Klątwa trwa podczas mundialu
Złoty puchar mistrzostw świata nigdy nie trafił w ręce drużyny narodowej prowadzonej przez zagranicznego szkoleniowca. Ten historyczny trend zostanie zachowany podczas tegorocznego turnieju rozgrywanego w USA, Kanadzie i Meksyku. W finale zagrają Hiszpanie i Argentyńczycy, prowadzeni przez swoich rodaków.
Za wyniki reprezentacji Hiszpanii odpowiada Luis de la Fuente. Jego rywalem na ławce trenerskiej będzie Lionel Scaloni, który walczy o kolejne trofeum dla Argentyny. Obaj szkoleniowcy mają szansę udowodnić wartość rodzimej myśli szkoleniowej.
Kto był blisko przełamania tradycji?
W przeszłości zaledwie dwóch zagranicznych selekcjonerów doprowadziło swoje drużyny do finału. W 1958 roku Anglik George Raynor wywalczył wicemistrzostwo z reprezentacją Szwecji. W meczu o złoto gospodarze ulegli jednak Brazylii 2:5. Dwie dekady później ten wyczyn powtórzył Ernst Happel. Austriak dotarł z Holandią do finału w 1978 roku, gdzie przegrał 1:3 po dogrywce z Argentyną.
Do czołowej czwórki w 2002 roku sensacyjnie awansowała Korea Południowa pod wodzą Holendra Guusa Hiddinka, kończąc turniej na czwartym miejscu. W środowym półfinale Mistrzostw Świata 2026 Anglia, trenowana przez Niemca Thomasa Tuchela, przegrała 1:2 z Argentyną. Teraz Lionel Scaloni, triumfator mundialu w Katarze w 2022 roku, może po raz kolejny wznieść najważniejsze trofeum.