Ekstraklasa pod dyktando Legii Warszawa. Niespodziewany bohater uratował mecz w doliczonym czasie

Piłkarska ekstraklasa przyniosła kolejne wielkie emocje, a Legia Warszawa w dramatycznych okolicznościach zdobyła pozycję lidera. W niezwykle zaciętym starciu ekstraklasa dostarczyła kibicom niezapomnianych wrażeń, gdy stołeczny klub po pięknej walce zrewanżował się rywalom za wcześniejszą porażkę w Pucharze Polski.

Ekstraklasa pod dyktando.jpg
Autor: Redaktor internetowy/ Wygenerowane przez AI Nogi dwóch piłkarzy walczących o białą piłkę na błotnistej murawie podczas meczu.

Legia Warszawa zdobywa pozycję lidera

W rozegranym w sobotę spotkaniu piłkarze z Warszawy zmierzyli się na wyjeździe z Motorem Lublin. Stołeczny zespół zrewanżował się gospodarzom za wtorkową porażkę 0:3 w pierwszej rundzie Pucharu Polski. Wynik rywalizacji otworzył tuż przed przerwą Rafał Augustyniak, który skutecznie wyegzekwował rzut karny. W drugiej połowie do siatki dwukrotnie trafił zawodnik gospodarzy Karol Czubak, zdobywając swoje czwarte i piąte trafienie w tym sezonie.

Losy spotkania odwróciły się w doliczonym czasie drugiej połowy, którą arbiter przedłużył o trzynaście minut. Na boisku błysnął rezerwowy Jakub Żewłakow, który strzelił dwa decydujące gole i zapewnił zwycięstwo drużynie prowadzonej przez Marka Papszuna. Dzięki tym debiutanckim bramkom na najwyższym szczeblu rozgrywkowym goście triumfowali w wyjazdowym meczu 3:2. Warszawianie wywalczyli w ten sposób komplet punktów i z dorobkiem piętnastu oczek awansowali na pierwsze miejsce w ligowej tabeli.

- Ciężko opisać, co się dzieje w głowie. Na pewno jest ekscytacja i szczęście, choć finalnie liczy się tylko, że drużynie dopisano trzy punkty w tabeli - powiedział na antenie Canal Plus syn byłego reprezentanta Polski, a później dyrektora sportowego Legii Michała Żewłakowa.

Widzew Łódź traci kolejne ważne punkty

W innym sobotnim spotkaniu Widzew zremisował na własnym stadionie z Radomiakiem 0:0. Dla łódzkiego zespołu jest to już czwarty z rzędu ligowy pojedynek bez odniesienia końcowego zwycięstwa. Podopieczni Aleksandara Vukovicia w minionym tygodniu pożegnali się również z rozgrywkami o Puchar Polski po porażce z Koroną Kielce. W końcówce ligowego meczu blisko strzelenia gola byli goście, ale bardzo dobrze interweniował bramkarz Bartłomiej Drągowski.

Trener łodzian po siedmiu kolejkach dysponuje zaledwie siedmioma punktami, co sam szkoleniowiec oficjalnie ocenia jako słaby rezultat. W starciu z Radomiakiem goście zdobyli bramkę w siedemdziesiątej ósmej minucie po samobójczym trafieniu Przemysława Wiśniewskiego, lecz sędzia anulował gola po wideoweryfikacji. Arbitrzy dopatrzyli się wcześniej przewinienia na duńskim pomocniku Emilu Kornvigu. Zespół z Radomia po tym bezbramkowym remisie ma na koncie osiem punktów i zajmuje dwunaste miejsce w ekstraklasowym zestawieniu.

- Graliśmy o zwycięstwo, choć ten wynik jest sprawiedliwy. Mieliśmy swoje szanse, ale nie można powiedzieć, że zdecydowanie zasłużyliśmy na trzy punkty. Mecz był jednak do tzw. przepchnięcia - powiedział Vuković.

Rolki