Pogoń Szczecin wygrywa w Ekstraklasie z Motorem. Kto przyniósł szczęście trenerowi gospodarzy?

Pogoń Szczecin odniosła pewne zwycięstwo w rozgrywkach, pokonując na własnym stadionie beniaminka. Mecz, w którym Pogoń Szczecin wygrała 3:1 z Motorem Lublin, miał szczególny wymiar dla szkoleniowca gospodarzy. Na trybunach zasiedli jego najbliżsi, co przełożyło się na pozytywny wynik.

Pogoń Szczecin wygrywa w.jpg
Autor: Redaktor internetowy/ Wygenerowane przez AI Nogi dwóch piłkarzy walczących o brązową piłkę na trawiastym boisku.

Sukces na oczach hiszpańskiej rodziny

Pogoń Szczecin wygrała z Motorem Lublin 3:1 na własnym stadionie w meczu piłkarskiej ekstraklasy. Na trybunach szczecińskiego obiektu zasiedli w ten weekend najbliżsi członkowie rodziny trenera Oscara Garcii. Mecz na żywo oglądali jego rodzice, żona, córka oraz przyjaciółka z Hiszpanii. Obecność bliskich okazała się szczęśliwa dla zespołu, który odniósł przekonujące zwycięstwo ligowe przed własną publicznością.

- Rodzina jest dla mnie bardzo ważna. Zawsze to przyjemnie jest gościć najbliższych i grać mecz, gdy są na trybunach. Tym bardziej, że na co dzień żyjemy od siebie daleko. Na meczu z Legią była tylko jedna osoba z tego grona i szczęścia nie przyniosła. Tym razem wygraliśmy – powiedział Hiszpan po meczu.

Trener Oscar Garcia przyznał, że początek spotkania w wykonaniu jego podopiecznych był dość nerwowy i mało dokładny. Z upływem czasu gospodarze zdominowali jednak rywala, utrzymując się znacznie częściej przy piłce. Pomimo prowadzenia różnicą dwóch trafień szczecinianie stracili czujność w defensywie, pozwalając rywalom na zdobycie bramki kontaktowej pod koniec zaciętej rywalizacji. Kataloński szkoleniowiec docenił jednak błyskawiczną odpowiedź swojej drużyny i pewne ustalenie ostatecznego rezultatu na 3:1.

- Nie zaczęliśmy meczu najlepiej, ale po upływie kilku minut byliśmy coraz lepsi z piłką. Nie jest łatwo bronić takiego prowadzenia 2:0. Musimy też popracować nad zarządzaniem meczem w ostatnich jego fragmentach, by nie tracić goli, jak to było dzisiaj. Cieszy za to reakcja zespołu po stracie tej bramki i szybkie zdobycie trzeciego gola. Wynik 3:1 jest dla mnie lepszym niż 2:0, bo lubię, gdy strzelamy dużo goli – przyznał Garcia.

Jakie błędy popełnili gracze Motoru Lublin?

Mariusz Misiura ponownie opuścił rodzinny Szczecin bez jakiejkolwiek zdobyczy punktowej po wyjazdowym meczu. W trakcie rundy wiosennej, jeszcze jako szkoleniowiec Wisły Płock, również przegrał na tym stadionie różnicą trzech bramek. Trener gości zwrócił szczególną uwagę na bardzo mocną ławkę rezerwowych zespołu ze stolicy Pomorza Zachodniego. Wśród zmienników miejscowej drużyny znaleźli się bowiem tak bardzo doświadczeni zawodnicy jak reprezentant Polski Kamil Grosicki.

- Obecna Pogoń wydaje się silniejsza od tej z wiosny. Wystarczy popatrzeć na siłę ławki rezerwowych Portowców. Kamil Grosicki wchodzi jako rezerwowy, Jean-Pierre Nsame i Jan Biegański także siedzą na ławce – zauważył szkoleniowiec przyjezdnych.

Opiekun drużyny z Lublina podkreślił, że jego zespół miał swoje dogodne szanse na strzelenie większej liczby goli. Głównym problemem beniaminka okazała się jednak nieskuteczna obrona przy stałych fragmentach gry w wykonaniu przeciwników. Szczególnie groźne okazały się dalekie wyrzuty z autu, po których padła jedna z decydujących bramek dla szczecinian. Mimo bolesnej porażki szkoleniowiec zachowuje spory optymizm przed kolejnymi występami w najwyższej klasie rozgrywkowej.

- W pierwszej połowie stworzyliśmy sobie jedną lub dwie sytuacje. W drugiej też. Mogliśmy po nich zdobyć więcej bramek. Nie udało się jednak ustrzec błędów przy stałych fragmentach gry. Pracowaliśmy nad tym, wiedząc jaki atut ma Pogoń przy wyrzutach z autu Patryka Dziczka. Po jednym z nich straciliśmy bramkę. Ale nie pozwolę swoim zawodnikom być smutnymi po tym meczu. Bramki straciliśmy po stałych fragmentach gry, ale obserwując naszą grę wiem, że z tej mąki będzie jeszcze chleb – stwierdził Misiura.