Włoski triumf po latach oczekiwań
Kimi Antonelli z zespołu Mercedes wygrał niedzielny wyścig, wyprzedzając swojego kolegę z ekipy Brytyjczyka George'a Russella oraz Holendra Maxa Verstappena reprezentującego Red Bull. Dwudziestoletni kierowca przebił się z dziewiętnastej pozycji, na którą został przesunięty po wymianie silnika. Zajęło mu niespełna siedemnaście okrążeń, aby objąć prowadzenie w wyścigu, a ostateczny atak na pozycję lidera przypuścił zaledwie trzy okrążenia przed metą.
Reprezentant Włoch odniósł swoje siódme zwycięstwo w obecnym sezonie wyścigowym. Został tym samym pierwszym kierowcą z tego kraju, który triumfował przed domową publicznością od 1966 roku, kiedy to najszybszy był Ludovico Scarfiotti z Ferrari. W historii cyklu bardziej imponujący powrót zanotował tylko John Watson, który w 1983 roku w Long Beach zwyciężył po starcie z dwudziestego drugiego pola.
- To niesamowite, jestem tak szczęśliwy, nigdy sobie tego nie wyobrażałem. To spełnienie marzeń – wykrzyknął Antonelli, który wygrał już siódmy wyścig w sezonie.
Jak przebiegała rywalizacja w czołówce?
Zawody na włoskim obiekcie nie były udane dla miejscowego zespołu Ferrari. Monakijczyk Charles Leclerc uczestniczył w poważnym wypadku już na drugim okrążeniu, co wymusiło przerwanie rywalizacji na czterdzieści minut. Siedmiokrotny mistrz świata Lewis Hamilton zajął ostatecznie szóste miejsce, a przed nim zmagania ukończyli obrońca tytułu Lando Norris oraz Oscar Piastri z zespołu McLaren.
Pierre Gasly z Alpine, który dzień wcześniej wywalczył pierwsze od dwudziestu dziewięciu lat pole position dla Francji, spadł w klasyfikacji i ukończył zmagania na siódmej lokacie. Dzięki wygranej Antonelli powiększył przewagę w klasyfikacji generalnej do 66 punktów nad Russellem i 76 nad Hamiltonem. Zawody we Włoszech były trzynastą rundą tegorocznych mistrzostw świata, a do końca sezonu pozostało dziesięć wyścigów, z których kolejny odbędzie się w następną niedzielę w Madrycie.