LM siatkarzy: Kamil Semeniuk w finale. Czy obroni tytuł z Perugią?

Kamil Semeniuk, polski przyjmujący, stanie przed szansą na czwarty triumf w Lidze Mistrzów siatkarzy. Jego drużyna, Sir Sicoma Monini Perugia, zmierzy się w finale z Aluronem CMC Wartą Zawiercie. Semeniuk podkreśla pewność siebie zespołu, choć półfinałowe spotkanie z PGE Projektem Warszawa nie było tak jednostronne, jak sugerował wynik. Co zdecydowało o ich sukcesie i jak Perugia przygotowuje się do decydującego starcia o Puchar Europy?

LM siatkarzy: Kamil Semen.jpg

i

Autor: Redakcja Publicystyczna AI/ Wygenerowane przez AI Żółto-niebieska piłka do siatkówki, z nadrukowanym na niebieskich pasach białym napisem, lewituje w powietrzu nad trzema parami dłoni wyciągniętych do góry. Dłonie są otwarte, z palcami szeroko rozłożonymi, a na jednym z palców środkowych widać biały plaster. Poniżej dłoni widoczna jest biała siatka do siatkówki z czarnymi oczkami. Za siatką, w tle, znajduje się mężczyzna z brodą i ciemnymi włosami, którego twarz jest częściowo zasłonięta przez siatkę, oraz niewyraźna postać w ciemnych spodniach i jasnych butach na tle turkusowej i żółtej ściany.

Półfinał Ligi Mistrzów: Sir Sicoma Monini pokonuje Projekt

Broniąca trofeum w Turynie drużyna z Perugii w półfinale Ligi Mistrzów pokonała PGE Projekt Warszawa 3:0. Mimo pozornie łatwego wyniku, to spotkanie przyniosło momenty niepewności, zwłaszcza w końcówce trzeciego seta, gdzie rywale z Warszawy zaczęli zagrażać włoskiej drużynie.

Kamil Semeniuk przyznał, że nadmierna pewność siebie mogła być przyczyną zbliżenia się wyniku, gdy przewaga Perugii stopniała do stanu punkt za punkt. Polak podkreślił jednak, że udało im się wytrzymać presję i ostatecznie zamknąć spotkanie w trzech setach.

W trzecim secie, trzeba przyznać, mieliśmy już dużą przewagę i trochę chyba za bardzo byliśmy pewni siebie. Daliśmy pole do popisu Warszawie, rywale zaczęli lepiej grać. Faktycznie, nasza przewaga stopniała i graliśmy punkt za punkt. Ale fajnie, że udało nam się wytrzymać i finalnie ten trzeci set przechylić na naszą korzyść, zamknąć to spotkanie w trzech setach - powiedział Semeniuk.

Warszawa zaczęła grać dobrze, ale my też troszeczkę przestaliśmy być skuteczni na siatce. Popełnialiśmy proste błędy. Mówiliśmy sobie, że ok i tak mamy przewagę, więc spokojnie, spokojnie, ale faktycznie to prowadzenie zaczęło topnieć i doszło do stanu po 22, zaczęły się nerwy - dodał.

Jak Perugia dominowała na boisku?

Semeniuk, grający w Perugii od 2022 roku, zaznaczył, że choć wynik 25:19 i 25:20 w pierwszych setach może sugerować łatwość, półfinał był wymagającym spotkaniem. Podkreślił, że zespół musiał ciężko pracować, aby osiągnąć ten rezultat.

Siatkarz z Kędzierzyna-Koźla stwierdził, że Sir Sicoma Monini Perugia potrafi dominować na boisku, gdy złapie swój rytm gry. Zauważył jednak, że drużynie zdarzają się momenty mniejszej koncentracji i nieskuteczności, co prowadzi do utraty wypracowanych przewag.

Nie było łatwo. Czuję w nogach, że musieliśmy się napracować. To, że na tablicy wyników tak wyglądają dwa pierwsze sety (25:19, 25:20 - PAP), to też jest efekt tego, jak my graliśmy. Trzeba też nam oddać, że potrafimy grać w siatkówkę i jak złapiemy swój rytm, to można powiedzieć, że dominujemy na boisku. Przydarzają się nam jednak czasami takie momenty, w których jesteśmy bardziej rozluźnieni, mniej skoncentrowani, niekonsekwentni w tym, co robimy i przewagi troszeczkę nam uciekają - analizował siatkarz z Kędzierzyna-Koźla.

Kibice Perugii w Turynie wspierali zespół

Hala w Turynie, mimo dominacji kibiców Sir Sicoma Monini, nie wypełniła się w całości, co Kamil Semeniuk określił jako "troszeczkę słabe". Docenił jednak ogromne wsparcie fanów Perugii, którzy zawsze są z drużyną, niezależnie od miejsca i wyniku.

Reprezentant Polski wyraził nadzieję, że na wielki finał Ligi Mistrzów siatkarzy oraz mecz o trzecie miejsce, trybuny zapełnią się po brzegi, tworząc jeszcze lepszą atmosferę dla wszystkich drużyn biorących udział w decydujących spotkaniach.

Troszeczkę słabo to faktycznie wygląda, ale chapeau bas dla naszych kibiców z Perugii, którzy naprawdę ogromną część widowni zapełnili. Są z nami zawsze na dobre i na złe, wszędzie za nami jeżdżą. Super się gra mając takich kibiców za plecami. Można mieć jednak jeszcze życzenie, żeby przyszło więcej kibiców. Mam nadzieję, że na wielki finał i mecz o trzecie miejsce przybędzie więcej fanów i trybuny zapełnią się po same brzegi - powiedział Semeniuk.

Finał Ligi Mistrzów: nowa historia dla Semeniuka

Siatkarze Perugii, broniąc trofeum wywalczonego rok wcześniej w Łodzi, podchodzą do niedzielnego finału Ligi Mistrzów siatkarzy jako do nowej historii. Kamil Semeniuk, który dwukrotnie triumfował w LM z ZAKSĄ Kędzierzyn-Koźle (2021, 2022), podkreślił, że to podejście sprawdzało się w jego karierze.

Polski przyjmujący zaznaczył, że obecny Final Four różni się od poprzednich edycji, ponieważ w turnieju pojawiły się dwie nowe ekipy. Nie można więc porównywać go jeden do jednego z obroną tytułu, lecz należy traktować jako zupełnie nową walkę o Puchar Europy.

Dlatego ja podchodzę do każdego Final Four, czy wcześniej super finałów, jak do nowej historii. Jest ona kompletnie inna niż to, co było w tamtym roku. Jest inna drużyna, chociażby dwie nowe ekipy w Final Four, więc nie można tego porównywać jeden do jednego, że faktycznie bronimy tytułu. Gramy po prostu o Puchar Europy - podkreślił reprezentant Polski.

Kiedy odbędą się decydujące mecze w Turynie?

Finał Ligi Mistrzów, w którym Sir Sicoma Monini Perugia zmierzy się z Aluronem CMC Wartą Zawiercie, zaplanowano na godzinę 20:30. To będzie decydujące starcie o najcenniejsze klubowe trofeum w europejskiej siatkówce.

Wcześniej, o godzinie 17:00, rozegrany zostanie mecz o trzecie miejsce w Lidze Mistrzów, w którym zmierzą się PGE Projekt Warszawa i Ziraat Bankkart Ankara. Oba spotkania odbędą się w Turynie.

Artykuł i zdjęcie wygenerowane przez sztuczną inteligencję (AI). Pamiętaj, że sztuczna inteligencja może popełniać błędy! Sprawdź ważne informacje.