Jak donosi „Gazeta Wyborcza Trójmiasto”, rodzina Wawrzyniaków twierdzi, że pomimo zainwestowania pokaźnych funduszy w planowaną spółkę, taka firma w rzeczywistości nigdy nie została sformalizowana. Studio tańca przestało działać, a wpłacone pieniądze nie zostały wydatkowane tak, jak to wcześniej ustalono. W związku z tym para zdecydowała się złożyć pozew w sądzie cywilnym, a także powiadomić prokuraturę. Chociaż śledczy w pierwszej instancji postanowili zakończyć dochodzenie, to sąd uznał to za błąd i wymusił jego ponowne otwarcie, dodatkowo wymagając powołania eksperta z dziedziny finansów.
– Karolina zaczęła chodzić do Anety do studia tańca na zajęcia fitness. Poznały się, znalazły wspólny język. Aneta przekonała moją żonę, aby zainwestowała w rozwój jej biznesu przeszło 200 tys. zł. (...) Ale po przekazaniu pieniędzy zaczęły się problemy. Aneta przestała przychodzić na zajęcia, odwlekała termin zawiązania spółki, a równocześnie zaczęły się jej wyjazdy na wakacje. Stopniowo — dzień po dniu — studio przestawało funkcjonować – powiedział Wawrzyniak w rozmowie z „Wyborczą”.
Odpowiedź gwiazdy „Tańca z gwiazdami” na zarzuty
Piotrowska jednak kategorycznie odrzuca oskarżenia. Jej prawnicy bronią wersji, według której wpłacona gotówka była wpisana w ryzyko wspólnie omówionej działalności biznesowej. Co więcej, obrońcy uważają, że to właśnie żona piłkarza ponosi główną winę za fiasko tego przedsięwzięcia, ponieważ jej zadaniem miało być dbanie o strategię marketingową oraz zdobywanie nowych klientów, z czego rzekomo się nie wywiązała.
Postępowanie przed sądem w Gdańsku
Konflikt ten wciąż nie doczekał się definitywnego rozstrzygnięcia. Równocześnie toczy się batalia cywilna w Sądzie Okręgowym w Gdańsku oraz prokuratorskie śledztwo. Żadna ze stron nie może na tym etapie pochwalić się oficjalnym potwierdzeniem swojej narracji przez organy wymiaru sprawiedliwości.