Maks Kaśnikowski gra dalej w Poznaniu
Zmagania na korcie centralnym Parku Tenisowego Olimpia obfitowały w występy biało-czerwonych, których rozegrano aż cztery. Maks Kaśnikowski jako jedyny polski tenisista wywalczył awans do kolejnej fazy turnieju. Jego pojedynek z Włochem Lorenzo Giustino rozpoczął się w poniedziałek, ale przy stanie 4:1 ulewny deszcz przerwał grę. Triumfator poznańskiego challengera z 2024 roku utrzymał jednak koncentrację po powrocie na kort. Pierwszą partię zapisał na swoim koncie z pewnym wynikiem 6:4.
Druga odsłona poniedziałkowego starcia przyniosła znacznie bardziej wyrównaną rywalizację. Obaj zawodnicy pewnie utrzymywali własne podanie, mając po kilka szans na zdobycie gema przy serwisie rywala. O ostatecznym triumfie zadecydował całkowicie jednostronny tie-break. Polak oddał w nim rywalowi zaledwie jeden punkt, zwyciężając w całym meczu 6:4, 7:6 (7-1). W kolejnej rundzie przeciwnikiem reprezentanta Polski będzie rozstawiony z numerem drugim Jan Choiński.
- Na pewno nie było to łatwe spotkanie. Wczoraj musieliśmy przerwać mecz ze względu na opady. Prowadziłem 4:1 i byłem w dobrym rytmie, więc ten deszcz nie był mi na rękę. Dzisiaj, gdy wyszliśmy na kort, udało mi się utrzymać koncentrację i „domknąć” tego seta. W drugiej partii było dużo break-pointów po jednej i po drugiej stronie, ale obyło się bez przełamań. W tie-breaku docisnąłem ten gaz do dechy i udało się wygrać. Jestem bardzo zadowolony z gry, z intensywności, jaką dziś pokazałem – powiedział po spotkaniu Kaśnikowski.
- Liczę, że będzie to dobry mecz, a kibice będą zadowoleni z widowiska. Ja nie wyznaczyłem sobie jakiegoś celu minimum na Poznań. Staram się podchodzić do tego turnieju na zasadzie „punkt po punkcie” i „mecz po meczu”. Nie zakładam żadnych planów wynikowych – dodał 22-latek z Warszawy.
Z kim przegrali polscy tenisiści?
Ważny, który do głównej drabinki dostał się przez eliminacje, stoczył zacięty bój z Czechem Martinem Krumichem. Choć obu graczy dzieli w rankingu ATP ponad osiemset miejsc, na korcie panowała pełna równowaga. Pierwszego seta wygrał dziewiętnastolatek z Rzeszowa, jednak kolejne odsłony to prawdziwy tenisowy rollercoaster z wieloma przełamaniami. W decydującym tie-breaku trzeciej partii dokładniejszy okazał się reprezentant Czech, triumfując ostatecznie 3:6, 7:5, 7:6 (7-4).
Pozostałe spotkania z udziałem reprezentantów gospodarzy miały znacznie szybszy przebieg i zakończyły się bolesnymi porażkami. Grający z dziką kartą Daniel Michalski uległ Brazylijczykowi Gustavo Heide 2:6, 2:6 po niespełna osiemdziesięciu minutach gry. Z kolei dziewiętnastoletni Tomasz Berkieta, również występujący dzięki dzikiej karcie, musiał uznać wyższość Peruwiańczyka Gonzalo Bueno, przegrywając 6:7 (4-7), 3:6. Wielki finał poznańskiego turnieju zaplanowano na najbliższą sobotę.
- Zabrakło tego, że nie wykorzystałem żadnej szansy, którą miałem w trzecim secie. Nie ukrywam, że jestem mocno wkurzony na siebie, że nie „domknąłem” tego meczu. Było to na wyciągnięcie ręki, wystarczyło zagrać jedną czy dwie piłki lepiej, nie popełnić błędów i to by się wygrało. Nie udźwignąłem tego mentalnie po prostu, za dużo emocji – skomentował.