Celujemy w złoto. Komenda przed wielkim finałem

Reprezentacja Polski siatkarzy stanie w sobotę w Mediolanie przed szansą obrony tytułu mistrzów Europy. Rozgrywający Marcin Komenda krótko i dobitnie zapowiada cel biało-czerwonych: złoty medal.

Ręce siatkarza trzymające piłkę nad siatką na hali sportowej. O walce Polaków o złoto przeczytasz na Eska.
Autor: Redaktor internetowy/ Wygenerowane przez AI Dłonie siatkarza trzymające żółto-niebieską piłkę nad siatką w dużej hali sportowej.

Zwycięski półfinał ze Słowenią

Biało-czerwoni w piątkowym półfinale pokonali Słoweńców 3:0. Mimo wyniku bez straty seta, spotkanie obfitowało w wyzwania, zwłaszcza w elemencie przyjęcia. Marcin Komenda zaznaczył, że przeciwnicy wywierali ogromną presję zagrywką, co jest powszechną taktyką przeciwko polskiej drużynie.

Rozgrywający podkreślił determinację i odporność zespołu na ataki rywala. Według niego kluczem do zwycięstwa była cierpliwość i umiejętne przyspieszanie gry. Komenda docenił wkład każdego gracza, zarówno tych na boisku, jak i rezerwowych stanowiących wsparcie psychologiczne.

"Słoweńcy zagrywali naprawdę świetnie i ryzykowali, jak zresztą większość drużyn w meczach przeciwko nam. Przez to mieliśmy swoje problemy, ale przetrzymaliśmy ten napór. Pokazaliśmy, że nawet gdy rywal jest w wybitnej dyspozycji, z nami i tak gra się niezwykle trudno. Graliśmy cierpliwie na wysokich piłkach, przyspieszając grę w odpowiednich momentach. Jestem dumny z całego zespołu – każdy, kto wchodzi na boisko, dokłada swoją cegiełkę, a ci, którzy zostają w kwadracie, są niesamowitym wsparciem psychologicznym. Mamy już medal, ale chcemy więcej – celujemy w złoto" – zadeklarował Komenda.

Grbić tonuje nastroje przed finałem

Trener reprezentacji, Nikola Grbić, studził entuzjazm po półfinałowym zwycięstwie. Podkreślił, że to już dziesiąty turniej polskiej drużyny, w którym walczy ona o medal. Szkoleniowiec zwrócił uwagę na nieustanną presję wyników, jaka towarzyszy polskiej kadrze.

Serb był krytyczny wobec poziomu gry swoich zawodników w meczu ze Słowenią. Wyraził jednak nadzieję na powrót do najwyższej formy w finale, wskazując jako czynniki rozpraszające presję oraz nową halę.

"Nie ma znaczenia, czy to kolejny półfinał ze Słowenią. Nawet to zwycięstwo nie ma aż takiego znaczenia w kontekście finału. My gramy cały czas pod presją, oczekiwania są duże i to jest ok. To nasz 10. turniej, w którym walczymy o medal, nie chcę i nie mogę kontrolować tego, że ludzie będą mieli oczekiwania wobec nas" - zaznaczył Serb.

"Nie graliśmy dobrej siatkówki, nie byliśmy na naszym dobrym poziomie. Wiadomo, że jest presja, nowa hala, oczekiwania, ale mam nadzieję, że wrócimy do tego, co prezentujemy najlepiej" - przyznał Grbić.

Kluczowe zmiany i walka o złoto

Podczas trzeciego seta Nikola Grbić dokonał istotnej zmiany, wprowadzając na boisko Kamila Semeniuka w miejsce Wilfredo Leona. Komenda zauważył, że ta decyzja poprawiła przyjęcie, co otworzyło nowe warianty ataku, pozwalając na bardziej urozmaiconą grę. Trener wyjaśnił, że zmiana była podyktowana drobnymi problemami zdrowotnymi Leona oraz potrzebą stabilizacji odbioru.

W sobotnim finale mistrzostw Europy w Mediolanie podopieczni Nikoli Grbicia zmierzą się z Francją lub Finlandią. Komenda podkreślił znaczenie balansu w zespole, gdzie emocjonalne zaangażowanie jednych zawodników równoważył spokój innych.

"Wszyscy wiedzą, ze jak prowadzimy 2:0, to Słowenia jedyne, co może zrobić, to zaryzykować, żeby wrócić do meczu. To ludzkie, że w pewnym momencie spotkania schodzi z ciebie ciśnienie, a rywal może wtedy zbudować przewagę. Zareagowałem na problemy, bo Leon ma jakiś kłopot z nogą. To nic poważnego, ale biorąc pod uwagę, że gramy dwa mecze dzień po dniu, to będziemy go potrzebować. Nie chodzi o to, że poczuł ból. Po konsultacji uznaliśmy, że lepiej będzie zmienić Leona. On jest jednym z najlepszych zawodników na świecie, którzy robią różnicę, więc nie chcieliśmy ryzykować zdrowotnie" - przyznał Grbić.

"Wprowadziłem za niego Semeniuka. To jest maszyna. Jego wpływ był decydujący, żebyśmy wrócili na swój dobry poziom. Poza tym w tamtym momencie Fornal miał swoje problemy z odbiorem piłki, więc potrzebowaliśmy wsparcia" - tłumaczył.

"To był trudny mecz i trzeba było umiejętnie wyważyć wszystko. Czasami należało zachować chłodną głowę, a czasami wykrzesać z siebie dodatkową energię. Tomek Fornal ciągle krzyczał i głośno motywował zespół, co było bardzo potrzebne, ale reszta drużyny dbała o spokój, by nasza gra miała ręce i nogi. Mamy w zespole różne charaktery, dzięki czemu jesteśmy świetnie skrojeni jako kolektyw" – zauważył zawodnik Bogdanki LUK Lublin.

ROLKI