Radosław P. w czwartek po południu został doprowadzony do wydziału Prokuratury Krajowej w Katowicach. Z ustaleń reporterów TVN24 wynika, że w obliczu nadciągającego krachu i niewypłacalności Zondacrypto zdołał odzyskać 100 procent zainwestowanego kapitału. Śledczy twierdzą, że prezes PKOl został potraktowany w sposób uprzywilejowany względem tysięcy innych klientów, których wypłaty zostały zablokowane.
Informacje o postawionych zarzutach potwierdził w czwartek wieczorem Waldemar Żurek, minister sprawiedliwości i prokurator generalny.
"Prokuratura przedstawiła dziś Radosławowi P. zarzuty karne z art. 230 §1 i 302 §1 k.k. tj. płatnej protekcji oraz zaspokojenia grupy wierzycieli z pokrzywdzeniem innych w związku z grożącą niewypłacalnością. To był intensywny dzień" - napisał Żurek na platformie X.
Artykuł 302 Kodeksu karnego dotyczy faworyzowania wierzycieli, za co kara grozi zarówno dłużnikowi, jak i wierzycielowi, który korzyść przyjmuje. Zdaniem śledczych wypłata pełnej kwoty na rzecz Piesiewicza miała nastąpić w sytuacji grożącej niewypłacalności podmiotu, ze szkodą dla pozostałych inwestorów. Artykuł 230 Kodeksu karnego dotyczy płatnej protekcji i powoływania się na wpływy.
Wcześniej Waldemar Żurek podczas czwartkowej konferencji prasowej poinformował, że jeden z wątków, który badają śledczy, dot. zegarka wartego 40 tys. euro, który Radosław P. miał dostać od szefa Zondacrypto Przemysława Krala.
Funkcjonariusze Centralnego Biura Zwalczania Cyberprzestępczości zatrzymali Radosława P. w czwartek rano. Został przewieziony do wydziału zamiejscowego departamentu ds. przestępczości zorganizowanej i korupcji Prokuratury Krajowej w Katowicach, który prowadzi śledztwo ws. Zondacrypto.
- Polityka, polityka, polityka. Zobaczymy, co z tego będzie. Zobaczymy, kto jest winny - komentował Radosław P., kiedy był doprowadzany do prokuratury.