Spis treści
Czy funkcjonowanie polskiej polityki przypomina zarządzanie folwarkiem, a samo państwo stało się jedynie tłem dla partyjnych rozgrywek? Artur Bartoszewicz, podczas wywiadu w programie „Poranny Ring”, stanowczo ocenił obecną sytuację, nie szczędząc gorzkich słów. Dyskusję zainicjował temat zachowania posłów, ale diagnoza przedstawiona przez ekonomistę i komentatora natychmiast rozszerzyła się na całą scenę polityczną w Polsce.
Artur Bartoszewicz ocenia polskich polityków: ujawniają „marne charaktery”
Początek rozmowy dotyczył ciągłej presji, z jaką mierzą się politycy, będąc pod nieustanną oceną opinii publicznej. Bartoszewicz, opierając się na swoim doświadczeniu startu w wyborach prezydenckich, przedstawił szerszą perspektywę. Jego zdaniem, wejście do świata wielkiej polityki brutalnie obnaża prawdziwe oblicze osób, które wcześniej wydawały się nieskazitelne i krystalicznie czyste.
- Chciałem pokazać, co jest ważne i chciałem zmusić do tego, żeby ludzie też zaczęli myśleć pewnymi kryteriami. Ale jak widać, kochamy dalej myślenie tymi właśnie rozrubami przy wszystkimi emocjami, które wiążą się z piastowaniem funkcji politycznych w Polsce. W Polsce niestety jest tak, że osoby, które są poza polityką wydają się takie krystaliczne, a potem jak wejdą do tej polityki, to okazuje się, że mają marne charaktery i bardzo słabe.
Głównym punktem krytyki eksperta stały się cechy charakteru osób sprawujących władzę, niezależnie od ich barw partyjnych. Artur Bartoszewicz nie skupiał się na jednym konkretnym ugrupowaniu, lecz potraktował klasę polityczną jako całość. W jego opinii, ten głęboki kryzys dotyka fundamentów całego systemu państwowego.
Brak powagi państwa i sejmowe „towarzystwo”
Podczas programu przypomniano nagranie wideo ukazujące kontrowersyjne zachowanie jednej z posłanek w Sejmie. Komentator ocenił to jednoznacznie, twierdząc, że takie incydenty zdecydowanie wykraczają poza ramy politycznego humoru. Podkreślił, że choć posłowie mają prawo zabiegać o medialną uwagę, nie wolno im zapominać o godności instytucji, którą reprezentują. Bartoszewicz wrócił pamięcią do czasów, gdy Ludwik Dorn przyprowadził na salę obrad psa. Prowadząca przypomniała, że zwierzę wabiło się Saba. Według gościa „Porannego Ringu”, wprowadzenie psa do gmachu parlamentu było rażącym złamaniem zasad i powagi miejsca.
- Na salę sejmową. I to było dla mnie całkowicie burzenie powagi państwa. Ja rozumiem polityków, którzy sobie różnego rodzaju przekazy chcą robić, tylko cały czas zapominają, i jeszcze raz powtórzę to słowo, powaga państwa. Wszyscy politycy w Polsce mają państwo za nic.
Artur Bartoszewicz używa mocnych słów: folwark i „Rzeczpospolita chłopska”
Gdy prowadząca zasugerowała słowo „folwark”, Bartoszewicz od razu się z nim zgodził, by za chwilę użyć jeszcze dosadniejszego porównania. Jego słowa nie stanowiły analizy historycznej, lecz pełen emocji osąd nad stylem uprawiania polityki i zachowaniem wybranych przedstawicieli narodu w parlamencie.
- To jest Rzeczpospolita chłopska. Chłopska. Pani redaktor, jaka szlachecka? Gdyby oni się zachowali jak szlachta, to by był zupełnie inny przekaz, byłyby wartości jakiekolwiek. Wąs by był podkręcony. To jest chłopstwo i to takie marne chłopstwo, które zachowuje się jak u siebie na podwórku, polu, nie wiem, w zależności od regionu, który będzie nas oglądał, drodzy państwo, wiecie o czym mówię.
Ekspert dobitnie zaznaczył, że posłowie, jako reprezentanci narodu wybrani w demokratycznych wyborach, powinni zachowywać się adekwatnie do powagi sprawowanego urzędu. W tej kwestii jego krytyka była niezwykle bezpardonowa i prosto z mostu.
- No bo jeżeli ktoś zachowuje się w ten sposób, jest wybranym przez Polaków, przedstawicielem narodu i zachowuje się w ten sposób, szczeka, miauczy, buczy, wszystko już robią. Znaczy zachowują się kretyńsko. Przepraszam, ja mówię bez urazy, ale tak jest.
Systemowe błędy. Artur Bartoszewicz punktuje łączenie funkcji posła i ministra
W końcowej fazie rozmowy uwaga komentatora przeniosła się z obyczajów panujących na Wiejskiej na sam mechanizm działania władzy. Artur Bartoszewicz stanowczo skrytykował powszechną praktykę łączenia mandatu parlamentarzysty ze stanowiskiem ministra w rządzie. Argumentował, że taka sytuacja zaciera granicę i niszczy niezbędny trójpodział władzy, ponieważ ci sami ludzie odpowiadają zarówno za tworzenie prawa, jak i jego egzekwowanie.
- Normalnie powinna być władza ustawodawcza, wykonawcza i sądownicza oddzielnie. Problem polega na tym, że posłowie stali się ministrami i o tym rozmawialiśmy wielokrotnie, że to jest durne na maksa, bo powoduje to, że oni sami sobie tworzą reguły.
Z analizy Bartoszewicza wynika jednoznaczny wniosek, oparty na dwóch poważnych zarzutach. Z jednej strony klasa polityczna degraduje poziom publicznej debaty, a z drugiej funkcjonuje w systemie, który umożliwia jej pisanie praw wygodnych dla nich samych. To właśnie te czynniki sprawiają, że określenie „folwark”, które padło w programie, wydaje się idealnie podsumowywać całą tę sytuację.