MŚ 2026 w piłce nożnej. Czesi przegrywają na starcie turnieju i walczą z problemami

Reprezentacja Czech zaliczyła nieudany powrót na MŚ 2026, przegrywając 1:2 z Koreą Południową. Choć pierwszy gwizdek zabrzmiał w środku nocy, fani tłumnie ruszyli do barów. Czy pomimo logistycznych problemów z aklimatyzacją Czesi zdołają z sukcesem kontynuować tegoroczne mistrzostwa świata?

MŚ 2026 w piłce nożnej. C.jpg
Autor: Redaktor internetowy/ Wygenerowane przez AI Brązowa, skórzana piłka retro leży na mokrej trawie boiska piłkarskiego.

Nocne kibicowanie po latach przerwy

Dwadzieścia lat czekała reprezentacja Czech w piłce nożnej na powrót do mistrzostw świata. Udział w imprezie rozpoczął się od porażki 1:2 z Koreą Południową w meksykańskiej Guadalajarze. Choć spotkanie wystartowało o czwartej rano czasu praskiego, wiele barów w kraju pozostawało otwartych dla kibiców. Mecz oglądała również mniejszość koreańska pracująca na terenie Czech.

Kolejny mecz grupowy południowi sąsiedzi Polski rozegrają z Republiką Południowej Afryki o godzinie 18:00, a starcie z Meksykiem znów wypadnie w nocy. Czeskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych wzmocniło obsadę swoich konsulatów w Stanach Zjednoczonych, Meksyku i Kanadzie. Resort ostrzega fanów przed fałszywymi stronami internetowymi sprzedającymi bilety oraz przypomina, że konsulowie nie pomogą w znalezieniu zakwaterowania czy opłaceniu zaległych lotów.

"- Dla prawdziwych kibiców godzina nie ma znaczenia. Tak samo organizowałem oglądanie mistrzostw świata w hokeju zawodników poniżej 20. roku życia, gdy Czesi w nocy grali z Kanadyjczykami" - powiedział czeskiej TV właściciel baru w Ołomuńcu Oldrzich Ladman.

Jakie problemy mają czescy piłkarze?

Czeska kadra narodowa od początku zmaga się z poważnymi kłopotami logistycznymi. Ich baza treningowa mieści się w amerykańskim Dallas i należy do najniżej położonych ośrodków na całych tegorocznych mistrzostwach świata. Taka sytuacja jest konsekwencją bardzo późnego awansu wywalczonego dopiero po barażach, kiedy wszystkie dogodniejsze lokalizacje były już dawno zajęte przez inne ekipy.

Eksperci i sami zawodnicy przyznają z niesmakiem, że niekorzystne warunki aklimatyzacyjne i konieczność nieustannego podróżowania wyraźnie obciążają organizmy. Pierwszy rywal turniejowy z Azji nie musiał odbywać wyczerpujących i długich lotów, przez co szybciej zaadaptował się do trudnych warunków. Czesi wciąż wierzą jednak, że finał zmagań za oceanem okaże się znacznie lepszy niż faza grupowa.

"- Koreańczycy zawsze są o trzy kroki przed nami, bo już zaaklimatyzowali się na tej wysokości. Nie muszą podróżować między meczami. Nie muszą więc znosić tych naprawdę męczących podróży, które wiążą się z wielogodzinnymi lotami. Z pewnego punktu widzenia można by powiedzieć, że to niesprawiedliwe. Ale nie będziemy narzekać, zasady były ustalone z góry. Gdybyśmy awansowali wcześniej, bylibyśmy gdzie indziej" - powiedział czeskiej telewizji publicznej były świetny piłkarz Karel Poborsky.