Spis treści
Obietnica Mateusza Morawieckiego dla piłkarzy przed wylotem do Kataru
Przypomnijmy, że głośna sprawa nagród finansowych rozpoczęła się od deklaracji, którą ówczesny prezes Rady Ministrów złożył kadrze narodowej tuż przed rozpoczęciem mistrzostw świata. Mateusz Morawiecki spotkał się z drużyną oraz jej opiekunami, zapowiadając, że za awans do fazy pucharowej otrzymają do podziału kwotę rzędu przynajmniej 30 milionów złotych (co w tamtym czasie odpowiadało ponad sześciu milionom euro). Środki te miały powędrować wprost do zawodników oraz kadry szkoleniowej.
Spór o podział pieniędzy wewnątrz reprezentacji Polski
Biało-Czerwonym ostatecznie udało się wyjść z grupy, w której mierzyli się z Meksykiem, Arabią Saudyjską oraz Argentyną. Jak się jednak później okazało, sukces sportowy zbiegł się w czasie z ostrymi kłótniami wewnątrz zespołu dotyczącymi podziału obiecanych środków. O napiętej atmosferze w szatni opowiedział publicznie Łukasz Skorupski, polski bramkarz.
„Wychodzimy z grupy i zamiast się cieszyć, nagle zaczęliśmy kłócić się o tę premię. Ci mają mieć tyle, inni tyle. Ale to tak się kłóciliśmy, że nie gadaliśmy z pewnymi zawodnikami. A dzień wcześniej razem śpiewaliśmy” - stwierdził bramkarz podczas rozmowy z Przeglądem Sportowym Onet.
Mateusz Morawiecki wycofał się z obietnicy po fali oburzenia
Reakcja opinii publicznej i kibiców była jednoznaczna, co skłoniło Mateusza Morawieckiego do zmiany zdania. Były szef rządu zrezygnował z pomysłu przekazania publicznych pieniędzy zawodnikom i zadeklarował brak państwowego finansowania tej inicjatywy. Ostatnio temat ten powrócił w jego wystąpieniu na Kanale Zero.
„- Żałuję panie redaktorze, że jako Adam podałem to jabłko Ewie w Raju - odpowiedział dowcipnie - były premier, obecnie lider ugrupowania Rozwój Plus. Potem dodał już bardziej poważnie: - A tutaj akurat nie jestem taki całkowicie bez winy, bo muszę też na siebie wziąć cześć winy.”
Gdy zapytano go, czy złożenie tamtej obietnicy uważa za pomyłkę, odpowiedział wprost.
„- Tak mówią mądrzy ludzie dzisiaj. Wtedy mówili inaczej, ale ja biorę to na siebie - stwierdził Mateusz Morawiecki.”