Spis treści
Kacper Tomasiak zdobywa drugi medal w igrzyskach
Brązowy medal zdobyty przez 19-letniego Kacpra Tomasiaka na dużej skoczni stanowił trzeci krążek dla Polski na tych Igrzyskach 2026, co świadczy o udanym występie biało-czerwonych. Polak musiał uznać wyższość jedynie fenomenalnego w tym sezonie Słoweńca Domena Prevca i Japończyka Rena Nikaido, który również zdobył już trzeci medal. Ten sukces jest 26. medalem Polski w historii zimowych igrzysk i 12. w skokach narciarskich, co podkreśla historyczne osiągnięcia polskiej reprezentacji w tej dyscyplinie. Jest to znaczące osiągnięcie, które budzi nadzieje na przyszłe sukcesy.
Tomasiak jest trzecim polskim skoczkiem, który wywalczył dwa indywidualne medale podczas jednych igrzysk, wpisując się tym samym w grono legend. Wcześniej dokonali tego Adam Małysz w Salt Lake City w 2002 roku, zdobywając brąz i srebro, oraz w Vancouver w 2010 roku z dwoma srebrnymi krążkami, a także Kamil Stoch w Soczi w 2014 roku, triumfując na obu skoczniach. Obecny prezes PZN Adam Małysz określił Tomasiaka jako niesamowitego i nieobliczalnego, wróżąc mu bardzo dużą karierę na arenie międzynarodowej. Zapowiedział jednocześnie, że młody skoczek wystąpi na początku marca w mistrzostwach świata juniorów, gdzie będzie miał szansę na kolejne sukcesy.
"Drugi skok był lepszy od pierwszego. Myślę, że dosyć dobrze sobie poradziłem" - powiedział Kacper Tomasiak, który medal odebrał z rąk przewodniczącej MKOl Kirsty Coventry i ocenił, że ten brązowy jest lżejszy od srebrnego.
Czy to koniec kariery Kamila Stocha na igrzyskach?
W finałowej serii na dużej skoczni, oprócz medalisty Tomasiaka, wystąpili również dwaj inni polscy reprezentanci. Paweł Wąsek zajął ostatecznie 14. miejsce, natomiast doświadczony Kamil Stoch uplasował się na 21. pozycji. Trzykrotny mistrz olimpijski prawdopodobnie pożegnał się z indywidualnymi startami na igrzyskach, co stanowi koniec pewnej epoki w polskim sporcie. Jego dalsza kariera na najwyższym poziomie jest obecnie kwestią otwartą, ale jego legacy jest już ugruntowane.
Decyzja trenera Macieja Maciusiaka o postawieniu na młodszych zawodników w poniedziałkowej rywalizacji duetów sugeruje, że był to ostatni indywidualny występ Stocha na olimpijskiej skoczni. Jest to symboliczny moment, ukazujący zmianę pokoleniową i otwarcie drzwi dla nowych talentów w polskim sporcie zimowym. Stoch, jedna z ikon polskiego sportu, prawdopodobnie zakończył swój udział w największych imprezach indywidualnych. Jego osiągnięcia pozostaną jednak inspiracją dla wielu młodych skoczków.
„Pisze historię. Jest niesamowity i nieobliczalny. Wróżymy mu bardzo dużą karierę. Teraz przyda mu się jednak trochę spokoju” - powiedział o Tomasiaku wzruszony Małysz, który jednak poinformował, że młody skoczek wystąpi na początku marca w mistrzostwach świata juniorów.
Damian Żurek bez medalu – dramat setnych sekund
Panczenista Damian Żurek ponownie otarł się o podium, doświadczając braku szczęścia na torze w Mediolanie, gdzie rywalizacja była niezwykle zacięta. Na dystansie 500 m uzyskał czas 34,35 s, przegrywając brązowy medal o zaledwie 0,09 sekundy z Kanadyjczykiem Laurentem Dubreuilem. To już drugi raz na tych Igrzyskach 2026, gdy Żurek znalazł się tuż poza podium, co z pewnością jest bolesnym doświadczeniem dla sportowca. Jego walka o każdy ułamek sekundy była jednak godna podziwu.
W biegu na 1000 m zawodnik z Tomaszowa Mazowieckiego również otarł się o brąz, tracąc do niego zaledwie 0,07 sekundy, co pokazuje ekstremalny poziom rywalizacji. W sobotę triumfował 21-letni Jordan Stolz, ustanawiając nowy rekord olimpijski wynoszący 33,77 s na 500 m, po tym, jak wcześniej był najlepszy również na 1000 m. Jordan Stolz przeszedł do historii, powtarzając wyczyn Erica Heidena z igrzysk w Lake Placid w 1980 roku, jako łyżwiarz, który wygrał olimpijską rywalizację na dwóch najkrótszych dystansach. Amerykanin zapowiedział, że jego celem są cztery złote krążki, co świadczy o jego ambicjach.
Dobrze zaprezentował się także Marek Kania, który zajął ósmą pozycję w swojej konkurencji, co jest solidnym wynikiem. Piotr Michalski, znany jako "pechowiec" z Pekinu, gdzie dwukrotnie zabrakło mu setnych sekund do medalu, uplasował się na 24. miejscu, starając się o jak najlepszy rezultat. Polscy panczeniści pokazali waleczne serca i determinację w dążeniu do sukcesu, mimo braku medali w konkurencjach indywidualnych na tych igrzyskach. Ich występy budzą jednak nadzieję na przyszłość.
"Lubię startować z lepszymi od siebie, ale nie ma co gdybać. Czasem trzeba mieć trochę szczęścia. Szkoda, bo nikt nie zapamięta, że byłem dwa razy czwarty, ale ta chwila zostanie ze mną na długo" - powiedział Żurek, który w zawodach PŚ w tym roku na 500 m wygrał dwukrotnie, pokonując wówczas właśnie Amerykanina.
Kamila Żuk w biathlonie, historyczne złoto Brazylii
W Anterselvie, uznawanej za mekce biathlonistów, Kamila Żuk zaprezentowała się bardzo dobrze, zajmując ósmą pozycję w sprincie na 7,5 km. Do złotej medalistki, Norweżki Maren Kirkeeide, straciła 1.09,3 minuty, co wynikało z jednego niecelnego strzału w pozycji leżącej i konieczności pokonania 150-metrowej rundy karnej. To solidny wynik, który stawia ją w dobrej pozycji przed kolejnymi startami. Dwa niższe stopnie podium przypadły Francuzkom: Oceane Michelon i czterokrotnej mistrzyni świata Lou Jeanmonnot.
Z ósmej pozycji Polka ruszy w niedzielę do biegu na dochodzenie na 10 km z czterema strzelaniami, co daje jej realne szanse na walkę o wyższe lokaty. Natomiast w Bormio brazylijski alpejczyk Lucas Pinheiro Braathen wpisał się na karty historii olimpijskiej. Triumfował w slalomie gigancie, zdobywając pierwsze w dziejach zimowych igrzysk złoto dla Brazylii i Ameryki Południowej. Jest to wydarzenie o ogromnym znaczeniu dla sportu w tych regionach.
25-letni mistrz olimpijski, który przez większość kariery reprezentował Norwegię, wznowił karierę w 2024 roku pod flagą Brazylii po konflikcie z macierzystą federacją, co było niezwykłą zmianą. Jego zwycięstwo w slalomie w fińskim Levi w listopadzie 2025 roku było pierwszym triumfem Brazylijczyka w zawodach Pucharu Świata, co już wtedy zwiastowało jego potencjał. Przed igrzyskami pokazał swoją świetną formę, co przełożyło się na historyczny medal. Drugie miejsce w slalomie gigancie zajął faworyt Marco Odermatt ze Szwajcarii, co podkreśla wysoki poziom rywalizacji.
"Chciałem się podzielić tym sukcesem ze wszystkimi, którzy oglądają zawody w Brazylii, śledzą moje występy, kibicują mi. Nie ma znaczenia, skąd jesteś. Liczy się to, co masz w środku. To może być inspiracją dla kolejnych pokoleń dzieci, pokazując, że nie ma rzeczy niemożliwych" - powiedział alpejczyk, który przyznał, że jako dziecko marzył o karierze... piłkarskiej, a jego pierwszym wielkim idolem i wzorem do naśladowania był słynny Ronaldinho.
Krótkie tory i biegi: Polacy bez medali
Pozostali Polacy nie odnotowali znaczących sukcesów w sobotę na Igrzyskach 2026, jednak walczyli ambitnie w swoich konkurencjach. Felix Pigeon w short tracku zakończył rywalizację w wyścigu na 1500 m na półfinale, po niefortunnym upadku, co uniemożliwiło mu dalszą walkę. Drugi z Polaków, Michał Niewiński, odpadł już w ćwierćfinale, co było rozczarowaniem. Wśród kobiet w tej dyscyplinie najlepiej zaprezentowała się Gabriela Topolska, awansując do poniedziałkowych ćwierćfinałów na 1000 m, gdzie będzie miała szansę na poprawę wyniku.
Po pierwszym starcie z rywalizacji odpadły Natalia Maliszewska i Kamila Sellier, które nie zdołały przejść do kolejnej fazy. W sztafecie narciarskiej 4x7,5 km polska drużyna w składzie Monika Skinder, Eliza Rucka-Michałek, Izabela Marcisz i Aleksandra Kołodziej zajęła 12. miejsce, co jest pewnym wynikiem w silnej konkurencji. Zwycięstwo w tej konkurencji przypadło silnym Norweżkom, które wyprzedziły Szwedki i Finki, dominując na trasie. Było to już 10. złoto Norwegów na tegorocznych igrzyskach i 20. medal łącznie, co umacnia ich pozycję lidera w klasyfikacji medalowej.
Artykuł i zdjęcie wygenerowane przez sztuczną inteligencję (AI). Pamiętaj, że sztuczna inteligencja może popełniać błędy! Sprawdź ważne informacje. Jeżeli widzisz błąd, daj nam znać.