Spis treści
- Anna Lewandowska wywołała ogromne emocje w internecie, kiedy wprost przyznała się do obaw związanych z wylotem do Chicago.
- Trener mentalny rozkłada na czynniki pierwsze powody, dla których szczere uczucia gwiazdy ściągnęły na nią krytykę i zarzuty o odrealnienie.
- Dowiedz się, z jakiego powodu internauci tak ostro oceniają momenty słabości osób z pierwszych stron gazet i czy status materialny zmienia odbiór cierpienia.
W rozmowie z dziennikiem „Super Express” padło pytanie dotyczące najnowszego wyznania celebrytki: „Anna Lewandowska napisała, że »cholernie się boi« przeprowadzki do Chicago. Jak pan, jako trener mentalny, odbiera taki wpis?”. Odpowiadając na te słowa, Jakub B. Bączek zaznaczył swoją perspektywę i zrozumienie dla obaw matki. „Ja oczywiście staję po stronie emocji, więc je rozumiem. Rozumiem matkę, która ma dwie córeczki i boi się o nie. Każdy rodzic, który wyobrazi sobie zabranie dzieci do innej szkoły, innego kręgu kulturowego, tak daleko od rodziny, zrozumie, że to jest stres. Dlaczego influencerka czy osoba bogata nie ma prawa do takiego stresu?. Z drugiej strony, jestem w stanie zrozumieć, czemu zogniskowało to ludzi na atak. Wielu rzeczy pewnie Ani zazdroszczą i być może nie mieści im się w głowie, że osoba, która ma sztab ludzi, ma tak przyziemne problemy.” – przyznał ekspert na łamach gazety.
Dziennikarz poruszył również kwestię nagłej zmiany narracji gwiazdy, pytając o stawiany przez internautów zarzut, że po latach budowania nieskazitelnego obrazu własnego życia, celebrytka usiłuje sztucznie zaprezentować „ludzką twarz”. Trener mentalny stanowczo odniósł się do tych oskarżeń. „Jest taki paradoks, że wiele osób wcześniej zarzucało Annie Lewandowskiej brak autentyczności, pokazywanie tylko pięknego i uśmiechniętego życia. To było takie krzywe zwierciadło. No to teraz ona się odsłania i co? Dostaje po rękach. Pokazuje tę ciemniejszą stronę i znów jest krytykowana. Mnie przede wszystkim poruszyły emocje matki. Boi się, czy jej dzieci zaadaptują się w nowym środowisku. I popatrzmy na fakty, Chicago jest miastem dużo mniej bezpiecznym i po prostu innym do życia niż Barcelona.” – skomentował Jakub B. Bączek.
Przeczytaj także: Awantura po meczu Portugalia - Chorwacja. Jest oficjalny komunikat FIFA w sprawie gola
Zawiść internautów wobec Anny Lewandowskiej. Skąd tyle hejtu?
Zwrócono także uwagę na ogrom negatywnych komentarzy opublikowanych pod wpisem żony piłkarza, gdzie sugerowano, że przy tak wielkim majątku nie powinna na nic narzekać. Bączek przeanalizował motywacje hejterów. „Myślę, że jedną z form odpowiedzi będzie pokazanie różnicy pomiędzy zazdrością a zawiścią. Zazdrość jest wtedy, kiedy ja widzę, że coś masz, i też chciałbym to mieć. A zawiść jest wtedy, kiedy ja ci życzę, żebyś to stracił. Zazdrość może prowadzić do rozwoju, ale zawiść jest destrukcyjna. Obawiam się, że wiele tych komentarzy było właśnie z poziomu zawiści. Oni chcą, żeby Anna cierpiała, bo ma czelność zarabiać więcej niż oni. Myślę, że dajemy za duże społeczne przyzwolenie na to, żeby hejt ranił czującego człowieka. Nawet miliony Anny Lewandowskiej nie chronią jej przed tym, że cierpi, kiedy takie rzeczy czyta.” – wyjaśnił obrazowo specjalista.
Zobacz także: Iga Świątek trenuje przed meczem Wimbledonu. Niespodziewany gość na korcie
Kolejnym poruszonym wątkiem w „Super Expressie” było bagatelizowanie dorobku celebrytki i sprowadzanie jej wyłącznie do funkcji „dodatku do Roberta”, któremu rzekomo zawdzięcza wszystko. Ekspert mocno stanął w obronie jej ciężkiej pracy. „To absolutnie krzywdzące. Wiele osób nie zdaje sobie sprawy, jak dużo Ania dołożyła do sukcesu Roberta. To dzieje się na zapleczu. Robert jest świetnie odżywiony, świadomy tego, co jeść, a czego unikać. Dba o sen, regenerację. Potrzebuje też zaufanego sparingpartnera do rozmowy o troskach, a Ania jest w jego teamie od lat. Ona, jeszcze zanim weszła w małżeństwo z Robertem, była mistrzynią karate. To pokazuje jej charakter – potrafi walczyć, jest pracowita. Oczywiście, nie byłaby tak bogata bez Roberta, ale to nie jest żaden grzech, że za niego wyszła, i nie musimy jej tego na każdym kroku wypominać.” – stwierdził z przekonaniem.
Anna Lewandowska i odklejenie od rzeczywistości. Ból milionerów
W dyskusji o hejcie pojawiło się istotne pytanie, czy obiektywnie cierpienie i stres osoby bardzo majętnej można zestawiać z problemami przeciętnego człowieka, zmagającego się z prozą życia. „To ludzi wkurza, to prawda. Tylko że miliony na koncie nie sprawiają, że możesz sobie kupić nowy układ nerwowy. Odbiorca myśli zero-jedynkowo. Nie był nigdy w sytuacji Ani, a ona ma tę przewagę, że kiedyś była w sytuacji odbiorcy, bo też zaczynała od zera. Człowiek, który ją krytykuje, myśli, że w świecie milionerów nie ma problemów. A jak myślicie, jak oni dobierają przyjaciół, skoro nigdy nie wiedzą, czy ktoś jest życzliwy, bo ich lubi, czy dlatego, że czegoś potrzebuje? To nie jest świat mlekiem i miodem płynący.” – sprecyzował ekspert ds. ludzkiej psychiki.
Zapytany bezpośrednio, czy posiadanie ogromnego majątku siłą rzeczy nie powoduje u człowieka oderwania od codziennych i zwykłych realiów, Bączek odpowiedział krótko i niezwykle szczerze. „Jest. I u ludzi władzy to widać, i u ludzi zamożnych to widać. Jest trochę »odklejka«, już nie do końca rozumieją, jak ten świat działa.” – spuentował specjalista zapytany przez dziennikarza.
Wyznanie Anny Lewandowskiej zszokowało opinię publiczną
Przeanalizowano również domniemane motywy, dla których sławna trenerka zdecydowała się na tak osobiste zwierzenia, zastanawiając się, czy stanowiło to formę autoterapii, czy może był to zwykły błąd komunikacyjny. „Na pewno jest to jakieś pozyskanie współczucia i empatii. Myślę, że nie spodziewała się, co się wydarzy. Gdyby wiedziała, to by tego nie opublikowała. Być może pomyślała, że wiele kobiet pomyśli: »o, tak jak u mnie, ja też się boję, dobrze, że taka superbohaterka jak Ania ma przyziemne problemy«. Niestety, trochę wylała dziecko z kąpielą, bo poruszyło to złość ludzi, którzy myślą: »Jezus Maria, co ma powiedzieć Ukrainka, która z dzieckiem na ręku ucieka przed wojną?«.” – skomentował trafnie Bączek.
Dziennikarz dopytał też o pozycję i odczucia samego kapitana reprezentacji Polski, który teoretycznie to właśnie on powinien być kluczową postacią wokół omawianego sportowego transferu. „Myślę, że to może budzić w nim szereg emocji. On ma swoje stresy, a tu nakłada się fala komentarzy na żonę. On powinien być w centrum uwagi, a zszedł na drugi plan. Z jednej strony pewnie ma grubszą skórę niż my, bo naczytał się na swój temat przeróżnych historii, ale z drugiej to jest takie życie na polu minowym. Cokolwiek nie zrobi, będzie to skomentowane. Przy tej skali rozpoznawalności zawsze znajdzie się promil ludzi, którzy ci źle życzą, a ten promil to może być sześć tysięcy komentarzy. I to może po ludzku boleć.” – przyznał trener mentalny.
Na koniec rozmowy poruszono wątek wizerunkowy w samych Stanach Zjednoczonych, dokąd piłkarz wchodzi z wielkimi honorami, podczas gdy jego partnerka pisze w sieci o niechęci do tamtejszego życia. „Powiem ci, że wielokrotnie doświadczałem tego, że prezesi klubów liczą się z partnerkami znanych piłkarzy. Głową jest piłkarz, ale szyja często tą głową kieruje. Mogło im być trochę przykro, ale podejdą do tego zdroworozsądkowo. Żeby piłkarz był skupiony na graniu, musi czuć się dobrze i bezpiecznie, a to uwzględnia dobrostan jego rodziny. Oni trochę muszą o te dzieciaki i o Anię zadbać, czy im się to podoba, czy nie.” – podkreślił Jakub B. Bączek podsumowując cały mechanizm wielkiego sportu.