Spis treści
- Szymon Hołownia odniósł się z wyraźnym niedowierzaniem do plotek mówiących o tym, że ktoś rzekomo próbował otruć Karola Nawrockiego w okresie trwania kampanii prezydenckiej.
- Wicemarszałek Sejmu uznał takie doniesienia za absurdalne i nazwał je „totalnymi banialukami”, podkreślając zupełny brak jakichkolwiek wiarygodnych dowodów w tej sprawie.
- Sprawdź, z jakich powodów były marszałek uważa te sensacyjne opowieści za nieprawdziwe oraz jak, jego zdaniem, należy tłumaczyć tajemnicze problemy zdrowotne urzędującego prezydenta.
Znowu zrobiło się głośno wokół niewyjaśnionego osłabnięcia Karola Nawrockiego z czasu kampanii o fotel prezydenta. Sam polityk w niedawnej konwersacji z prof. Andrzejem Nowakiem przywołał dramatyczne chwile, do których doszło w maju 2025 roku. Prezydent opowiadał o niespodziewanym spadku formy, mdłościach oraz epizodzie, w którym stracił świadomość.
W odpowiedzi na te sensacyjne relacje, przez media natychmiast przelała się fala domysłów sugerujących celowe działanie i próbę zamachu. Do sprawy postanowił odnieść się Szymon Hołownia, goszczący w studiu programu „Tłit”. Przedstawiciel prezydium Sejmu otwarcie przyznał, że tego typu rewelacje kompletnie do niego nie przemawiają.
Wicemarszałek o "totalnych banialukach"
Lider Polski 2050 nie gryzł się w język, gdy pytano go o rzekome otrucie polityka Prawa i Sprawiedliwości. Argumentował, że gdyby faktycznie zaistniał choć cień podejrzeń o taki atak, natychmiastowe kroki musiałby podjąć sztab oraz odpowiedzialne za ochronę służby państwowe.
Parlamentarzysta wyjaśniał, że wyścig wyborczy to specyficzny czas, w którym ochrona życia kandydata stanowi priorytet absolutny. W jego opinii, w obliczu wiarygodnych doniesień o podaniu trucizny, od razu podjęto by stosowne procedury, w tym zabezpieczenie śladów i poinformowanie odpowiednich instytucji.
Szymon Hołownia o aferze z Karolem Nawrockim
Działacz polityczny dowodził, że obok tak poważnego zarzutu nikt nie przeszedłby do porządku dziennego. Według niego zatuszowanie ataku chemicznego na pretendenta do najwyższego urzędu w państwie graniczyłoby z cudem, a jego ujawnienie wywołałoby gigantyczny skandal.
Według reprezentanta Trzeciej Drogi, o wiele bardziej prozaiczną przyczyną zapaści Nawrockiego mogło być skrajne wyczerpanie organizmu lub zwyczajny wirus. Zaznaczył, że tournee wyborcze niesie ze sobą kolosalny nakład pracy, nieustanny kontakt z tłumem sympatyków oraz niezliczone ilości uścisków dłoni.
Hołownia nadmienił, że tego typu intensywna aktywność sprzyja narażeniu na patogeny mogące wywołać dotkliwą niedyspozycję. Wskazał dodatkowo na fakt, iż zmagania o Pałac Prezydencki wymagają od kandydata poświęceń, z jakimi nie można w ogóle równać innych rodzajów batalii politycznych.
– Po co takie rzeczy opowiadać? No przecież jeżeli by było zatrucie… Byłem dwa razy kandydatem w wyborach prezydenckich. Wiem, jak w to się gra – mówił Hołownia.
– Jeżeli się okazuje, że ktoś kogoś truje w wyborach prezydenckich, to taki ktoś wygrywa w pierwszej turze – ocenił wicemarszałek Sejmu.
– Ja to uważam za jakieś totalne banialuki. Gdyby było inaczej, to mielibyśmy z tego naprawdę grubą aferę, bo powinniśmy mieć – podsumował.
Niejasne zasłabnięcie urzędującej głowy państwa
Debata na temat rzekomego otrucia rozgorzała na nowo dzięki opublikowaniu zapisu rozmowy rzeki obecnego prezydenta z historykiem, prof. Andrzejem Nowakiem. Polityk zdradził w niej kulisy incydentu, kiedy to w toku kampanii poczuł się bardzo źle. Według jego słów, krótko po jednym z przemówień zdołał jeszcze dotrzeć do kampanijnego autobusu, gdzie ostatecznie osunął się, tracąc przytomność.
Z relacji wynika również, że zdarzenie to wywołało panikę wśród jego otoczenia. Kandydat miał wymiotować i po przebudzeniu cierpieć na lukę w pamięci obejmującą kilkanaście minut po tym, jak doszło do zapaści.
Te wyznania na nowo podgrzały nastroje na polskiej scenie politycznej. Pojawiły się głosy zastanawiające się, dlaczego sprawa, jeśli była tak poważna, nie została od razu zgłoszona odpowiednim organom. Część opinii publicznej krytykuje też próbę tworzenia wokół minionego incydentu atmosfery taniej sensacji po ponad roku od jego wystąpienia.
Hołownia nie rozumie motywacji prezydenta
Polityk podczas rozmowy w programie internetowym „Tłit” wyraził swoje zdumienie wobec przypominania dzisiaj tego epizodu. Uznał, że ewentualne kluczowe dla losów państwa zdarzenie powinno zostać drobiazgowo prześwietlone natychmiast, gdy do niego doszło.
Wicemarszałek zwrócił uwagę, że dorabianie sobie w ten sposób nimbu męczennika w przypadku urzędującego prezydenta jest pozbawione sensu. Tłumaczył, że głowa państwa cieszy się autentycznym poparciem społecznym i nie potrzebuje tego rodzaju chwytów dla poprawy własnych notowań.
– Naprawdę nie wiem, po co takie rzeczy dzisiaj wyciągać – powiedział Hołownia.
Wszystko wskazuje na to, że spekulacje jeszcze długo nie ucichną. Odkąd ukazał się wspomniany wywiad, nasilają się wątpliwości na temat rzetelności przebadania kandydata tuż po omdleniu oraz poinformowania odpowiednich służb o tym, że jego życie rzekomo było w niebezpieczeństwie. Stanowisko byłego lidera wyścigu o prezydenturę jest tu jednak bardzo klarowne: każda prawdziwa próba eliminacji kandydata na tak wysoki urząd zaowocowałaby bezprecedensowym skandalem.