Dojrzałość kluczem do sukcesu gospodarzy
Piątkowe spotkanie na stadionie przy ulicy Reymonta przyniosło bardzo wiele sportowych emocji oraz twardej walki. Zespół prowadzony przez trenera Mariusza Jopa potrafił wykorzystać swoje szanse i ostatecznie triumfował nad lokalnym rywalem. W drugiej połowie starcia gospodarze musieli się jednak mocno bronić przed atakami przeciwników. Mimo głębokiego cofnięcia się do defensywy, wiślacy skutecznie odpierali zagrożenie we własnym polu karnym. Brakowało im wprawdzie długiego utrzymania przy piłce, ale dowieźli korzystny rezultat do ostatniego gwizdka arbitra.
Szkoleniowiec zwycięskiej drużyny podkreślił, że nie było odgórnego planu tak głębokiej obrony po zmianie stron. Jego zawodnicy po prostu musieli dostosować się do warunków, jakie podyktował atakujący z każdą minutą coraz odważniej rywal. Według statystyk wskaźnik goli oczekiwanych dla przeciwników wynosił zaledwie 0,15, co potwierdza skuteczność bloku obronnego gospodarzy. Ostatecznie trener podziękował kibicom za głośny doping w najtrudniejszych momentach tego widowiska. W takich spotkaniach liczy się przede wszystkim końcowy wynik, a ten był jednoznacznie korzystny dla jego ekipy.
- To był typowy derbowy mecz. Piłka była często w powietrzu, nie brakowało pojedynków i prowokacji. Wykazaliśmy się większą dojrzałością, co świadczy o pewnej klasie piłkarskiej. Nie dawaliśmy się prowokować, a rywalom trochę puszczały nerwy — ocenił.
Czy to koniec trenera gości?
Porażka w prestiżowym starciu wywołała ogromne niezadowolenie w szeregach zespołu z ulicy Kałuży. Bartosz Grzelak nie potrafił ukryć ogromnej frustracji po zakończeniu tego wyrównanego w pierwszych trzech kwadransach widowiska. Szkoleniowiec był wyraźnie zły na swoich podopiecznych za bardzo łatwe tracenie bramek w kluczowych momentach pierwszej połowy. Z powodu niekorzystnego wyniku zawodnicy gości musieli w drugiej części meczu postawić na zdecydowany atak pozycyjny. Mimo znacznej przewagi w posiadaniu piłki nie zdołali jednak stworzyć stuprocentowych sytuacji strzeleckich.
Sytuację drużyny gości dodatkowo skomplikowało wydarzenie z samej końcówki piątkowego spotkania. Niezwykle doświadczony Mateusz Klich otrzymał czerwoną kartkę, co ostatecznie pozbawiło jego zespół szans na grę w pełnym składzie. Dla drużyny prowadzonej przez szkoleniowca Pasów była to już trzecia z rzędu porażka w obecnych rozgrywkach ligowych. Zapytany o ewentualne zwolnienie i obawy o własną posadę, trener przyznał jedynie, że zna brutalne realia tego zawodu. Przyszłość sztabu szkoleniowego w tym klubie może być zatem uzależniona od wyników w nadchodzących kolejkach.
- W pierwszej połowie mecz był wyrównany, ale jestem zły za sposób, w jaki straciliśmy bramki. Rywal był skuteczniejszy. Po przerwie mieliśmy większe posiadanie piłki, utrzymywaliśmy się na połowie Wisły. Mieliśmy okazje bramkowe, może nie najgroźniejsze, ale ich nie wykorzystaliśmy. Jesteśmy teraz źli i sfrustrowaniu z powodu porażki — przyznał.