Janusz Kołodziej w Ekstralidze. Co dalej z karierą 42-letniego żużlowca?

Janusz Kołodziej, ikona polskiego żużla i zawodnik Fogo Unii Leszno, nie zwalnia tempa. Blisko 42-letni żużlowiec, najstarszy w ekstralidze żużlowej, szykuje się do kolejnego sezonu, wciąż czerpiąc radość z jazdy. Jakie wyzwania stoją przed nim i jego drużyną w nadchodzących rozgrywkach ekstraligi?

Janusz Kołodziej w Ekstra.jpg

i

Autor: Redakcja Publicystyczna AI/ Wygenerowane przez AI Fragment czarnego motocykla żużlowego na torze, z tylnym kołem i częścią podwozia skierowanym w lewo. Od tylnego koła, uderzającego w brązowo-piaskową nawierzchnię, unoszą się liczne drobinki ziemi i pyłu, tworząc smugę dynamicznego ruchu. Czerwona, wygięta łyżwa ślizgowa motocykla szoruje po podłożu, generując część tego pyłu. Kierowca motocykla, w czarnym kombinezonie z białymi i żółtymi detalami oraz czarnymi butami, siedzi na maszynie, której boki pokryte są licznymi naklejkami sponsorów.

Janusz Kołodziej wciąż czerpie radość z żużla

Janusz Kołodziej, który w maju skończy 42 lata, jest najstarszym zawodnikiem w ekstralidze. Podkreślił, że będzie kontynuował karierę tak długo, jak długo będzie odczuwał satysfakcję z jazdy na motocyklu. Dla żużlowca radość z jazdy jest kluczowa, ponieważ bezpośrednio przekłada się na dobre wyniki sportowe. Bez tej satysfakcji osiągnięcie sukcesu staje się znacznie trudniejsze.

Zawodnicy często zaskakują samych siebie, osiągając dobre rezultaty w rywalizacji z silnymi przeciwnikami. Kołodziej odnotował swój pierwszy ligowy start 26 lat temu, mając zaledwie 16 lat. Przed nim już 27. sezon, a mimo upływu czasu nadal czuje młodzieńczą ekscytację przed inauguracją rozgrywek.

"Dziennikarze często mnie pytają o cele przed kolejnym sezonem, a ja po prostu chcę czerpać radość z jazdy, bo wtedy jest szansa na dobry rezultat. Jak zabraknie tej satysfakcji, to nic mi nie będzie wychodzić. Czasami sam się potrafię zaskoczyć, że jadąc z wymagającymi rywalami mogę przywieźć fajny wynik" – powiedział PAP żużlowiec.

Każdy sezon żużlowy jest unikalny, pomimo powtarzalności dyscypliny. W sporcie tym ciągle pojawiają się nowe aspekty, takie jak zmieniający się rywale, odmienne tory, nowe przepisy czy modyfikacje sprzętowe. Te elementy sprawiają, że żużel pozostaje dynamiczny i pełen wyzwań.

"Każdy sezon jest zupełnie inny i ktoś może nawet powiedzieć, że my cały czas jeździmy w kółko bez sensu, ale jednak ciągle się pojawia w tym sporcie coś nowego. Zmieniają się przeciwnicy, tory, przepisy, kwestie sprzętowe, itd." - tłumaczył.

Jak nowe opony wpływają na jazdę w ekstralidze żużlowej?

Istotną zmianą w regulaminie żużlowym na najbliższy sezon jest powrót do stosowania opon dętkowych. Jednym z głównych celów tej modyfikacji było zwiększenie bezpieczeństwa zawodników na torze, co jest priorytetem w dyscyplinach motorowych. Po początkowych testach Kołodziej przyznał, że nowe opony wydają się spełniać to zadanie, dając nadzieję na poprawę warunków jazdy.

Żużlowcy potrzebują czasu, aby w pełni opanować jazdę na nowych oponach, a ich zachowanie będzie można ocenić dokładniej w zmiennych warunkach, takich jak różne tory czy wyższe temperatury. Koło z dętką jest cięższe, co wymaga od silnika większej mocy, a mechanicy mają więcej pracy przy ich wymianie. Same opony są jednak znacznie tańsze, przynajmniej o połowę, od poprzednich bezdętkowych.

"Każdy z nas potrzebuje trochę czasu, żeby „rozgryźć” nowe opony. Jak dojdą inne tory, wyższe temperatury, to wówczas dopiero przekonamy się, jak one się zachowują. Co ważne, koło z dętką jest cięższe, a co za tym idzie, silnik potrzebuje więcej mocy. Na pewno mechanicy przy wymianie opony mają też więcej pracy. Sama opona wytrzymuje mniej więcej tyle samo co poprzednia, bezdętkowa, natomiast jest dużo tańsza w zakupie, przynajmniej o połowę" – tłumaczył doświadczony żużlowiec.

Fogo Unia Leszno przed nowymi wyzwaniami w ekstralidze

W ubiegłym sezonie Fogo Unia Leszno triumfowała w 2. Ekstralidze, zapewniając sobie szybki powrót do elity. Janusz Kołodziej podkreślił, że mimo awansu, nie był to łatwiejszy rok. Zespół czuł ogromną presję zwycięstwa, ponieważ brak awansu mógłby utrudnić powrót w kolejnych latach.

Czasem drużyna zdobywała więcej punktów przeciwko teoretycznie silniejszym rywalom, co świadczyło o jej potencjale. Oczekiwania wobec Fogo Unii Leszno były bardzo wysokie, nie było marginesu błędu, a presja rosła wraz ze zbliżaniem się do finału. To wszystko sprawiło, że sezon powrotny do elity był wyjątkowo wymagający dla całego zespołu.

"Może niektóre mecze były nieco łatwiejsze, ale też zdarzało się, że więcej punktów potrafiliśmy zdobyć na mocniejszych teoretycznie rywalach. Wiedzieliśmy, że celem był powrót do ekstraligi i chcieliśmy to zrobić jak najszybciej. Gdyby nie udało nam się awansować, to w kolejnych sezonach mogłoby być z tym coraz trudniej. Mam wrażenie, że te oczekiwania wobec nas były bardzo duże i nie mieliśmy marginesu błędu - musieliśmy wygrać tę ligę. Im było bliżej finału, tym bardziej czuło się tę presję" – wspomniał.

Przed Fogo Unią Leszno stoją kolejne wyzwania w nadchodzącym sezonie ekstraligi. Drużyna zainauguruje rozgrywki meczem na własnym torze przeciwko Krono-Plast Włókniarzowi Częstochowa, co stanowi ważny test na początek. Janusz Kołodziej nie ukrywa, że zespół stawia sobie wyższe cele niż tylko utrzymanie w lidze, aspirując do walki o czołowe miejsca.

Fogo Unia Leszno traktowana jest jako "nieco inny beniaminek", ponieważ większość zawodników w składzie posiada doświadczenie ekstraligowe, a klub długo występował na najwyższym szczeblu. Potencjał drużyny jest duży, ale sukces będzie zależał od szczęścia i przede wszystkim od zdrowia, co pokazały poprzednie sezony.

"Jesteśmy nieco innym beniaminkiem, bo jednak ostatnio bardzo długo jeździliśmy w ekstralidze, a w składzie mamy większość zawodników z ekstraligowym doświadczeniem. Stać nas na wiele, ale trochę będzie to zależeć od szczęścia, a przede wszystkim od zdrowia. Dwa lata temu mieliśmy w zespole mnóstwo kontuzji, przez co sezon zakończyliśmy spadkiem" – powiedział.

Poważne kontuzje i rehabilitacja Janusza Kołodzieja

W ostatnich latach Janusz Kołodziej borykał się z licznymi problemami zdrowotnymi, które wykluczały go z rywalizacji na długie tygodnie, wpływając na jego występy. Po zakończeniu poprzednich rozgrywek przeszedł kolejną operację, rekonstrukcję więzadeł krzyżowych przednich i tylnych w lewym kolanie, co było poważnym zabiegiem. Te kontuzje znacząco wpłynęły na jego karierę i proces przygotowań do sezonu.

Po operacji Kołodziej spędził dużo czasu na wózku i o kulach, co pozwoliło mu docenić zdolność normalnego funkcjonowania i chodzenia. Okres rehabilitacji po zakończonym sezonie był dla niego ciągłą walką z bólem, a nie odpoczynkiem. Obecnie czuje się lepiej jeżdżąc na motocyklu niż chodząc, a maszyna pomaga mu w odciążeniu nogi.

"Dużo czasu poruszałem się na wózku i chodziłem o kulach. Po pewnym czasie człowiek docenia to, że żyje, że może chodzić i normalnie funkcjonować. To było trochę straszne - skończyłem sezon i zamiast odpocząć, musiałem poddać się operacji. A rehabilitacja to żaden odpoczynek, a wręcz przeciwnie - to ciągła walka z bólem. Dziś lepiej jeździ mi się niż chodzi. Na motocyklu nogi nie czuję, ale też muszę myśleć o niej, żeby ją odciążyć, a nie dociążać. Na szczęście motocykl robi za mnie część tej roboty" – opowiadał.

Liga najważniejsza: Rezygnacja z indywidualnych startów Kołodzieja

W przeszłości Janusz Kołodziej startował w cyklu Grand Prix oraz zdobył dwa medale indywidualnych mistrzostw Europy – srebrny w 2021 roku i brązowy rok później. W obecnym sezonie, częściowo ze względów zdrowotnych, zrezygnował z indywidualnych startów, aby skupić się wyłącznie na jeździe w ekstralidze.

Decyzja o rezygnacji wynikała z niepewności co do pełnej gotowości do startów oraz chęci poświęcenia większej uwagi rehabilitacji. W ciągu dwóch lat zawodnik przeszedł trzy poważne operacje, co było dla niego zbyt dużym obciążeniem. Klub Fogo Unia Leszno liczy na niego przede wszystkim w meczach ligowych, a plany indywidualne zeszły na drugi plan, by umożliwić mu pełny powrót do zdrowia.

"Do końca nie wiedziałem, na ile będę gotowy do startów. Liga w tej chwili jest dla mnie najważniejsza, w drużynie ostatnio osiągałem najlepsze wyniki i plany indywidualne zeszły na bok. Doszedłem do wniosku, że nie chcę tułać się już po Europie, startować w eliminacjach po jakiś dziwnych torach. Klub na mnie liczy przede wszystkim w meczach ligowych. Potrzebuję więcej czasu na rehabilitację, bo ostatnio wpadałem z jednej kontuzji w drugą – miałem w sumie trzy poważne operacje w ciągu dwóch lat. Tego było już za dużo. Chcę normalnie stanąć na nogi, a co będzie w przyszłości, to się okaże" – podsumował.

Artykuł i zdjęcie wygenerowane przez sztuczną inteligencję (AI). Pamiętaj, że sztuczna inteligencja może popełniać błędy! Sprawdź ważne informacje.