Janusz Kowalski traci nerwy przed kamerami. Padły niewygodne pytania

2026-05-05 12:35

Janusz Kowalski poinformował niedawno o swoim odejściu z klubu parlamentarnego Prawa i Sprawiedliwości, zapowiadając kontynuację kariery jako poseł niezrzeszony. Choć sam polityk tłumaczy tę decyzję walką z lokalnymi układami, nieoficjalnie mówi się o jego rzekomych powiązaniach z firmą Zondacrypto. Gdy sejmowa reporterka poruszyła ten temat na korytarzu, parlamentarzysta wpadł w prawdziwą furię.

Janusz Kowalski

i

Autor: Paweł Dąbrowski/Super Express

Janusz Kowalski odchodzi z klubu Prawa i Sprawiedliwości

Pod koniec kwietnia doszło do istotnych przetasowań na polskiej scenie politycznej, kiedy to Janusz Kowalski postanowił zakończyć współpracę z klubem parlamentarnym Prawa i Sprawiedliwości. Polityk samodzielnie zakomunikował ten fakt, publikując 30 kwietnia stosowne oświadczenie na platformie X. Deklarował w nim wdzięczność za wspólną pracę, jednocześnie zaznaczając, że od teraz zamierza pełnić swój mandat jako poseł niezrzeszony. Do sprawy natychmiast odniósł się Rafał Bochenek, który w imieniu ugrupowania precyzyjnie wyjaśnił formalne skutki tej decyzji posła.

- Dziś złożyłem rezygnację z członkostwa w klubie parlamentarnym Prawa i Sprawiedliwości. Serdecznie dziękuję Koleżankom i Kolegom z PiS za lata świetnej współpracy. Pozostanę posłem niezrzeszonym skupionym na pracy dla Polski -

Wiadomość o jego odejściu potwierdził od razu rzecznik PiS Rafał Bochenek, który odniósł się do kwestii regulaminowych w partii.

- Konsekwencją tej decyzji - zgodnie ze statutem - jest także wystąpienie z partii PiS -

Tłumaczenia Janusza Kowalskiego i konflikt w strukturach lokalnych

Motywy swojego radykalnego kroku parlamentarzysta przedstawił w specjalnym materiale wideo udostępnionym w internecie. Przekonywał w nim, że jego nadrzędnym celem politycznym wciąż pozostaje odsunięcie obecnej koalicji od władzy oraz budowanie spójnej prawicy, na przykład poprzez wsparcie modelu kampanii Karola Nawrockiego. Zaznaczył jednak jednoznacznie, że dalsza współpraca wymaga wyeliminowania nieprawidłowości widocznych na poziomie lokalnym. Poseł miał rzekomo ostrzegać centralę partyjną przed szkodliwymi praktykami w swoim okręgu na Lubelszczyźnie.

- Jestem w polityce dlatego, że traktuję zasady na serio, od 2,5 roku walczę o to, żeby obalić Koalicję 13 grudnia i żeby Zjednoczona Prawica wygrała wybory. Jestem zwolennikiem modelu kampanii wyborczej Karola Nawrockiego, pełnej jedności prawicy, dlatego m.in. proponowałem pakt senacki. Ale wszystko ma swoje granice. Poinformowałem wiele miesięcy temu władze partii, że jeżeli mam bardzo mocno angażować się na Lubelszczyźnie, w okręgu nr 7, gdzie można zbudować silne PiS, można odzyskać zaufanie wyborców, ale nie można tolerować tego, co doprowadziło do naszej klęski w 2023 r. Nie można tolerować układów lokalnych, które ludzie widzą. Jeżeli w Biłgoraju mieszkańcy widzą, że politycy PiS zapisują do partii ludzi Palikota, współpracują z byłymi komunistami, kolekcjonują sobie rady nadzorcze i spółki, zamiast zajmować się szpitalem, zajmują się sprawami jakiegoś autodromu, który jest wielkim znakiem zapytania w kontekście aferalnym, to ja wysiadam - przekazał. 

W dalszej części swojego wystąpienia polityk uderzył bezpośrednio w działania konkretnych struktur terytorialnych. Według jego relacji, miejscowi działacze zajmują się głównie obsadzaniem posad i wątpliwymi inwestycjami, zamiast dbać o dobro kluczowych instytucji. Podkreślał również, że nie widzi możliwości jednoczesnej walki na szczeblu krajowym oraz akceptowania takich sojuszy w terenie.

Mimo tych oficjalnych wyjaśnień, w przestrzeni medialnej zaczęły krążyć informacje, jakoby prawdziwym powodem rezygnacji mogły być kontrowersje wokół firmy Zondacrypto. 

Starcie z Justyną Dobrosz-Oracz. Dziennikarka TVP oburzyła posła

Właśnie wątek tego przedsiębiorstwa stał się zarzewiem gorącej awantury na sejmowych korytarzach. Justyna Dobrosz-Oracz, dziennikarka stacji TVP, postanowiła skonfrontować polityka z medialnymi rewelacjami. Reporterka zapytała wprost o ogromną sumę pieniędzy, jaka rzekomo zasiliła konto fundacji kojarzonej ze Zbigniewem Ziobrą, sugerując osobisty udział posła w pozyskaniu tych środków. Reakcja parlamentarzysty była niezwykle gwałtowna, a w jego ostrych słowach przebijało głębokie oburzenie postawionymi zarzutami.

- 450 tysięcy, które fundacja Zbigniewa Ziobry dostała od Zondacrypto. Pan to załatwił? -

Poseł zareagował na to pytanie z wyraźną złością, natychmiast ucinając wątek w dość brutalny sposób.

- Ale, jest Pani bezczelna - rzucił ostro. 

Po tym ostrym stwierdzeniu wciąż dopytywał podniesionym głosem o celowość kierowania tych pytań właśnie do niego.

- Co ja mam wspólnego?! (...) Dlaczego mnie pani pyta o rzeczy które mnie nie dotyczą? -

Polityczna droga Janusza Kowalskiego. Z rządu na ławy poselskie

Kariera parlamentarna tego polityka rozpoczęła się jesienią 2019 roku, kiedy po raz pierwszy zdobył mandat startując z opolskiej listy Prawa i Sprawiedliwości jako reprezentant Solidarnej Polski Zbigniewa Ziobry. Jeszcze w grudniu tamtego roku powierzono mu stanowisko wiceministra aktywów państwowych. Z kolei jesienią 2022 roku objął tekę wiceministra rolnictwa w rządzie Zjednoczonej Prawicy. Warto odnotować, że przed obecną rezygnacją, zdążył w czerwcu 2024 roku opuścić struktury Suwerennej Polski, by zaledwie kilka miesięcy później oficjalnie zasilić szeregi partii Jarosława Kaczyńskiego.

"Oderwał się od rzeczywistości!". Minister z PSL MIAŻDŻY pomysły Nawrockiego na nową konstytucję!