Słaby początek meczu w Gliwicach
Mecz w Gliwicach rozpoczął się niefortunnie dla Cracovii. Już po 25 minutach spotkania piłkarze Piasta prowadzili 2:0. Krakowianie w pierwszej połowie zaprezentowali się poniżej oczekiwań, co przyznał szkoleniowiec drużyny.
Według trenera Bartosza Grzelaka pierwsza część meczu obnażyła słabości jego zespołu, w tym m.in. brak skutecznego pressingu oraz zbyt małą intensywność gry. Szkoleniowiec wziął pełną odpowiedzialność za słabą postawę swoich piłkarzy w tej części spotkania.
"Mecz zaczął się bardzo nieszczęśliwie dla nas, bo przegrywaliśmy już w 7. minucie. Cały zespół w pierwszej części grał słabo, mimo że stwarzaliśmy sytuacje. Nie działał nasz pressing, byliśmy mało intensywni, traciliśmy za dużo piłek. Biorę za tę połowę odpowiedzialność. Prawdopodobnie instrukcje dla zawodników nie były wystarczająco jasne" - dodał.
Druga połowa i duma trenera
Po zmianie stron zawodnicy Cracovii pokazali zupełnie inne oblicze. Zdaniem Grzelaka drużyna zagrała z większą determinacją i zdołała strzelić gola kontaktowego. Niestety dla krakowian otworzenie się w końcówce poskutkowało stratą trzeciej bramki z kontrataku.
Z kolei szkoleniowiec Piasta Gliwice, Daniel Myśliwiec, nie ukrywał zadowolenia ze stylu, w jakim jego piłkarze walczyli o punkty. Drużyna zrealizowała przedmeczowe założenia i zdobyła cenne "oczka" przed własną publicznością.
"Jestem bardzo dumny z tego, co zawodnicy pokazali mentalnie. Zagrali z determinacją, zdobyliśmy gola. Czułem, że „dusimy” rywali, ale pozostali groźni w kontratakach i – niestety – padła bramka na 3:1, kiedy się zaczęliśmy „otwierać". Druga połowa była całkiem OK i – być może – zasłużyliśmy na więcej" - wyjaśnił.
"Walczyliśmy o punkty i je zdobyliśmy, grając tak, jak chcemy. Prawie wszystko się nam dziś „zgadzało”. Nie potrafię tylko zrozumieć, jak z meczu, który mógł się skończyć wynikiem 4:0 i bylibyśmy spokojni od pierwszej do ostatniej minuty, zrobiło się tak nerwowo, że musieliśmy zrobić „show” na sam koniec i powtórzyć nasz mechanizm, czyli zakończyć mecz (golem) niemal równo z ostatnim gwizdkiem sędziego" - stwierdził.