Brak skuteczności pogrążył Widzew
Mecz zakończył się wygraną gospodarzy, którzy prowadzili 3:0. Widzew zdołał odrobić część strat dopiero w samej końcówce spotkania. Zdaniem trenera Stolarskiego główną różnicą między obiema drużynami była skuteczność. Gospodarze bezbłędnie wykorzystywali swoje okazje strzeleckie.
Z kolei łodzianie bardzo słabo spisywali się w defensywie. Szkoleniowiec przyznał, że pierwsza i trzecia bramka dla rywali padły w niezwykle kuriozalnych okolicznościach. Mimo wielu stworzonych sytuacji, piłkarze Widzewa nie potrafili zamienić ich na gole.
"Różnica między GKS a nami polegała na skuteczności. Gospodarze zamienili swoje sytuacje na gole, a my w tych momentach jako zespół zachowaliśmy się bardzo źle w obronie. I możemy mieć pretensje do siebie" - powiedział Stolarski.
"Nie możemy być z siebie zadowoleni, jeśli chodzi o naszą skuteczność w obu polach karnych. Teraz nie ma okresu transferowego, muszę nadal pracować z tymi zawodnikami, którzy są. Zgodziłem się na pracę z tą drużyną, nadal w nią wierzę, muszę ją nadal rozwijać" - zauważył.
"Wiemy, jakie zostały poczynione inwestycje" - zaznaczył.
Jak GKS Katowice wywalczył zwycięstwo?
Dla Rafała Góraka, trenera GKS Katowice, sobotni mecz miał szczególne znaczenie. Poprowadził on śląską drużynę już po raz 350. Zespół gospodarzy odniósł cenne zwycięstwo po serii trzech porażek wynikiem 0:1. Szkoleniowiec przyznał jednak, że końcówka meczu była niepotrzebnie nerwowa.
Górak zauważył, że błąd przy rzucie rożnym, po którym padł pierwszy gol dla Widzewa, skomplikował sytuację na boisku. Wysoka motywacja katowiczan po ostatnich porażkach miejscami przeradzała się w brak chłodnej głowy, co mogło skutkować utratą punktów.
"To dla mnie wyjątkowa, magiczna chwila. Wydaje mi się, że jeszcze wiele rzeczy przed nami" - powiedział.
"Gdybyśmy przy rzucie rożnym Widzewa byli bezbłędni (wtedy padł gol na 3:1 - PAP), to mogliśmy wygrać wyżej. A tak wynik zrobił się na styku i trzeba było go umiejętnie wybronić" - dodał.
"Może motywacji było za wiele, a zabrakło chłodnej głowy. Przy drugim straconym golu skoczyło mi tętno, bo zaprosiliśmy Widzew na „wycieczkę” i było niebezpiecznie" - podsumował.