- Daria Abramowicz w rozmowie z Grzegorzem Krychowiakiem odniosła się do pytań o kulisy życia zawodowego z Igą Świątek.
- Psycholog towarzyszy tenisistce przez niemal 270 dni w roku, co jest szeroko komentowane w środowisku sportowym.
- W audycji wyjaśniono specyfikę "rozszerzonej rodziny" w tenisie, która różni się od standardowych relacji zawodowych.
- Abramowicz tłumaczy, gdzie leży granica między pracą a przyjaźnią w tak intensywnym trybie życia.
Wieloletnia współpraca Darii Abramowicz z Igą Świątek nieustannie budzi zainteresowanie mediów. Niektórzy eksperci oraz fani zarzucają psycholog, że jej wpływ na liderkę światowych kortów jest zbyt duży, a czas spędzany wspólnie wykracza poza standardy zawodowe. Kwestię tę postanowił poruszyć Grzegorz Krychowiak, zapraszając Abramowicz do swojego programu na antenie RMF FM. Były reprezentant Polski w piłce nożnej wprost zapytał o naturę relacji łączącej obie panie.
„Fundamentalne jest to, czego oczekuje sportowiec i w jaki sposób to realizujemy. To wszystko determinuje, z jakich metod korzystamy, czy są one bardziej zorientowane na strategię z psychologii klinicznej, czy pracujemy bardziej coachingowo, korzystając głównie z narzędzi treningu mentalnego” - wyjaśniała Daria Abramowicz.
Gospodarz audycji zwrócił uwagę na statystyki, z których wynika, że psycholog spędza z zawodniczką aż 270 dni w roku. Kobiety widywane są razem nie tylko na korcie, ale także podczas prywatnych wyjazdów, takich jak ubiegłoroczne wakacje na Mauritiusie. Taka intensywność kontaktów jest rzadkością w wielu dyscyplinach sportu.
„Tak było w niektórych sezonach, natomiast to też specyfika sportu. Jeżeli dynamika zespołu jest taka, że wszystkie 11 miesięcy tenisista podróżuje ze swoimi specjalistami, to jeżeli wymaga tego zawodnik, nie odnajduje się dobrze w pracy zdalnej czy incydentalnej albo nie może pozwolić sobie, by wracać do domu, to wtedy ta forma jest inna. Czy ona jest zła? Nie, ona jest inna” - komentowała Daria Abramowicz.
Specjalistka przyznała, że specyfika tenisa wymusza, by relacja ze sportowcem była bliższa niż w innych zawodach. Porównała to do integracji w drużynach piłkarskich, gdzie wspólne wyjścia są normą. Grzegorz Krychowiak zauważył jednak, że w tym przypadku trudno mówić o typowym układzie zawodowym, sugerując, że przeradza się to w przyjaźń.
„Ja tego tak nie postrzegam. Ja totalnie rozumiem, dlaczego to jest takie zagmatwane w odbiorze i w interpretacji, ale tak to działa w sporcie na topowym poziomie, w sportach jak tenis czy narciarstwo alpejskie, sportach »podróżujących«, że nawet niektórzy sportowcy mówią, że dla nich zespoły są rozszerzoną rodziną, nazywają je swoim »stadem«. To jest OK, ale to nie znaczy, że operujemy w świecie zaplatania sobie włosów i parzenia herbatek” - zapewniała Daria Abramowicz.