Korona Kielce pokonuje Widzew Łódź na wyjeździe. Pierwsza wygrana w sezonie

Korona Kielce zdobyła swoje pierwsze punkty w sezonie, pokonując na wyjeździe Widzew Łódź 2:1. Z kolei dla łódzkiej drużyny była to pierwsza ligowa porażka w tych rozgrywkach, mimo szybko objętego prowadzenia. Mecz obfitował w emocje i niewykorzystane sytuacje po obu stronach.

Korona Kielce pokonuje Wi.jpg
Autor: Redaktor internetowy/ Wygenerowane przez AI Noga piłkarza w zabrudzonym bucie uderza w piłkę nożną na mokrej murawie stadionu.

Szybkie prowadzenie Widzewa

Gospodarze rozpoczęli spotkanie w Łodzi z dużą energią, licząc na kolejne zwycięstwo po niedawnym triumfie nad Jagiellonią Białystok. Już w 8. minucie spotkania zdołali zepchnąć Koronę Kielce do głębokiej defensywy. Po dobrze rozegranym rzucie rożnym, z bliskiej odległości do bramki trafił Steve Kapuadi.

Wydawało się, że Widzew pójdzie za ciosem, jednak drużyna gości szybko ostudziła entuzjazm łodzian. Brak koncentracji w defensywie gospodarzy przyniósł wyrównanie. Strzelcem pierwszego gola dla Korony był Morgan Fassbender, który w 22. minucie wykorzystał zamieszanie w polu karnym po stałym fragmencie gry.

Dwa ciosy w wykonaniu Fassbendera

Kilka minut później niemiecki skrzydłowy ponownie przypomniał o sobie obrońcom z Łodzi. W 26. minucie pozostawiony bez opieki w polu karnym, precyzyjnym strzałem pod poprzeczkę zapewnił Koronie Kielce prowadzenie. Te dwie szybko stracone bramki wyraźnie wpłynęły na postawę zawodników Widzewa.

Przed zakończeniem pierwszej połowy Morgan Fassbender miał jeszcze szansę na ustrzelenie hat-tricka. W 42. minucie stanął oko w oko z bramkarzem Widzewa, jednak Bartłomiej Drągowski popisał się skuteczną interwencją, utrzymując swój zespół w grze.

Emocjonująca końcówka na stadionie

Druga część meczu dostarczyła kolejnych emocji. Niewiele brakowało, aby obrońca Korony, Marcel Pięczek, skierował piłkę do własnej bramki. Xavier Dziekoński kilkukrotnie ratował swój zespół z opresji, m.in. zatrzymując strzał Karola Świderskiego w 68. minucie.

W ostatnich 15 minutach gra stała się bardzo chaotyczna. Blisko przypieczętowania zwycięstwa dla gości był wprowadzony z ławki Norbert Barczak. W 89. minucie dwukrotnie próbował pokonać Bartłomieja Drągowskiego, ale bramkarz gospodarzy zdołał obronić oba strzały, nie dopuszczając do podwyższenia wyniku.

Rolki