Solidny start w Lidze Narodów
Reprezentacja Polski po dwóch turniejach zajmuje czwarte miejsce w ogólnej klasyfikacji rozgrywek. Polki odniosły łącznie sześć zwycięstw i poniosły tylko dwie porażki. Była kadrowiczka Joanna Podoba-Malicka uważa ten bilans za dobry, choć widzi jeszcze pole do poprawy przed kluczowymi spotkaniami. Zacięte mecze przeciwko reprezentacjom Holandii oraz Kanady dostarczyły sztabowi szkoleniowemu cennego materiału do wnikliwej analizy. Wyniki pokazują, że polska drużyna wciąż miewa pewne przestoje, ale jest to naturalne zjawisko na tym etapie sezonu reprezentacyjnego.
Włoski trener Stefano Lavarini zdecydował się na roszady i sprawdził nowe warianty. Największe słowa uznania od dwukrotnej mistrzyni Europy zebrała dwudześciosześcioletnia Monika Lampkowska. Zawodniczka po rocznej przerwie wróciła do kadry narodowej z bagażem cennych doświadczeń i nowymi umiejętnościami. Przyjmująca zdobyła mistrzostwo Grecji z zespołem Panathinaikos Ateny i otrzymała prestiżowy tytuł najlepszej siatkarki tamtejszej ligi. Szybkie i skuteczne wejście na wysokie obroty zaliczyła też Magdalena Stysiak, która dołączyła do reprezentacji podczas drugiego turnieju w Bangkoku.
- Uważam, że jest to dobry wynik, bardzo dobry byłyby przy ośmiu wygranych. Jeden poważniejszy egzamin, mecz z Holandią, zdaliśmy. Drugi egzamin przeciwko Kanadzie nie był tak udany, ale też dużo nam pokazał. Takie trudne mecze, na „styku”, dają sporo materiału trenerom, którzy potem wiedzą, nad czym muszą popracować. Te mecze pokazały, że mamy jednak przestoje, z drugiej strony to jest jeszcze taki etap sezonu, że podobne problemy mają też inne reprezentacje – powiedziała PAP była reprezentantka Polski.
Kto awansuje do turnieju finałowego?
Najwięcej zmian podczas obu turniejów trener wprowadził na pozycję środkowej bloku. Obok Magdaleny Jurczyk i powracającej do drużyny narodowej Anny Obiały swoje szanse na grę dostały Natalia Kecher oraz Maja Koput. Ostatnia z wymienionych spędziła najwięcej minut na parkiecie, dzielnie walcząc w najważniejszych momentach poszczególnych setów. Chwilowy brak Malwiny Smarzek został niezwykle skutecznie zrekompensowany przez świetnie dysponowane zmienniczki, Oliwię Sieradzką i Julię Szczurowską. Dzięki temu reprezentacja utrzymała bardzo wysoki poziom skuteczności w formacji ataku.
Przed polskim zespołem, który obecnie zajmuje piąte miejsce w rankingu międzynarodowym, kolejne bardzo trudne wyzwania. Już za dwa tygodnie w japońskiej Osace podopieczne Lavariniego zmierzą się z potęgami światowej siatkówki. Ich rywalkami będą zespoły Turcji, Stanów Zjednoczonych, Brazylii oraz współgospodynie z Japonii, które wystąpią w swoich najmocniejszych składach. Aktualny dorobek sześciu zwycięstw może okazać się niewystarczający do wywalczenia bezpośredniego awansu do prestiżowego turnieju finałowego. Do ostatecznej fazy przejdzie jedynie siedem najlepszych ekip oraz reprezentacja Chin.
- Trudno dziś ocenić, ile zwycięstw czy punktów będzie potrzebnych do awansu. Na przykład Niemki mają na koncie tylko trzy wygrane. Sensacyjnie jednak pokonały Brazylię 3:2 i w najbliższym turnieju w Belgradzie zagrają tylko z europejskimi drużynami. Moim zdaniem, są w stanie odnieść nawet cztery zwycięstwa. Być może będziemy musieli wygrać co najmniej jeden mecz, pytanie tylko z kim – podsumowała była zawodniczka m.in. PTPS Nafty Piła, Muszynianki i Chemika Police.