Spis treści
Oświadczenie trenera po doniesieniach medialnych
W ubiegłym tygodniu portal Wirtualna Polska poinformował, że Adrian Siemieniec kontaktował się z arbitrem przed meczem Jagiellonii Białystok z GKS Katowice. Spotkanie to odbyło się w przedostatniej kolejce sezonu 2025/2026, a trener wysłał wiadomość do Arkadiusza Kamila Wójcika w sprawie ewentualnych żółtych kartek dla zagrożonych pauzą zawodników.
Zgodnie z przepisami Polskiego Związku Piłki Nożnej takie kontakty są surowo zakazane. Główny arbiter tamtego meczu, Paweł Raczkowski, niezwłocznie zgłosił incydent do odpowiednich władz, a w poniedziałek szkoleniowiec opublikował w mediach społecznościowych obszerne przeprosiny skierowane do całego środowiska piłkarskiego.
"Mam świadomość, że nie powinienem zachować się w ten sposób i naprawdę bardzo żałuję tego, co się stało. Jestem sobą rozczarowany i wiem, że zawiodłem wielu ludzi. Przede wszystkim jednak zawiodłem sam siebie" - napisał.
"Przepraszam swoją rodzinę. Przepraszam swoich zawodników, sztab, kibiców, klub i całą jagiellońską społeczność. Przepraszam kibiców wszystkich klubów oraz wszystkie kluby. Przepraszam swoich kolegów trenerów, z którymi na co dzień rywalizuję na boisku o ligowe punkty. Przepraszam władze piłkarskiego związku i Ekstraklasy. Przepraszam wszystkich sędziów i całe środowisko sędziowskie. Przepraszam wszystkich, którzy poczuli się rozczarowani, a którym zależy na dobru polskiej piłki" - zaznaczył.
Jakie będą konsekwencje dla szkoleniowca?
Sprawa jest obecnie wnikliwie analizowana przez Komisję Ligi Ekstraklasy SA. Przewodniczący organu, Jarosław Poturnicki, wyraźnie zaznaczył, że incydent nie ma podłoża korupcyjnego i nie wiąże się z próbą manipulacji wynikiem sportowym na boisku. Władze Jagiellonii Białystok potwierdziły znajomość tematu, deklarując dalsze zaufanie do swojego trenera w oficjalnym komunikacie.
Sam szkoleniowiec podkreślił, że bierze pełną odpowiedzialność za swoje czyny i chce pracować nad odbudową zaufania. Zwrócił jednak uwagę na bezprecedensową falę internetowego hejtu, która dotknęła również jego bliskich po ujawnieniu afery. Wcześniej, podczas piątkowej wypowiedzi dla mediów po przegranym meczu z Wisłą, przyznał jedynie, że wiadomość była błędem, nie decydując się wtedy na obszerne przeprosiny.
"Popełniłem błąd i zasługuję na krytykę, ale nie na hejt i publiczny lincz. Ta granica została przez wielu ludzi przekroczona" - dodał Siemieniec.
"Nie miałem w tym żadnych złych intencji, ta sytuacja wiele mnie nauczyła i się nie powtórzy" - oświadczył wówczas.