Maja Chwalińska odpada z turnieju Wimbledon. Czy zagra w deblu?

Maja Chwalińska pożegnała się z rywalizacją już w pierwszej rundzie wielkoszlemowego turnieju Wimbledon. Polska tenisistka zmagała się z silnymi skurczami oraz bolesnym urazem kostki, a obecnie wciąż nie jest pewna, czy wystąpi w zaplanowanym turnieju debla.

Brudna piłka tenisowa i fragment rakiety leżące na zielonej trawie kortu, symbolizujące trud i poświęcenie sportowców w rozgrywkach, tak jak w przypadku Mai Chwalińskiej, o której przeczytasz więcej na naszym portalu.
Autor: Redaktor internetowy/ Wygenerowane przez AI Piłka tenisowa i rakieta leżące na trawiastej nawierzchni kortu tenisowego.

Wimbledon i bolesna porażka polskiej tenisistki

Maja Chwalińska przegrała w pierwszej rundzie Wimbledonu z Tajką Mananchayą Sawangkaew 6:2, 5:7, 2:6. Polska tenisistka, która otrzymała od organizatorów dziką kartę i była rozstawiona z numerem 20, w drugim secie prowadziła już 5:2 i miała piłkę meczową przy serwisie rywalki. W trakcie tej kluczowej wymiany 25-latka z Dąbrowy Górniczej poślizgnęła się, biegnąc w lewą stronę, co skutkowało bolesnym urazem stawu skokowego.

Mimo prowadzenia 2:0 na początku trzeciego seta, będącego efektem seryjnych błędów sklasyfikowanej na 164. miejscu w rankingu przeciwniczki z kwalifikacji, Polka nie wygrała już żadnego gema i zeszła z kortu pokonana po dwóch godzinach oraz 40 minutach. Zawodniczka przyznała otwarcie, że od kontuzji samej kostki znacznie gorsze okazały się potężne skurcze całego ciała.

- Już pod koniec drugiego seta zaczęły łapać mnie skurcze w całym ciele. Myślę, że ich źródło nie było czysto fizyczne. Na pewno miał też udział stres, intensywny czas przed Wimbledonem, bo nie miałam perfekcyjnych przygotowań. To był jeden z najcięższych meczów w mojej karierze. Nowe doświadczenie dla mnie. Popłaczę sobie chwilę i działamy dalej - powiedziała Chwalińska.

- Nigdy mi się skurcze nie zdarzyły aż w takiej skali, żeby mnie aż tak bardzo ograniczały - dodała.

Czy kontuzjowana zawodniczka zagra w deblu?

Mimo ogromnego bólu i ogromnych trudności fizycznych, polska tenisistka nie zdecydowała się na przedwczesne zakończenie pojedynku, czyli krecz. Awans do finału French Open sprzed trzech tygodni przyniósł 25-latce wybuch zainteresowania jej osobą, jednak zapewnia ona, że włożyła w przygotowania pełen wysiłek i nie ma do siebie pretensji o końcowy wynik na londyńskiej trawie.

Teraz pod wielkim znakiem zapytania stoi udział 25-latki w turnieju gry podwójnej, do którego zgłosiła się w parze z austriacką zawodniczką Sinją Kraus. Ostateczna decyzja o ewentualnym wycofaniu się z rywalizacji będzie zależała od tego, w jakim stanie znajduje się uszkodzony staw skokowy Polki i czy zdoła się zregenerować.

- To jest Wimbledon, nie chciałam skreczować. Miałam skurcze i wiedziałam, że nie ryzykuję zdrowia grając dalej. Mogłabym żałować, gdybym skreczowała, więc chciałam grać dalej - podkreśliła.

- Nie było tak, że wierzyłam do końca, że mogę wygrać. Po prostu chciałam zagrać najlepiej jak potrafię, choć wiedziałam, że przy moim stylu w takiej sytuacji (skurczów - PAP) będzie to bardzo trudne - dodała.