Mecz Legia Warszawa - Raków Częstochowa. Goleada przy Łazienkowskiej

W niedzielnym hicie 14. kolejki Ekstraklasy rozegrano emocjonujący mecz Legia Warszawa - Raków Częstochowa. Spotkanie na stołecznym stadionie zakończyło się niespodziewanym zwycięstwem gości 4:2. Mecz Legia Warszawa - Raków Częstochowa miał bardzo szczególne znaczenie dla trenera gospodarzy, Marka Papszuna, który zmierzył się ze swoim byłym klubem.

Piłkarz Rakowa przy piłce przed bramką Legii. O emocjonującym meczu przy Łazienkowskiej przeczytasz na Eska.
Autor: Redaktor internetowy/ Wygenerowane przez AI Piłkarz w niebiesko-czerwonym stroju biegnie z piłką na bramkę, goni go obrońca w białym stroju.

Zaskakujący początek i sentymentalne starcie

Przed rozpoczęciem spotkania odśpiewano hymn Polski, a następnie uczczono minutą ciszy ofiary sobotniej strzelaniny w Krakowie, w której zginęło sześć osób, a także zmarłego pracownika klubu z Warszawy, Bogusława Łobacza. Mecz od początku był niezwykle emocjonujący, zwłaszcza dla trenera gospodarzy, Marka Papszuna. Szkoleniowiec ten prowadził drużynę z Częstochowy w latach 2016-2023 oraz od lipca 2024 do grudnia 2025 roku, zdobywając z nią liczne trofea, w tym mistrzostwo Polski. W wyjściowym składzie miejscowych zadebiutował 16-letni Franciszek Stępniewski.

"Raków jest i zawsze będzie w moim sercu. Miałem tam największe osiągnięcia. Nie ma co do tego wracać, bo to historia, ale piękna. Wciąż jest tam wielu zawodników, z którymi osiągałem sukcesy. Cieszę się na to spotkanie" - mówił Papszun na konferencji prasowej.

Po początkowych atakach i niewykorzystanej okazji Mahira Emreliego, goście objęli prowadzenie w 21. minucie. Fran Tudor doskonale dograł do Patryka Makucha, który w sytuacji sam na sam pokonał Otto Hindricha. W 30. minucie z powodu kontuzji boisko musiał opuścić skrzydłowy Lamine Diaby-Fadiga, którego zastąpił Oliwier Kwiatkowski. Do przerwy wynik nie uległ zmianie, mimo obiecujących okazji z obu stron, w tym groźnego strzału w słupek autorstwa Makucha.

Kto zdobył bramki w drugiej połowie?

Druga odsłona przyniosła prawdziwą strzelaninę, którą rozpoczął w 56. minucie Kacper Chodyna, doprowadzając do wyrównania po wrzucie z autu Rafała Augustyniaka. Odpowiedź częstochowian była błyskawiczna, gdyż zaledwie dwie minuty później Erick Otieno wykorzystał błąd warszawskiej defensywy i dobił własny strzał. W 61. minucie Oliwier Kwiatkowski po dośrodkowaniu Otieno podwyższył wynik na 3:1. Warszawianie szybko zmniejszyli straty za sprawą trafienia Wahana Biczachczjana zza pola karnego w 63. minucie.

W 66. minucie nie uznano bramki Roberta Deziela, ponieważ sędzia dopatrzył się przewinienia Bohdana Wjunnyka, który stał zbyt blisko bramkarza. Kropkę nad i postawił w 72. minucie Oliwier Kwiatkowski, który po raz drugi wpisał się na listę strzelców, skutecznie wykorzystując dobitkę po strzale Emreliego. Drużyna z Warszawy zajmuje obecnie trzecie miejsce z dorobkiem 24 punktów i kontynuuje serię czterech meczów bez wygranej. Zespół prowadzony przez trenera Dawida Szwargę, dzięki zdobytym trzem punktom, ma na koncie 12 "oczek", jednak wciąż znajduje się na 16. pozycji, pozostając w strefie spadkowej.

 

ROLKI