- Jan Urban, aktualny opiekun polskiej kadry, wraca wspomnieniami do występów w Osasunie i dzieli się przemyśleniami o pracy selekcjonera.
- Jedyny gracz klubu z Pampeluny, który zdobył trzy bramki przeciwko Realowi na ich terenie, wyjaśnia specyfikę prowadzenia drużyny narodowej.
- Jakie wskazówki szkoleniowiec przekazał swojemu byłemu zespołowi przed meczem z mistrzami Hiszpanii i co decydowało o sile jego ekipy w przeszłości?
- Poznaj kulisy przygotowań do meczów barażowych oraz sekret wyjątkowej atmosfery, która panowała w szatni za czasów gry Urbana.
Jan Urban porównuje rolę trenera i selekcjonera
Jan Urban, który od pół roku odpowiada za wyniki reprezentacji, wskazał w wywiadzie na kluczowe rozbieżności między codziennym treningiem w klubie a zarządzaniem kadrą narodową. Szkoleniowiec zwrócił uwagę, że rola selekcjonera wymusza ciągłą elastyczność i nieustanny monitoring.
Przeczytaj także: Dominika Grosicka obejmie ważne stanowisko? Te wieści rozgrzały kibiców
– Prowadzenie klubu i reprezentacji to dwie różne rzeczy. W klubie pracujesz z zawodnikami na co dzień. Z kadrą nie spędzasz tyle czasu, ale musisz się dostosować i być w ciągłych podróżach, bo mamy piłkarzy na całym świecie – wyjaśnia Urban.
Opiekun kadry zaznaczył, że jego obowiązki wykraczają daleko poza sprawdzanie dyspozycji własnych podopiecznych, obejmując także szczegółowe rozpracowywanie przeciwników. W perspektywie nadchodzących baraży o mundial, sztab szkoleniowy stoi przed wyzwaniem jednoczesnej analizy aż czterech potencjalnych rywali.
Zobacz też: Władimir Semirunnij o rodzinie w Rosji. Boi się jednego
– Musimy obserwować naszych graczy, ale też piłkarzy naszego pierwszego rywala, Albanii, i być gotowym na ewentualne starcie z Ukrainą lub Szwecją. To oznacza skauting czterech zespołów, więc cały sztab musi podróżować, by zebrać jak najwięcej informacji – tłumaczy.
Legenda Osasuny o sekretach szatni
Były snajper z dużym sentymentem opowiadał o klimacie, jaki panował w zespole z Pampeluny w okresie jego występów. Zaznaczył, że fundamentem tamtej ekipy była wyjątkowa więź, wykraczająca poza sportową rywalizację, co przekładało się na wyniki znacznie powyżej oczekiwań.
– Byliśmy wtedy drużyną z klasy robotniczej, prawdziwą paczką. Przed każdym meczem robiliśmy grilla przy lokalnym basenie, a po spotkaniach, choć nie było to obowiązkowe, niemal wszyscy spotykaliśmy się na kolacji z rodzinami. Jedność, którą mieliśmy w szatni, było widać na boisku – wspomina Urban.
Szkoleniowiec zauważył istotny fakt: spora grupa piłkarzy, która nie urodziła się w Nawarze, postanowiła osiedlić się w Pampelunie już po zawieszeniu butów na kołku. Według Urbana jest to najlepszy dowód na unikalny charakter tego miejsca.
– Moja rada dla drużyny jest taka, aby cieszyli się grą. Real Madryt poczuje się niekomfortowo z powodu kibiców, a jeśli zawodnicy sprawią, że poczują się niekomfortowo także na boisku, jestem pewien, że osiągniemy dobry wynik – radził legendarny napastnik.
Obecność Urbana w klubie miała stanowić symboliczne wsparcie przed ciężkim bojem z Realem Madryt. Legenda zespołu przekazała zawodnikom jedną, prostą wskazówkę, która w ostatecznym rozrachunku okazała się niezwykle trafna.