Liga Narodów siatkarzy. Grbić chwali zespół po wygranym finale z USA

Reprezentacja Polski siatkarzy triumfowała w Lidze Narodów po zaciętym finale z USA, zakończonym wynikiem 3:2. Trener Nikola Grbić podkreślił, że o zwycięstwie zadecydowała jakość polskiej kadry. Zdaniem szkoleniowca prowadzenie zespołu w finałowym starciu z takimi zawodnikami jest znacznie prostsze.

Liga Narodów siatkarzy. G.jpg
Autor: Redaktor internetowy/ Wygenerowane przez AI Dwaj siatkarze walczą o piłkę nad siatką na tle pustych trybun hali sportowej.

Trudny bój z Amerykanami – Polacy bronią tytułu

W fazie zasadniczej Ligi Narodów polscy siatkarze pokonali reprezentację USA bez straty seta. Niedzielny mecz finałowy w Ningbo przyniósł jednak zupełnie inne emocje i znacznie większy opór ze strony rywali. Biało-czerwoni zdołali obronić tytuł zdobyty przed rokiem w tym samym mieście, wygrywając z USA 3:2.

Kluczowy dla losów spotkania okazał się czwarty set, w którym Polacy przegrywali 1:2. Wtedy trener Nikola Grbić dokonał niecodziennej zmiany taktycznej, wprowadzając na pozycję atakującego nominalnego przyjmującego, Wilfredo Leona, który zastąpił Bartłomieja Bołądzia. Ta decyzja odwróciła losy rywalizacji.

"Oczekiwałem trudnego meczu. To, co powiedziałem zawodnikom na początku w szatni - musimy oczekiwać, że oni będą grali dużo lepiej niż w Chicago, musimy się przygotować, że będziemy grali punkt za punkt, ale na końcu musimy mieć cierpliwość. Jeśli oni zagrają tak, jak zagrali, to potrzebna nam jest cierpliwość, by wrócić do naszej jakości, która musi zrobić przewagę" - przyznał trener.

"Bardzo pomogło to, co zagrał „Semen” (Kamil Semeniuk - PAP), to co „Leo” (Wilfredo Leon - PAP), który praktycznie zmienił rolę. Kiedy mamy takich zawodników, z taką jakością, to mi jest też łatwiej podejmować decyzje i przygotować zespół na każdy scenariusz" - dodał.

Jakie plany mają siatkarze po Lidze Narodów?

Szkoleniowiec wyjaśnił, że zmiana z Wilfredo Leonem była wcześniej testowana i wynikała z problemów zdrowotnych Kewina Sasaka. Leon popisał się skutecznością w ataku, bloku i zagrywce, stając się kluczowym elementem polskiej ofensywy w decydujących fragmentach meczu.

Libero reprezentacji, Jakub Popiwczak, nie krył ogromnej radości ze zdobycia złotego medalu. Porównał obecny sukces do zeszłorocznego triumfu, zwracając uwagę na wyższy poziom trudności i większą satysfakcję z wyrwanego zwycięstwa. Po tygodniowej przerwie kadra rozpocznie przygotowania do wrześniowych mistrzostw Europy, gdzie również wystąpi w roli obrońcy tytułu.

"Nieraz już tego próbowaliśmy. Czekamy na Kewina (Sasaka - PAP), który jeszcze nie jest na swoim poziomie. Nie chciałem go wpuszczać w momencie, w którym naprawdę mieliśmy dużo problemów na prawym ataku. On może zagrywać i blokować, ale jeszcze ma problemy w ataku, dlatego nie chciałem go stawiać w trudnej sytuacji. „Leo” był gotów, jest fantastyczny w ataku, zagrywce i bloku. Bardzo pomógł nam w tym meczu" - zauważył szkoleniowiec.

"Jestem przeszczęśliwy. Ciężko mi w ogóle określić, jak się czuję. Mam wrażenie, że to jest właśnie wymarzony sposób, w jaki moglibyśmy wygrać ten mecz. Przychodzą mi do głowy obrazki z zeszłego roku, gdy zwyciężyliśmy w każdym z trzech meczów 3:0 i wracaliśmy do domu mega szczęśliwi, ale z takim poczuciem, że nikt nas nie sprawdził, bo wszyscy zagrali poniżej oczekiwań. Teraz zdobywamy złoty medal pokonując Amerykanów, którzy dzień wcześniej rozegrali fenomenalny mecz (z Japonią 3:2 – PAP). W finale też było nam mega ciężko, a ostatecznie wyszarpaliśmy, wywalczyliśmy to sobie" - przyznał libero Jakub Popiwczak.

"Zachowując wszelkie proporcje, ja oglądając mecz chłopaków z USA w igrzyskach olimpijskich w Paryżu marzyłem o tym, żeby mieć taki swój mecz i teraz brałem udział w tak wielkim wydarzeniu siatkarskim, co prawda to tylko Liga Narodów, ale może aż Liga Narodów. Jestem dumny z całej drużyny, że doszliśmy do tego miejsca, że zagraliśmy takie spotkanie i na koniec je wygraliśmy" - dodał siatkarz.