Spis treści
PGE Projekt Warszawa stoczył bój w półfinale
Warszawianie zmierzyli się z włoskim zespołem Sir Sicoma Monini Perugia w półfinale Ligi Mistrzów siatkarzy. Dwa pierwsze sety spotkania zakończyły się wyraźną przewagą rywali, co stawiało polską drużynę w trudnej sytuacji. W trzeciej partii siatkarze Projektu Warszawa znacząco poprawili swoją grę, doprowadzając do wyrównania w końcówce. Zdołali nawet wywalczyć piłkę setową, która mogła zmienić przebieg meczu. Niestety, nie wykorzystali tej szansy i przegrali set po zaciętej walce na przewagi.
Bartosz Gomułka, atakujący PGE Projektu Warszawa, podkreślił, że zespół czuł realną szansę na zwycięstwo w trzecim secie. Uważał, że otwarcie meczu było nieco senne, co Perugia doskonale wykorzystała, zdobywając przewagę. Z upływem czasu warszawianie coraz lepiej adaptowali się do stylu gry przeciwnika, co pozwoliło im nawiązać równorzędną walkę. Mimo braku kilku kluczowych punktów, aby przełamać rywali, drużyna pokazała ducha walki w decydującej fazie seta. Ta adaptacja i zaciętość świadczyły o potencjale polskiego zespołu.
"Czuliśmy, że w trzecim secie jesteśmy w stanie jeszcze wygrać z Perugią. Dalej mogło się wiele wydarzyć, bo już złapaliśmy rytm, w którym oni grają. Na pewno troszkę sennie weszliśmy w początek tego meczu. Naprawdę dobrze Perugia to wykorzystała, no ale z dalszą grą coraz bardziej się adaptowaliśmy. Troszkę zabrakło nam jeszcze tych punktów, żeby ich złapać, ale w końcówce powalczyliśmy" - ocenił Gomułka.
"Jestem naprawdę dumny z drużyny, mimo że naprawdę dwa pierwsze sety nie potoczyły się po naszej myśli, to w trzeciej partii potrafiliśmy się zebrać i jeszcze pokazać kawał dobrej siatkówki" - dodał.
Jak wyglądał zwariowany sezon Bartosza Gomułki?
Bartosz Gomułka rozpoczął ten sezon jako rezerwowy atakujący, pełniąc rolę zmiennika dla Niemca Linusa Webera. W trakcie rozgrywek, mniej więcej w połowie sezonu, sytuacja uległa zmianie. Gomułka zaczął regularnie pojawiać się w wyjściowym składzie, zdobywając zaufanie trenera i umacniając swoją pozycję w drużynie. Jego konsekwentna gra sprawiła, że na dłużej zadomowił się wśród podstawowych zawodników PGE Projektu Warszawa, stając się kluczowym elementem zespołu.
Sezon ten był dla niego pełen sukcesów i osobistych osiągnięć, co sam określił jako "zwariowane combo". Poprowadził warszawską ekipę do brązowego medalu ekstraklasy, co było znaczącym sukcesem na krajowym podwórku. Dodatkowo, debiutował w Final Four Ligi Mistrzów, co stanowiło dla niego pierwsze doświadczenie w tak prestiżowej imprezie. Gomułka czeka również na ogłoszenie przeciwnika w meczu o brązowy medal, a także otrzymał powołanie do kadry, co dopełniło ten niezwykły rok.
"Bardzo się cieszę, że mogłem zadebiutować. Na pewno dla mnie ten sezon jest zwariowany. Zaczynałem jako drugi atakujący, a kończę turniejem finałowym Ligi Mistrzów. Jeszcze mogę skończyć z brązowym medalem. Czekamy na naszego przeciwnika. Trzymamy kciuki za zespół z Zawiercia, żeby chociaż jedna polska drużyna była w finale. Dla mnie na pewno ten sezon jest zwariowany. Jeszcze powołanie do kadry. Ogólnie całe "combo"" - zauważył atakujący.
Trener Nalepka o kluczowych momentach meczu
Trener warszawian, Kamil Nalepka, ocenił, że jego podopieczni mieli w meczu swoje dobre momenty, pomimo ostatecznej porażki. Stwierdził, że zespół dobrze rozpoczął spotkanie, grając punkt za punkt z Perugią, co było dla niego pozytywnym zaskoczeniem. Początkowo obawiał się, że włoska drużyna od razu zdominuje, ale tak się nie stało. W każdym secie pojawiały się fragmenty dobrej gry, świadczące o potencjale PGE Projektu Warszawa.
Nalepka wskazał, że różnicę w meczu zrobiły końcówki poszczególnych setów oraz skuteczność serwisu Perugii. Najlepszym momentem dla jego drużyny był trzeci set, którego niewykorzystanie jest szczególnie żałowane. Mimo taktycznego przygotowania i świadomości, że Ben Tara będzie często atakował, a Simone Giannelli grał pierwszym tempem, warszawianie mieli problem z efektywnym zatrzymywaniem rywali. Dotykali piłki, ale brakowało skutecznych bloków i kontrataków, co ostatecznie zadecydowało o wyniku.
"Myślę, że chcieliśmy być bardziej agresywni na początku, bo my dobrze rozpoczęliśmy ten mecz. Graliśmy punkt za punkt, a to była dla mnie przed spotkaniem największa zagadka, czy Perugia naskoczy na nas bardzo. A nie naskoczyła. I my z nimi graliśmy. Finalnie mieliśmy w tym meczu momenty, uważam, że w każdym z setów. Później Perugia pokazywała swoją wyższość i lepiej zagrała końcówki" - powiedział szkoleniowiec.
"Ten moment w trzecim secie był dla nas taki najlepszy i żałujemy tego bardzo, bo tego nie wykorzystaliśmy. Myślę, że nie byliśmy agresywni w polu serwisowym. Taktycznie wywiązaliśmy się dobrze z naszych założeń. To, że Ben Tara będzie miał najwięcej piłek, to wiedzieliśmy. Wiedzieliśmy, że Simone Giannelli będzie grał dużo pierwszym tempem. Ale niestety - reagowaliśmy, dotykaliśmy, tylko nie mogliśmy ich skutecznie zatrzymać, zablokować lub obronić i skontrować. To było naszym problemem" - dodał.
Mecz o brązowy medal to finał sezonu
W niedzielę PGE Projekt Warszawa stanie do walki o brązowy medal Ligi Mistrzów. Ich przeciwnikiem będzie przegrany z drugiego półfinału, w którym zmierzą się Aluron CMC Warta Zawiercie oraz turecki Ziraat Bankkart Ankara. Ten mecz o trzecie miejsce ma dla warszawskiej drużyny ogromne znaczenie. Traktują go jako symboliczny finał całego sezonu, co podkreśla stawkę i motywację do osiągnięcia sukcesu. Zespół musi szybko odciąć się od myśli o przegranym półfinale i skupić się na nadchodzącym wyzwaniu.
"To, co my teraz musimy zrobić, to po prostu szybko zapomnieć o tym meczu, bo my jutro gramy o brązowy medal, a to dla nas będzie jak finał w tym sezonie" - podsumował Nalepka.
Artykuł i zdjęcie wygenerowane przez sztuczną inteligencję (AI). Pamiętaj, że sztuczna inteligencja może popełniać błędy! Sprawdź ważne informacje.