Zacięta walka na torze w Poznaniu
Spotkanie rozpoczęło się od wyrównanej rywalizacji, w której obie drużyny naprzemiennie odnosiły podwójne zwycięstwa. Liderzy poznańskiej drużyny, Ryan Douglas i Niels Kristian Iversen, regularnie punktowali, zapewniając gospodarzom przewagę. W 13. biegu Bartosz Smektała popisał się doskonałym startem, a Douglas efektownie przedarł się z czwartej pozycji na drugą, mijając rywali. Dzięki temu przed biegami nominowanymi PSŻ prowadziło 43:35.
Menedżer Gezet Stali Gorzów, Piotr Paluch, zareagował w 14. biegu podwójną rezerwą taktyczną, posyłając do boju Mathiasa Pollestada i Andersa Thomsena. Ten ruch przyniósł efekt w postaci wygranej 5:1, zmniejszając straty przed ostatnim startem. W końcowym wyścigu ponownie wystąpili ci sami zawodnicy gości, ale zremisowali z Douglasem 3:3. Gorzowianie przyjechali do Poznania znacznie osłabieni z powodu kontuzji kilku kluczowych żużlowców.
"Mathias Pollestad i Anders Thomsen byli liderami tej drużyny, ale Charles Wright pokonał m.in. Ryana Douglasa. Kewin Nycz z marszu wystartował, pokonał wyżej notowanych rywali i przywiózł bardzo cenne punkty w kontekście rewanżu. To jest jednak nadal przegrana, ale jest to do odrobienia w Gorzowie. Tylko jeden bieg na 5:1" - powiedział menedżer Stali.
Szanse przed rewanżem
Szkoleniowiec z Gorzowa zapowiedział, że w rewanżu prawdopodobnie będzie dysponował silniejszym zespołem. Do zdrowia po urazach powinni wrócić Igor Kordun i Adam Bednar, pod warunkiem pozytywnych wyników badań lekarskich. Z kolei w obozie PSŻ odczuwany był niedosyt. Menedżer gospodarzy, Jacek Kannenberg, przyznał, że liczył na większą zaliczkę przed trudnym wyjazdem do Gorzowa.
Zdaniem Kannenberga, wynik na poziomie 10-12 punktów przewagi dałby większy komfort przed decydującym starciem. Dla poznańskiego klubu już sam udział w barażach to historyczny sukces. Zespół, który w latach 2012-2016 pauzował w rozgrywkach ze względów finansowo-organizacyjnych, po raz pierwszy stanął przed szansą awansu do najwyższej klasy rozgrywkowej.
"Ta zaliczka jest faktycznie nieduża, bowiem zdobycie 44 punktów w Gorzowie będzie niezwykle trudnym zadaniem. Zaliczka 10-12 punktowa byłaby bardziej satysfakcjonująca. Wynik mógł być trochę lepszy, bo tych punktów trochę pogubiliśmy. Choćby Kacper Pludra z Thomsenem prowadził przez większość wyścigu i niepotrzebnie za często oglądał się za siebie. Niektórzy myśleli, że my z tak osłabionym rywalem poradzimy sobie bez większych kłopotów. Pamiętajmy, że to są jednak zawodnicy ekstraligowi i Pollestad może mieć gorszą dyspozycję, ale to w rywalizacji z zawodnikami z ekstraligi. Ta różnica między pierwszą a drugą ekstraligą cały czas jest widoczna" - skomentował.