło na pewno morale drużyny, ale robimy wszystko żeby je poprawić - podkreślił Szulczek."

Czy goście obawiali się powtórki z historii?

Mecz od samego początku ułożył się po myśli przyjezdnych z Zabrza. Górnik Zabrze błyskawicznie objął prowadzenie i wypracował dwubramkową przewagę, co pozwoliło na dyktowanie warunków w początkowej fazie pojedynku. Drużyna skutecznie wykorzystała problemy komunikacyjne przemeblowanego składu przeciwników, choć po zmianie stron zmuszona była do zmasowanej obrony.

Opiekun gości nie krył zadowolenia z postawy swoich podopiecznych w pierwszej połowie, chociaż dostrzegł mankamenty w drugiej części rywalizacji. Michal Gasparik przyznał, że kontaktowy gol dla rywali wprowadził w jego szeregi sporo nerwowości. Zabrzanie do samego końca drżeli o dowiezienie korzystnego wyniku, obawiając się straty punktów w decydujących fragmentach potyczki.

"- Strzeliliśmy dwie ważne bramki, ale wiedzieliśmy, że Raków się nie podda i po przerwie będziemy musieli włożyć sporo wysiłku, by wygrać ten mecz. Gdy Raków zdobył bramkę, to trochę się bałem, że może się powtórzyć sytuacja z poprzedniego spotkania i rywale odbiorą nam punkty, ale na szczęście tak się nie stało. Zresztą, powinniśmy wcześniej zamknąć ten mecz - ocenił Gasparik."

Rolki