Damian Żurek o minionym sezonie. Co zaskoczyło panczenistę po igrzyskach?

Polski panczenista Damian Żurek, czterokrotny medalista mistrzostw Europy i dwukrotny zdobywca czwartego miejsca na igrzyskach olimpijskich, podsumował niezwykle udany sezon. Mimo braku medalu na najważniejszej imprezie, Damian Żurek nie zamierza rezygnować z obranej drogi i ma ambitne plany. Sportowiec zaskoczył wspominając o pewnym aspekcie życia poza sportem.

Damian Żurek o minionym s.jpg

i

Autor: Redakcja Publicystyczna AI/ Wygenerowane przez AI Noga łyżwiarza w czarnym, obcisłym stroju pędzi po lodzie. Lewa noga, częściowo widoczna na pierwszym planie, obuta jest w czarny łyżwę szybką z białymi paskami i czerwonym akcentem przy kostce. Ostrze łyżwy jest srebrne, mocowane do buta za pomocą złoto-czarnych elementów. Lód pod łyżwą i w tle jest biały z rozmytymi, podłużnymi smugami, wskazującymi na ruch i odbicia świateł, a przez środek kadru przebiega cienka, czerwona linia.

Damian Żurek podsumowuje rekordowy sezon

Po niezwykle udanym sezonie, w którym panczenista Damian Żurek odnotował swoje najlepsze wyniki, sportowiec podsumował minione miesiące. Dwukrotne mistrzostwo Europy to wielkie osiągnięcie, a do tego doszły dwukrotnie czwarte miejsca na igrzyskach olimpijskich na dystansach 500 i 1000 metrów.

"Mogę powiedzieć, że jestem spełnionym zawodnikiem, bo ten sezon był bardzo wyśmienity. Tyle medali nigdy w życiu nie zdobyłem. Dwukrotne mistrzostwo Europy to jest wielkie osiągnięcie, dwukrotnie zająłem czwarte miejsce w igrzyskach. Zabrakło trochę szczęścia, ale nie ma co się tutaj załamywać" - przyznał.

Do jego osiągnięć w minionym sezonie należy dodać drugie pozycje na najkrótszych dystansach w końcowych klasyfikacjach Pucharu Świata. Mimo braku medalu na najważniejszej imprezie, 26-letni panczenista nie zamierza się poddawać, a wsparcie, jakie otrzymał z różnych środowisk po igrzyskach, jest godne podziwu.

Jakie plany ma Damian Żurek na przyszłość?

Damian Żurek podkreśla, że z obranej drogi nie zejdzie i dalej będzie pracował w podobny sposób, konsekwentnie dążąc do wyznaczonych celów. Wierzy, że ma jeszcze rezerwy i będzie się rozwijał fizycznie oraz mentalnie, aby osiągnąć jeszcze lepsze rezultaty w przyszłości.

"Nie chciałbym nic zmieniać. Jedyny wniosek to po prostu jest taki, że dalej będę pracował w ten sam sposób. Cały czas dążę do celów, które są przede mną" - dodał.

Do tej pory Damian Żurek skupiał się głównie na startach na 500 i 1000 metrów, ale nie wyklucza rozszerzenia swojego repertuaru. W kolejnym, poolimpijskim sezonie, wspólnie z trenerem ustali plan występów uwzględniający również dystans 1500 metrów, co otworzy mu nowe możliwości rywalizacji.

"Nie mówię nie" - zaznaczył.

Okres świąt Wielkanocnych to dla Żurka szczególny czas na odpoczynek po wymagającym sezonie. Panczenista ma w planach spędzić czas w gronie rodzinnym, zaznać błogiego spokoju i zregenerować siły. Rozważa także wylot do ciepłych krajów na wakacje, z Hiszpanią kontynentalną lub Teneryfą jako potencjalnymi kierunkami.

"Za mną bardzo wymagający sezon. A teraz możemy spędzić czas w gronie rodzinnym i zaznać trochę takiego błogiego spokoju. Jestem w trakcie poszukiwania miejsca na wakacje. Może wprost od wielkanocnego stołu polecę gdzieś do ciepłych krajów" - powiedział i dodał, że zastanawia się też nad pobytem w kontynentalnej Hiszpanii albo trochę dalej - na Teneryfie.

Z tradycji wielkanocnych Damian Żurek najlepiej zapamiętał lany poniedziałek, który w jego rodzinie wciąż jest kultywowany, choć z mniejszą ilością wody niż kiedyś. Wspominał, jak rano chlapali się wodą na pobudkę, a także wychodzili z kolegami z wiadrami, urządzając polewanki po całym osiedlu, co było istotnym elementem świątecznych wspomnień.

"Pamiętam, gdy jeszcze mieszkałem u rodziców, to zawsze z samego rana chlapaliśmy się wodą na pobudkę. Zdarzało się, że nawet szklanki czy też miski wody były w użyciu. Z kolegami wychodziliśmy też z wiadrami i lało się po całym osiedlu" - wspominał.

Sportowiec z Tomaszowa Mazowieckiego łączy pasje

W wolnej chwili Damian Żurek oddaje się swojej pasji fotografowania. Lubi po prostu wziąć aparat i pojechać na zupełne odludzie, aby spędzić czas samemu ze sobą, przemyśleć kilka spraw i odciąć się od sportu. Ostatnio połączył pasje, fotografując mecz Tauron Ligi, a wykonane zdjęcia rozesłał zawodniczkom, obserwując jak korzystają z jego pracy w mediach społecznościowych.

"Zdjęcia robię głównie dla siebie. Myślę o założeniu strony, gdzie będę mógł je pokazać. Nie chcę nimi zaśmiecać swojego Instagrama" - przyznał jednocześnie, że dobrym miejscem ekspozycji jego fotografii byłaby wystawa w PKOl.

Kompletowanie profesjonalnego sprzętu fotograficznego zajęło panczeniście z Tomaszowa Mazowieckiego trochę czasu, ponieważ jest on kosztowny. Część używanego, ale w dobrym stanie wyposażenia, kupił w Kanadzie za grosze, co pozwoliło mu skompletować swój wymarzony zestaw za znacznie niższą cenę niż w Polsce.

"To były groszowe sprawy, ale w Polsce zapłaciłbym trzy razy więcej. Mam już swój wymarzony sprzęt" - powiedział z dumą.

W grudniu Damian Żurek spełnił swoje dziecięce marzenie, otrzymując powołanie do Centralnego Wojskowego Zespołu Sportowego w stopniu szeregowego. O to wyróżnienie starał się od dwóch lat, przechodząc szkolenia, badania i testy, a następnie składając ślubowanie. Już od dziecka, widząc żołnierzy w rodzinnym Tomaszowie Mazowieckim, ciągnęło go do munduru i służby ojczyźnie.

"Ciągnęło mnie do munduru, więc spróbowałem. Okazało się, że Karolina Bosiek (koleżanka z kadry i klubu) dostała się właśnie do takiego zespołu i to otworzyło mi oczy. Stwierdziłem, że też będę chciał tak funkcjonować. Wojsko i sport są sobie bardzo bliskie. To fajnie można to połączyć w karierę dwutorową. Wojsko daje mi taką możliwość, że gdy zakończę sportową rywalizację, dalej będę mógł służyć w mundurze" - podsumował Żurek.

Artykuł i zdjęcie wygenerowane przez sztuczną inteligencję (AI). Pamiętaj, że sztuczna inteligencja może popełniać błędy! Sprawdź ważne informacje.