Napięta sytuacja polityczna przed meczem
Udział piłkarzy z Bliskiego Wschodu w turnieju w USA, Kanadzie i Meksyku do samego końca nie był pewny. Wynikało to z trwającego konfliktu zbrojnego pomiędzy tym państwem a Stanami Zjednoczonymi. Dopiero w niedzielę ogłoszono porozumienie kończące działania wojenne, co pozwoliło zawodnikom na wjazd do kraju. Meczowi w Inglewood koło Los Angeles towarzyszyły liczne protesty. Pod stadionem zebrało się kilkuset mieszkających w USA Irańczyków, którzy wyrażali niezadowolenie z działań irańskiego rządu oraz amerykańskich władz.
Podczas odgrywania irańskiego hymnu z trybun rozległy się bardzo głośne gwizdy. Po zremisowanym 2:2 spotkaniu z Nową Zelandią selekcjoner reprezentacji Iranu przekazał mediom zaskakującą informację. Zespół z Bliskiego Wschodu dostał nakaz natychmiastowego opuszczenia terytorium Stanów Zjednoczonych. Drużyna musiała od razu wracać do swojej bazy treningowej w meksykańskiej Tijuanie. Trener Amir Ghalenoei nie krył rozczarowania taką decyzją, twierdząc, że zespół został pozbawiony niezbędnego czasu na pomeczową regenerację.
"- Nie dali nam nawet czasu na odpoczynek. Po meczu powiedzieli: “Musicie natychmiast wyjechać”. Dla nas czas na odpoczynek jest bardzo ważny, ale wymaga się od nas, żebyśmy wsiedli do samolotu i wrócili do naszej bazy w Tijuanie. To dla nas naprawdę jest problem" - nie ukrywał.
"- Nie wiem, dlaczego każą nam wracać. To bardzo dziwne. Wygląda na to, że inni układają nam plan. Decyzje dotyczące nas są podejmowane gdzie indziej. Mieliśmy przyjechać dwa dni przed meczem, zostać tu dziś, żeby odpocząć, i wrócić (do Meksyku - PAP) jutro w porze obiadu. Mam wrażenie, że jesteśmy najgorzej traktowaną drużyną w mundialu" - dodał Ghalenoei.
Kłopoty wizowe i sytuacja w grupie
Szkoleniowiec oraz kapitan zespołu Mehdi Taremi zwrócili również uwagę na braki kadrowe w swojej delegacji. W Stanach Zjednoczonych nie pojawiła się część sztabu szkoleniowego oraz prezes rodzimej federacji. Działacze oraz trenerzy nie otrzymali amerykańskich wiz i nie mogli fizycznie dołączyć do drużyny. Kapitan zespołu określił zaistniałą sytuację mianem organizacyjnej katastrofy. Zaapelował on jednocześnie o zdecydowanie większe wsparcie ze strony światowej federacji piłkarskiej.
Przeciwnicy Irańczyków odczuwali po końcowym gwizdku spory sportowy niedosyt. Selekcjoner Nowej Zelandii Darren Bazeley żałował utraconej szansy na historyczne, pierwsze zwycięstwo na mistrzostwach świata. Podkreślił on jednak, że jest bardzo dumny z postawy swoich podopiecznych. W drugim meczu grupy G reprezentacja Belgii zremisowała z Egiptem 1:1. W niedzielę odbędą się kolejne spotkania, w których Belgia zmierzy się z Iranem, a Nowa Zelandia zagra z Egiptem.
"- Mamy już teraz wyjechać z Los Angeles, a to nam nie służy. FIFA chyba powinna nas bardziej wesprzeć. To wszystko to dla nas katastrofa" - powiedział Taremi.
"- Jesteśmy rozczarowani, że nie wygraliśmy. Jeśli prowadzi się dwa razy w spotkaniu, to kończy się je z poczuciem: „co by było, gdyby...”. Chyba nigdy w historii nie byliśmy bliżsi wygrania meczu mistrzostw świata, ale i dzisiaj to się nie udało. Ale jesteśmy dalej w turnieju, nie przegraliśmy, zdobyliśmy bramki i stwarzaliśmy sytuacje. To solidny występ, z którego jestem dumny. Pokazaliśmy światu, kim jesteśmy i kim są nasi piłkarze" - podsumował selekcjoner Darren Bazeley.