Ekipa z Chicago błyskawicznie ustawiła sobie przebieg spotkania na Soldier Field. Gospodarze zdobyli dwie bramki w pierwszych piętnastu minutach rywalizacji. Najpierw na listę strzelców wpisał się Robin Lod, a po chwili wynik podwyższył Djé D'Avilla. Przy żadnym z tych trafień reprezentant Polski nie brał bezpośredniego udziału.
Niestety nie był to najlepszy wieczór dla polskiego snajpera. Już w siedemnastej minucie meczu zmarnował doskonałą okazję na podwyższenie prowadzenia. Partner z drużyny zaserwował mu idealnie wymierzone podanie, jednak nasz napastnik w dość zaskakujący sposób minął się z futbolówką, choć umieszczenie jej w siatce z bliskiej odległości wydawało się najprostszą formalnością.
Snajper z Polski miał problem z decyzyjnością już przy pierwszej akcji bramkowej, kiedy długo zwlekał z uderzeniem, co ostatecznie zakończyło się zablokowaniem strzału. Najlepszą okazję na gola stworzył sobie na początku drugiej odsłony meczu, gdy uderzył z około piętnastu metrów, jednak golkiper z Portland zdołał skutecznie sparować to groźne uderzenie.
Szkoleniowiec Berhalter zdecydował się na zmianę dokładnie w sześćdziesiątej minucie rywalizacji. Miejsce Lewandowskiego na murawie zajął trzydziestoletni Iworyjczyk Jonathan Bamba. Polski napastnik zamknął swój występ z dorobkiem zaledwie siedemnastu kontaktów z piłką, notując łącznie trzy próby strzeleckie, w tym tylko jedną celną. Opuszczając plac gry, wyraźnie nie krył swojego niezadowolenia.
W aktualnym układzie tabeli Konferencji Wschodniej zespół Chicago Fire plasuje się bezpiecznie na trzeciej lokacie. Do prowadzącej w zestawieniu ekipy Interu Miami tracą w tym momencie sześć punktów, ale ich atutem pozostaje jeden rozegrany mecz mniej w stosunku do głównego lidera.
Sam kapitan polskiej kadry narodowej nadal musi czekać na wyraźne polepszenie swojego dorobku bramkowego w Stanach Zjednoczonych. W czterech dotychczasowych występach na boiskach MLS strzelił tylko dwie bramki, przy czym obie zgromadził w jednym ligowym starciu przeciwko drużynie Charlotte FC.