Korona wykorzystuje błędy rywali
Po porażce 0:5 z GKS-em Katowice piłkarze Wisły Płock zapowiadali walkę o pełną pulę. Frekwencja na stadionie wyniosła jednak zaledwie 6 844 widzów, co pokazało ograniczone zaufanie kibiców. Mimo przegranej w poprzedniej kolejce trener Adam Majewski zdecydował się wystawić tę samą jedenastkę, co w feralnym meczu z GKS-em. Korona z kolei przystępowała do starcia po remisie 1:1 z Motorem Lublin.
Od pierwszych minut oba zespoły starały się grać ofensywnie. Akcje szybko przenosiły się spod jednego pola karnego pod drugie. W 21. minucie wynik otworzył Morgan Fassbender, który wepchnął piłkę do siatki po dośrodkowaniu Wiktora Długosza. Choć gospodarze sugerowali pozycję spaloną, sędzia Wojciech Myć uznał bramkę. Do przerwy goście prowadzili 1:0, mimo prób wyrównania ze strony „Nafciarzy”.
Stępiński podwyższa prowadzenie Korony
Druga połowa rozpoczęła się od mocnego uderzenia kielczan. Już w 49. minucie na 2:0 podwyższył Mariusz Stępiński, wykorzystując kolejne dobre dogranie Wiktora Długosza. Interwencja Marcusa Haglind-Sangre okazała się nieskuteczna. Chwilę wcześniej Stępiński oddał strzał z pozycji spalonej, ale tym razem trafienie było prawidłowe.
Gospodarze szukali bramki kontaktowej, lecz brakowało im skuteczności. Jorge Jimenez i Adam Radwański mieli swoje okazje, ale nie potrafili skierować piłki do siatki. W 68. minucie Żan Rogelj w sytuacji sam na sam uderzył prosto w bramkarza Xaviera Dziekońskiego. Trzecia z rzędu porażka Wisły Płock stała się faktem. Szansa na przełamanie nadejdzie 7 września w Szczecinie w meczu z Pogonią.