Jan Tomaszewski wściekły po meczu ze Szwecją. Mówi o poniżeniu Roberta Lewandowskiego

2026-09-28 23:33

Reprezentacja Polski uległa Szwecji 1:3 w spotkaniu Ligi Narodów, a dyspozycja naszych zawodników, zwłaszcza w obronie, wywołała spore poruszenie. Były bramkarz reprezentacji, Jan Tomaszewski, nie oszczędził piłkarzy ani sztabu szkoleniowego. Zdecydowanie skrytykował decyzje trenera Jana Urbana, określając późne pojawienie się na murawie Roberta Lewandowskiego jako "poniżenie" i sugerując konieczność zmian w kadrze trenerskiej.

Robert Lewandowski, Jan Tomaszewski
Autor: Art Service, Brunner Robert Lewandowski, Jan Tomaszewski
  • Po przegranej ze Szwecją Jan Tomaszewski nie szczędzi słów krytyki pod adresem reprezentacji Polski, punktując fatalną grę w obronie i taktyczny bałagan.
  • Uderza w decyzje selekcjonera Jana Urbana, uznając wpuszczenie Roberta Lewandowskiego w końcówce za skandaliczne i zastanawia się nad dalszym losem drużyny.
  • Sprawdź, dlaczego słynny bramkarz używa sformułowania "Czeski film" i co radzi władzom PZPN w obliczu tego kryzysu.

Dziurawa obrona Polaków. Tomaszewski o wielbłądach

Biało-czerwoni pojechali do Solnej po bezbramkowym remisie z Bośnią i Hercegowiną, licząc na lepszy występ. Niestety, spotkanie zakończyło się przegraną 1:3, co dobitnie pokazało problemy naszej defensywy. Jan Tomaszewski bez wahania wskazał błędy w tyłach jako główny powód tej porażki.

Przeczytaj także: Zaskakujące decyzje Jana Urbana przed meczem ze Szwecją. Znamy skład Biało-Czerwonych

– Obrona była dziurawa jak ser szwajcarski. Przy drugiej i trzeciej bramce trzeba winić naszą defensywę, a przede wszystkim Wiśniewskiego i bramkarza. Wydaje mi się, że te gole powinny być zlikwidowane właśnie przez Marcina Bułkę –

QUIZ. Imiona piłkarzy reprezentacji Polski. Lewandowski, Kiwior, Bułka, Bednarek i inni. Dopasuj imię do gracza
Pytanie 1 z 20
Zieliński ma na imię:

oceniał w swoim stylu były reprezentacyjny bramkarz, zaznaczając, że pomyłki były wręcz kompromitujące.

– To nie są błędy, to są wielbłądy. Przecież Wiśniewski miał kryć Gyokeresa. Dlaczego on się cofnął, a Bułka nie wyszedł? Gol padł z dwóch metrów –

grzmiał Tomaszewski.

Legendarny gracz zaznaczył też, że nasi piłkarze mogą mieć pretensje tylko do siebie, gdyż nie wykorzystali szans w pierwszych 45 minutach.

– Jak się nie chce wygrać, to trzeba przegrać. W pierwszej połowie powinniśmy prowadzić 2:1, może nawet 3:1 i byłoby po meczu. Szwedzi to nie jest jakiś wielki zespół, to tacy drwale, którzy nie grają finezyjnej piłki –

stwierdził stanowczo.

Jan Tomaszewski krytykuje Urbana i żąda reakcji od Kuleszy

Najostrzejsze słowa padły jednak pod adresem trenera Jana Urbana oraz jego współpracowników. Tomaszewski kompletnie nie potrafił pojąć wyborów personalnych i taktycznych polskiego sztabu.

– Jak to jest możliwe, że sztab szkoleniowy po roku pracy z drużyną dokonuje pięciu zmian w składzie po jednym meczu? To znaczy, że nie trafiono ze składem. Tłumaczenie, że Szwedzi zrobili cztery zmiany? Guzik mnie to obchodzi! Kto wygrał mecz? Szwecja –

punktował surowo.

Uważa on, że w drużynie narodowej panuje ogromny bałagan, a ciągłe rotacje ustawieniem donikąd nie prowadzą.

– Raz gramy czwórką w obronie, trzy dni później trójką. O co tu chodzi? Czeski film, nikt nic nie wie –

kpił z sytuacji w zespole.

Były bramkarz obawia się, że przy tak prezentującej się kadrze realne jest widmo spadku. Jego zdaniem Cezary Kulesza, szef związku, powinien pochylić się nad ewentualnymi zmianami na ławce trenerskiej.

– Prezes Kulesza będzie się musiał pogłowić, co zrobić z tym fantem. Powinien zastanowić się, czy po następnych dwóch meczach nie zmienić sztabu szkoleniowego. Z taką grą nie mamy co liczyć na finały Mistrzostw Europy –

podsumował Tomaszewski.

Legenda oburzona. Tomaszewski mówi o potraktowaniu Lewandowskiego

Szczególną irytację wywołała u niego sytuacja z Robertem Lewandowskim. Napastnik Barcelony wszedł na murawę ledwie minutę przed końcem regulaminowego czasu gry.

– Dla mnie to jest poniżenie Roberta, jak selekcjoner go wpuścił w 89. minucie. Po co on w ogóle wszedł? To mógł nie wchodzić. Robert musiał wejść na boisko wtedy, kiedy przegrywaliśmy 1:2, czyli w 63. minucie, na podmęczonego przeciwnika –

wyjaśniał ekspert.

Według Tomaszewskiego szybsze posłanie do boju naszego najlepszego napastnika mogło odwrócić losy rywalizacji ze Szwecją.

– Gdyby on miał te sytuacje, które mieli Szymański, Cash czy Zieliński, to jestem przekonany, że by to strzelił. Jego rolą jest wejście w 60. minucie na podmęczonego rywala –

dodał.

Dostało się także selekcjonerowi za posadzenie na trybunach Oskara Pietuszewskiego, na którego Tomaszewski bardzo liczył w tym spotkaniu.

– Po jaką cholerę był ściągnięty Pietuszewski? Żeby usiąść na trybunach? To równie dobrze mógł oglądać ten mecz w Portugalii. On z Robertem powinien wejść przy stanie 1:2 –

skwitował zbulwersowany były bramkarz.

ROLKI