Spis treści
- Śmierć w słowackich Tatrach: Lawina zabrała dwóch polskich snowboardzistów.
- Doświadczenie i profesjonalny sprzęt nie wystarczyły, by wygrać z żywiołem.
- Ratownicy TOPR zwracają uwagę na specyfikę terenu, w którym doszło do wypadku.
Do tragicznego w skutkach zdarzenia doszło w Dolinie Mięguszowieckiej, położonej po słowackiej stronie Tatr Wysokich. Dwójka Polaków, pasjonująca się ekstremalną jazdą na snowboardzie, wybrała się w bardzo wymagający teren, mimo obowiązującego trzeciego stopnia zagrożenia lawinowego. W pewnym momencie ruszyła potężna masa śniegu, porywając obu mężczyzn. Mimo błyskawicznie podjętej akcji ratunkowej, życia pasjonatów nie udało się uratować.
Sprzęt lawinowy i plecaki wypornościowe nie pomogły
Służby ratunkowe podkreślają, że ofiary były w pełni świadome ryzyka i profesjonalnie przygotowane do wyprawy. Snowboardziści dysponowali pełnym lawinowym ABC, w skład którego wchodzą detektory, sondy oraz łopatki. Co więcej, byli wyposażeni w specjalistyczne plecaki wypornościowe, których celem jest utrzymanie osoby porwanej przez lawinę na powierzchni. Niestety, w konfrontacji z tak potężnym żywiołem, nawet najbardziej zaawansowane technologie okazały się bezsilne.
Przeczytaj także: Leo Messi zdradził, co go trapi. Tego żałuje najbardziej
Jako pierwsi na pomoc ruszyli świadkowie zdarzenia, którym udało się odkopać jednego z poszkodowanych i natychmiast rozpocząć reanimację. Chwilę później działania przejęli słowaccy ratownicy górscy. Drugi z mężczyzn był całkowicie zasypany, a jego odnalezienie było możliwe jedynie dzięki sygnałowi z detektora lawinowego. Mimo wysiłków i szybkiej reakcji, dla obu Polaków było już za późno.
Bartek Gąsienica-Józkowy o kulisach tragedii w Tatrach
O skali niebezpieczeństwa w miejscu wypadku mówią przedstawiciele polskiego TOPR. Ratownicy wskazują, że ukształtowanie terenu było ekstremalnie trudne, a lawina, która zeszła żlebem, miała ogromne rozmiary i siłę niszczenia.
Zobacz też: Rekordowy transfer z Legii do Widzewa. Dyrektor sportowy ujawnia kulisy odejścia
„- Ekstremalnie strome, tam było na pewno powyżej 40 stopni nachylenia, tam gdzie oni weszli w ten żleb. Ta lawina zeszła, zeszła, to duża lawina, tego śniegu widać, że było bardzo dużo. Wiemy tylko tyle, że oni byli przygotowani, wyposażeni byli dobrze, mieli ABC lawinowe, mieli plecaki wypornościowe. Byli przygotowani, no ale to niestety, czasem gdzieś ten sprzęt może zawieść, niestety zginęli pod lawiną” - ocenia Bartek Gąsienica-Józkowy, ratownik TOPR.
Wydarzenia ze słowackich Tatr stanowią bolesne przypomnienie o potędze górskiej natury, szczególnie w sezonie zimowym. Nawet wieloletnie doświadczenie i najdroższy ekwipunek nie dają stuprocentowej gwarancji przeżycia, gdy góry pokazują swoje nieobliczalne oblicze.