Spis treści
Groźby wobec Donalda Tuska. Dziennikarz: No bądźmy poważni
Niedzielne rewelacje o niebezpieczeństwie grożącym najważniejszym osobom w polskim rządzie zdominowały przekaz w mediach informacyjnych. Kwestia odpowiedniego informowania opinii publicznej o tych wydarzeniach była jednym z wiodących tematów podczas audycji „Poranny Ring”.
Bartłomiej Graczak wyraźnie zaznaczył, że żadnych pogróżek wymierzonych w szefa rządu nie wolno bagatelizować. Dziennikarz miał jednak spore wątpliwości co do słuszności tak gigantycznego, medialnego szumu wokół całej sprawy. W jego ocenie służby nie powinny lekceważyć takich spraw.
Zaledwie chwilę później publicysta zauważył, że tego typu agresywne wiadomości kierowane do osób publicznych są zjawiskiem wręcz powszechnym i nie stanowią aż takiej rzadkości, jak mogłoby się wydawać.
„Nie brzmi to poważnie, bo gdyby każdy taki właśnie alert w służbach miał miejsce po groźbach wobec premiera, to co tydzień coś takiego mógłby premier mówić czy jego podwładni, bo to pan Jacek Dobrzyński i rzeczniczka MSWiA z takimi poważnymi minami mówili o tym zagrożeniu dla życia i zdrowia premiera” – powiedział Bartłomiej Graczak.
Dziennikarz zwrócił także uwagę na fakt, że premier niezmiennie znajduje się pod czujnym okiem funkcjonariuszy Służby Ochrony Państwa. Skomentował również najnowsze doniesienia dotyczące samego sprawcy całego zamieszania.
„Tak, starszy pan, który swoje dane publikuje w sieci, można do niego zadzwonić, bo on tam jakiś ruch oporu organizuje. No bądźmy poważni” – skwitował publicysta.
Afera Michała Kołodziejczaka tłem dla rządowych komunikatów o zagrożeniu?
Podczas dyskusji poruszono również aspekt, który potrafi wybudzić ogromne poruszenie na scenie politycznej. Chodzi mianowicie o zaskakujący zbieg okoliczności między nagłośnieniem sprawy gróźb a problemami wizerunkowymi wiceministra.
Były wiceszef resortu rolnictwa znalazł się w ogniu krytyki po tym, jak jego dawni współpracownicy zaczęli otwarcie opowiadać o skandalicznych zachowaniach. Zarzucają mu między innymi stosowanie przemocy oraz podawanie środków odurzających, a całe śledztwo w tej sprawie prowadzi już prokuratura.
Goście programu „Poranny Ring” zauważyli, że niedzielne wiadomości o potencjalnym ataku na szefa rządu na wiele godzin zdominowały wszystkie formaty telewizyjne i portalowe. Agnieszka Burzyńska wprost skrytykowała władzę, wskazując, że swoimi decyzjami sami obniżają wagę problemu bezpieczeństwa.
Publicystka zwróciła również uwagę na dodatkowy kłopot. Według niej sposób, w jaki rządzący przekazują wiadomości o kwestiach bezpieczeństwa, może doprowadzić do tego, że społeczeństwo nie uwierzy w doniesienia o kolejnych incydentach.
„Ja sama taki wpis popełniłam, że zrobiliście wszystko, żeby nikt tego nie traktował poważnie i to jest to jest mój zarzut, bo oni sobie sami to robią” – stwierdziła wprost dziennikarka.
Agnieszka Burzyńska podkreśliła z całą mocą, że kwestia bezpieczeństwa najważniejszych polityków w państwie to zagadnienie, które nie może być wykorzystywane do budowania tanich sensacji.
„Temat jest poważny, więc ludzie mają to potraktować właśnie poważnie” – spuentowała swój wywód.
Służby muszą chronić szefa rządu. Wątpliwości budzi szum medialny
W jednym konkretnym aspekcie goście występujący w „Porannym Ringu” zachowali pełną jednomyślność. Zgodzili się, że odpowiednie organy państwa mają bezwzględny obowiązek analizowania każdego napływającego sygnału o ryzyku zamachu na premiera.
„Oczywiście w przypadku premiera służby to powinny sprawdzać” – wybrzmiało podczas studyjnej debaty w mediach.
Zasadnicza różnica zdań dotyczyła jednak tego, czy absolutnie każdy tego typu incydent wymaga natychmiastowego ogłaszania publicznego alarmu i ciągłego emitowania wielogodzinnych relacji na antenach głównych stacji informacyjnych.