Czerwona kartka za zasłanianie ust
Paragwajczyk Miguel Almiron został pierwszą osobą ukaraną na podstawie nowych regulacji. W pierwszej połowie meczu z Turcją, wygranego przez Paragwaj 1:0, gracz angielskiego Newcastle United zwrócił się do Merta Muldura. Podczas wypowiedzi zasłonił usta dłonią. Turecki zawodnik natychmiast zgłosił ten fakt głównemu sędziemu zawodów.
Arbiter Ivan Barton z Salwadoru zweryfikował sytuację na monitorze VAR i pokazał Almironowi czerwoną kartkę. Nowa zasada została wprowadzona przez władze światowego futbolu w kwietniu bieżącego roku. Stanowi ona bezpośrednią reakcję na incydent z rozgrywek Ligi Mistrzów. Wówczas Gianluca Prestianni znieważył Viniciusa Juniora, maskując twarz koszulką. W efekcie tamtej sytuacji UEFA zawiesiła Argentyńczyka na sześć meczów.
- Jeśli piłkarz zakrywa usta i mówi coś rasistowskiego, to oczywiście powinien zostać zawieszony. Musimy założyć, że powiedział coś, czego nie powinien był powiedzieć, w przeciwnym razie nie musiałby zakrywać ust - argumentował szef FIFA Gianni Infantino.
Walka z symulantami i nowe przerwy?
Inna zmiana przepisów dotyczy ingerencji systemu wideoweryfikacji w kwestię przyznawania żółtych kartek. Almiron brał udział w sytuacji, w której holenderski sędzia Danny Makkelie napomniał Tima Reama. Dzięki poszerzonym kompetencjom asystentów wideo, arbiter główny anulował karę, ponieważ amerykański obrońca nie dotknął rywala. Z kolei w meczu Belgia - Iran Leandro Trossard zrezygnował z pomocy medycznej po wejściu Alirezy Jahanbakhsha. Postąpił tak, aby uniknąć nowej, przymusowej kary minutowego opuszczenia boiska.
- Ta zmiana ma przytrzymać, na minutę, poza boiskiem tzw. symulantów. Taka minuta gry 10 na 11 może drogo kosztować. Wiadomo, że najwięcej „kontuzji” jest np. w 85. minucie, kiedy zespół prowadzi dajmy na to 1:0. Teraz pojawi się pytanie, czy warto ryzykować - tłumaczył przed mundialem uczestniczący w nim polski arbiter Szymon Marciniak.
Kolejną nowością są trzyminutowe przerwy na nawodnienie organizmów w połowie każdej części meczu. Światowa federacja piłkarska tłumaczy to trudnymi warunkami klimatycznymi panującymi w USA, Meksyku i Kanadzie. Decyzja ta spotkała się z ogromną krytyką wielu selekcjonerów. Argentyński trener Marcelo Bielsa oraz Paragwajczyk Gustavo Alfaro uważają to za zabieg czysto biznesowy. Twierdzą oni, że przerwy te służą głównie emisji reklam i zaburzają naturalny rytm sportowej rywalizacji.