Polska w finale mistrzostw Europy siatkarzy. Decydował kolektyw biało-czerwonych

Reprezentacja Polski awansowała do finału mistrzostw Europy siatkarzy, pokonując Słowenię 3:0. Jakub Popiwczak zaznacza, że w starciu ze Słoweńcami kluczowy okazał się kolektyw reprezentacji Polski. Pomimo momentów słabości, biało-czerwoni wykazali się odpornością psychiczną, by po 90 minutach cieszyć się z awansu.

Siatkarze walczą o piłkę nad siatką w trakcie meczu. O awansie Polaków do finału przeczytasz w serwisie Eska.
Autor: Redaktor internetowy/ Wygenerowane przez AI Trzej siatkarze skaczą do bloku przy siatce. Biała piłka leci nad ich dłońmi na oświetlonej hali.

Trudna przeprawa na drodze do finału

Polscy siatkarze pokonali Słowenię 3:0 i awansowali do finału mistrzostw Europy. Spotkanie trwało półtorej godziny. Podopieczni Nikoli Grbicia musieli się jednak mocno napracować, aby odnieść zwycięstwo nad niewygodnym rywalem. W pierwszym i drugim secie Polacy uzyskali przewagę, lecz w końcówkach rywale zdołali nawiązać walkę.

Najtrudniejszy moment przyszedł w trzeciej partii. Reprezentacja Słowenii prowadziła już 11:7, jednak biało-czerwoni zdołali odrobić straty i odwrócić losy seta. Od stanu 7:11 polski zespół zdobył 18 punktów przy zaledwie 7 oczkach rywali, pokazując doskonałą dyspozycję w kluczowych momentach.

"Jesteśmy w takim momencie turnieju, że grają tu już najlepsi z najlepszych, więc z nikim nie będzie łatwo. Wynik bardzo cieszy, choć momentami grało nam się ciężko i wszystko szło jak po grudzie. Najważniejsze jednak, że w każdej z partii wytrzymaliśmy presję. Zyskaliśmy przewagę w pierwszym i drugim secie, ale w końcówkach robiło się gorąco. W trzeciej odsłonie rywale odskoczyli na kilka punktów, lecz zachowaliśmy spokój, robiliśmy swoje i ich przełamaliśmy. A jak już poszło, to był prawdziwy koncert" - podsumował mecz libero.

"Nik Mujanović robił nam sporo krzywdy. Zmieniał kierunki, serwował asy zarówno do pierwszej, jak i piątej strefy. W pewnym momencie był w ataku i na zagrywce nie do zatrzymania. Na szczęście w siatkówce wygrywa drużyna, a nie jednostki i to nasz kolektyw przeważył" - dodał Popiwczak.

Kluczowa rola zespołu w starciu ze Słoweńcami

Polska i Słowenia spotkały się w półfinale mistrzostw Europy po raz czwarty z rzędu. Liderzy rankingu FIVB w obecnej edycji odnieśli zdecydowane zwycięstwo. W poprzednich latach rywalizacja układała się różnie – trzy lata wcześniej Polacy wygrali 3:1, a w dwóch wcześniejszych turniejach ulegli Słoweńcom.

Decydująca w trzecim secie okazała się zespołowa gra, poparta skutecznym blokiem i obroną. Tomasz Fornal potwierdził, że poprawa zagrywki i gra w obronie odegrały kluczową rolę. Zespół Nikoli Grbicia zmierzy się w finale, który zaplanowano na sobotę 26 września 2026 roku, ze zwycięzcą drugiego półfinału (Francja lub Finlandia).

"Kilka tych półfinałów oglądałem raczej w telewizji albo z kwadratu dla rezerwowych, więc mam wrażenie, że ze Słoweńcami zawsze gra się tak samo, czyli idzie jak po grudzie, idzie ciężko, ale na koniec bardzo często cieszymy się ze zwycięstwa. Mam wrażenie, że takie spotkanie było w Rzymie trzy lata temu i teraz było podobnie, tylko chyba o jeden set krócej" - zauważył.

"– Od połowy trzeciego seta włączyliśmy wyższy bieg. Kiedy gra się zazębiła i odrobiliśmy straty, oglądaliśmy koncert jednego zespołu – z dużą liczbą bloków i obron, co jest naszą wizytówką. Nawet gdy na początku partii mieliśmy przestój, wiedzieliśmy, że prowadzimy 2:0 i musimy zachować spokój. Najważniejsze, że przetrwaliśmy trudny moment i nie pozwoliliśmy Słoweńcom przedłużyć tego meczu" - podkreślił.

"Nawet jak się zacznie seta trochę gorzej, no to cały czas trzeba pamiętać, że mieliśmy świetny wynik – 2:0 do przodu. Ważne, że nasz przestój nie skutkował setem dla Słoweńców, bo gdyby wygrali trzecią partię, to mogłoby być różnie" - dodał.

"Dobrze, że w trzech setach pokonaliśmy Słoweńców. To zawsze niebezpieczna drużyna. Mogą grać fenomenalnie, mogą troszkę słabiej, ale trzeba zawsze na nich uważać. W tym trzecim secie ważne było to, że zagrywaliśmy lepiej. Podbiliśmy też kilka piłek w obronie. Gdzieś tam udało nam się również zablokować. Później weszliśmy na falę, złapaliśmy nasz rytm. Dzięki temu od połowy trzeciego seta to było nasze najlepsze granie" - ocenił jeden z liderów biało-czerwonych.

ROLKI