Nowy klub w Sejmie
Wydarzenia z 18 lutego poruszyły strukturami partii Szymona Hołowni. Dziennikarze dopytywali lidera ugrupowania o sytuację, w której część posłów postanowiła odejść i powołać do życia formację o nazwie Centrum. Paulina Hennig-Kloska, która jest w tej grupie, zapewniła, że o planowanych ruchach powiadomiono już kluczowych graczy politycznych, w tym Katarzynę Pełczyńską-Nałęcz oraz szefa rządu, Donalda Tuska. Rozłamowcy podkreślają, że ich celem jest renegocjacja umowy koalicyjnej jako niezależny podmiot, co ma zagwarantować stabilność obecnej władzy. - Zadeklarowaliśmy przy tym dalszą, lojalną współpracę - przekazała Hennig-Kloska.
CZYTAJ TEŻ: "Chłopaki nie płaczą". Tomasz Trela kpi z Szymona Hołowni po rozpadzie Polski 2050
"- Taki mamy plan, by jako podmiot wejść do koalicji 15 października" - oświadczyła posłanka.
Gorzkie słowa lidera
Szymon Hołownia przyjął decyzję swoich wieloletnich współpracowników z wyraźnym smutkiem, traktując ją w kategoriach osobistego ciosu. Polityk, który budował ten ruch od podstaw, zwrócił uwagę na sposób, w jaki doszło do pożegnania. Jego zdaniem zabrakło szczerej rozmowy, a ostateczne decyzje zapadły bez bezpośredniego kontaktu z założycielem partii. W swojej wypowiedzi w Sejmie były marszałek podkreślił, że to on był inicjatorem wspólnej drogi, która trwała przez ostatnie sześć lat.
Stała się dziś rzecz bardzo smutna i zła. Mówię to jako założyciel tego ruchu Polski 2050. Szliśmy razem sześć lat. To ja byłem tą osobą, która zaprasza do współpracy poszczególne grupy i ludzi - mówił w Sejmie Szymon Hołownia.
Dziś mówią "odchodzimy, dziękujemy", ale w zasadzie nie mówią, bo ze mną nikt z nich o tym nie rozmawiał, mimo że to ja byłem na początku tej drogi, którą szliśmy - dodał polityk.