Iga Świątek przegrała z Chwalińską w Wuhan. Powodem bolesna kontuzja?

Iga Świątek przegrała z Mają Chwalińską 5:7, 1:6 w półfinale prestiżowego turnieju WTA 1000 w Wuhan. Po spotkaniu pierwsza rakieta świata przyznała, że od początku zmagań w Chinach odczuwała ból mięśnia czworogłowego uda. Mimo to nie zdecydowała się na przedwczesne poddanie meczu, chcąc, aby rywalka odniosła pełnoprawne zwycięstwo.

Iga Świątek przegrała z C.jpg
Autor: Redaktor internetowy/ Wygenerowane przez AI Tenisistka trzyma się za udo na korcie. Obok jej stóp leży rakieta.

Problemy zdrowotne Igi Świątek na turnieju WTA w Wuhan

Pod koniec pierwszego seta meczu półfinałowego Świątek poprosiła o pomoc medyczną. Na udo polskiej zawodniczki założono bandaż, a w trakcie interwencji na jej twarzy widać było łzy. Druga partia nie przyniosła większych emocji, a spotkanie zakończyło się zwycięstwem Chwalińskiej. Porażka ta była dla kibiców zaskoczeniem, jednak po meczu liderka rankingu wyjaśniła powody słabszej dyspozycji.

Na konferencji prasowej po zakończeniu spotkania zawodniczka opowiedziała o swoich zmaganiach ze zdrowiem podczas chińskiego turnieju. Okazało się, że ból towarzyszył jej już od pierwszych dni rywalizacji. Mimo to podejmowała próby gry i walki o kolejne rundy, co przyniosło skutek aż do półfinału.

"Od początku turnieju odczuwałam pewien ból w mięśniu czworogłowym. Udawało mi się z tym radzić z dnia na dzień. Już po drugiej rundzie, w której grałam z Magdą (Fręch - PAP), rozważałyśmy wycofanie się, ale byłam w stanie grać w miarę normalnie, więc postanowiłam iść dalej i starać się o tym bólu zapomnieć. Dzisiaj jednak było już za ciężko" – powiedziała Świątek na pomeczowej konferencji prasowej, cytowana na stronie WTA.

"To przykre, bo czułam, że gramy świetny tenis i chciałam to kontynuować. W pewnym momencie wiedziałam, że o zwycięstwo będzie bardzo trudno, ale nie chciałam poddawać meczu. Zależało mi, aby Maja wygrała w sportowy sposób" - dodała.

Kto zagra w wielkim finale turnieju?

W niedzielnym finale rywalką Mai Chwalińskiej będzie Sonay Kartal. Brytyjka wygrała w pierwszym półfinale z Jeleną Ostapenko 7:6 (11-9), 7:6 (7-5). Starcie z reprezentantką Polski zapowiada się na niezwykle interesujące, zwłaszcza w kontekście niespodziewanego zwycięstwa Chwalińskiej nad światową jedynką.

Kartal przed zapoznaniem się z nazwiskiem swojej finałowej rywalki przyznała, że czeka ją duże wyzwanie. Podkreśliła konieczność zaprezentowania najwyższego poziomu gry i zapowiedziała, że będzie czerpać radość z każdej chwili spędzonej na korcie w niedzielnym finale. Awans do tego etapu rozgrywek WTA 1000 to dla niej ogromny sukces.

"Spodziewam się kolejnego trudnego pojedynku. Niezależnie od tego, kto to będzie, czeka mnie wyzwanie" – powiedziała Kartal dziennikarzom, jeszcze zanim poznała swoją rywalkę w finale.

"Aby wygrać ten mecz, muszę zaprezentować swój najwyższy poziom. Cieszę się na samą myśl o rywalizacji, zamierzam czerpać radość z każdej sekundy spędzonej na korcie. Wiem, że dotarcie tak daleko w turniejach tej rangi nie zdarza się codziennie. Dlatego, bez względu na to, kto stanie po drugiej stronie siatki i jaki będzie wynik, zadbam o to, by naprawdę delektować się tą chwilą" - dodała Brytyjka.

ROLKI