W dzisiejszym świecie piłki nożnej coraz częściej dochodzi do absurdalnych sytuacji, nad którymi kibicom pozostaje tylko wzruszyć ramionami. Chociaż taki scenariusz na mistrzostwach świata przewidywano już przed pierwszym gwizdkiem, zderzenie z brutalną rzeczywistością wywołuje spore zdziwienie fanów z całego globu.
Gospodarze mundialu opuszczają własny kraj
Przed startem imprezy kanadyjska federacja zakładała optymistyczny scenariusz, licząc na zajęcie pierwszego miejsca w swojej grupie. Taki rozwój wydarzeń gwarantowałby im pozostanie w Vancouver na mecze jednej szesnastej oraz ewentualnej jednej ósmej finału. Niestety, plany te szybko legły w gruzach po ostatnich rozstrzygnięciach na światowych boiskach.
Szwajcaria nie dała szans reprezentacji Kanady
Jeszcze zanim piłkarze wybiegli na murawę, by zmierzyć się ze Szwajcarią, drużyna spod znaku Klonowego Liścia mogła być niemal pewna udziału w fazie pucharowej. Co ciekawe, rywale z Europy nie odczuwali wielkiej presji, by walczyć o wygraną za wszelką cenę. Choć układ drabinki dla pierwszej i drugiej ekipy w grupie B wydaje się na pozór zbliżony, dla współgospodarzy turnieju różnica okazała się po prostu kolosalna.
FIFA wymusiła dalekie podróże
Zasady ustalone przez międzynarodową federację jasno określały, że triumfator tego zestawienia rozegra dwa kolejne starcia na stadionie w Vancouver. Ekipa z drugiego miejsca musi z kolei spakować walizki i udać się do Stanów Zjednoczonych, by rywalizować najpierw w Kalifornii, a w razie wygranej przenieść się do Teksasu. Aby zachować pozycję lidera, Kanadyjczykom wystarczał zaledwie remis, jednak ostatecznie ulegli Europejczykom w stosunku jeden do dwóch.
Mecz z RPA na amerykańskiej ziemi
Ostatecznie to szwajcarscy piłkarze nie ruszają się z Vancouver, ciesząc się znacznie dogodniejszą drogą w dalszej części turnieju. W tym samym czasie kanadyjska kadra musi przemierzyć niemal tysiąc siedemset kilometrów, aby dotrzeć do Inglewood w okolicach Los Angeles. To właśnie na tamtejszym obiekcie sportowym zmierzą się z reprezentantami Republiki Południowej Afryki, całkowicie tracąc przewagę i wsparcie własnych trybun.