Robert Lewandowski wszedł na boisko w starciu z ekipą z Nowego Jorku na początku drugiej połowy. Jego nowa drużyna prezentowała się niezwykle słabo, notując katastrofalne pomyłki w obronie, co skutkowało tym, że przegrywała już 1:3.
Po pojawieniu się na placu gry kapitan reprezentacji Polski próbował rozruszać poczynania swojego zespołu. Bardzo często wracał do drugiej linii, starając się brać udział w kreowaniu ataków. Choć wykazywał dużą aktywność, spotkanie to uwydatniło znaczne braki w jakości gry Chicago Fire. Z powodu braku dobrych podań Lewandowski praktycznie nie wykreował sobie dogodnej szansy na zdobycie bramki. W końcówce meczu, po wrzutce w pole karne autorstwa Jonathana Deana, próbował strzelić głową, jednak golkiper miejscowych nie miał problemów ze złapaniem piłki po tym zablokowanym uderzeniu.
Dla polskiego snajpera był to dopiero drugi mecz o stawkę za oceanem, z którego znów nie przywiózł punktów. Podczas jego pierwszej gry dla klubu ze stanu Illinois, "Strażacy" musieli uznać wyższość Interu Miami w stosunku 2:3, a sam Lewandowski był niewidoczny. Teraz drużyna ma przed sobą kilka dni odpoczynku przed kolejnym starciem. Drugiego2 sierpnia nad ranem czasu polskiego zmierzą się u siebie z Charlotte.
Najlepszy strzelec w historii naszej kadry został zawodnikiem klubu z Chicago w końcówce czerwca, kończąc czteroletni rozdział w FC Barcelonie. Na wcześniejszych etapach kariery zdobywał bramki dla takich potęg jak Bayern Monachium, Borussia Dortmund czy rodzimy Lech Poznań.
Obecnie zespół Chicago Fire plasuje się tuż za podium Konferencji Wschodniej, gromadząc dwadzieścia sześć oczek w szesnastu seriach gier. Liderem pozostaje Nashville SC z trzydziestoma dziewięcioma punktami na koncie w tej samej liczbie spotkań.