W środę (13 maja) amerykański serwis Army Times przekazał w mediach społecznościowych, że siły zbrojne USA niespodziewanie wstrzymały zaplanowaną dyslokację żołnierzy do naszego kraju. Według tych rewelacji, liczba amerykańskich wojskowych w Europie miałaby spaść do poziomu sprzed rosyjskiej agresji na Ukrainę w 2022 roku. Te doniesienia błyskawicznie obiegły polską przestrzeń medialną, wywołując spore zaniepokojenie. W nocy ze środy na czwartek do sprawy odniósł się m.in. wiceminister obrony narodowej Cezary Tomczyk, publikując wpis na platformie X.
- To nieprawda. Ten komunikat dotyczy Niemiec. Nie dotyczy Polski. Polska sukcesywnie zabiega o zwiększenie obecności wojsk amerykańskich - przekazał Tomczyk.
W podobnym tonie wypowiedział się wicepremier i minister obrony narodowej Władysław Kosiniak-Kamysz. Szef resortu obrony również wykorzystał media społecznościowe, aby kategorycznie uciąć pojawiające się w internecie spekulacje na temat wycofywania amerykańskich wojskowych.
- Ta sprawa nie dotyczy Polski – wiąże się z zapowiadaną wcześniej zmianą obecności części sił zbrojnych USA w Europie. Szybko rozwijające się zdolności Sił Zbrojnych RP i obecność sił USA w Polsce wzmacniają wschodnią flankę NATO - podkreślił szef MON.
Zareagował także Tomasz Siemoniak. Minister koordynator służb specjalnych udostępnił oświadczenie szefa MON i dodał krótki komentarz w serwisie X, w którym uspokajał opinię publiczną.
- Bardzo ważne! Odwołanie rotacji US Army nie dotyczy Polski - wskazał.
Media o wstrzymaniu przerzutu wojsk USA
Amerykańscy dziennikarze informowali o odwołaniu przerzutu 2. Pancernej Brygadowej Grupy Bojowej z 1. Dywizji Kawalerii. W skład tej jednostki wchodzi ponad cztery tysiące wojskowych oraz ciężki sprzęt. Przedstawiciel sił lądowych miał rzekomo potwierdzić tę decyzję w środę, jednak odmówił podania jakichkolwiek szczegółów, odsyłając prasę bezpośrednio do Pentagonu, który z kolei zignorował prośby o komentarz.
Część żołnierzy ze wspomnianej jednostki ma już rzekomo przebywać na terytorium Polski, a ich wyposażenie jest transportowane zgodnie z pierwotnym harmonogramem. Zmiana planów miała stanowić całkowite zaskoczenie, choć według doniesień medialnych, pierwsze plotki na ten temat krążyły wśród amerykańskich wojskowych już we wtorek rano, kiedy to mundurowi informowali swoich bliskich o nagłej korekcie rozkazów.
Serwis Army Times przypomniał również o niedawnym wystąpieniu Jacka Reeda, wiceszefa senackiej komisji do spraw sił zbrojnych. Podczas wtorkowego przesłuchania generała Christophera LaNeve'a oraz sekretarza Dana Driscolla, polityk zwrócił baczną uwagę na gigantyczną, dwumiliardową lukę w budżecie amerykańskiej armii: - Otrzymałem niepokojące doniesienia o możliwości odwołania rotacji szkoleniowych, ograniczeniu liczby godzin lotów oraz redukcji zasobów szkoleniowych Gwardii Narodowej i Rezerwy.
Mimo tych stanowczych słów, amerykańscy urzędnicy nie podjęli wówczas tego wątku i nie odpowiedzieli na obawy polityka. Kwestią zainteresowała się również Polska Agencja Prasowa, jednak ani sam Pentagon, ani rzecznicy amerykańskich sił w Europie nie udzielili do tej pory jakiejkolwiek odpowiedzi na zadane pytania dotyczące relokacji sił. Warto przypomnieć, że w minionym roku dowództwo w Waszyngtonie wycofało jedną z brygad rotacyjnie stacjonujących w Rumunii, co spotkało się z niezwykle ostrą krytyką ze strony szefów kongresowych komisji do spraw obronności.
Na początku bieżącego roku amerykański Kongres przyjął rygorystyczne przepisy w ramach corocznej ustawy budżetowej Pentagonu. Blokują one możliwość redukcji wojsk Stanów Zjednoczonych w Europie poniżej 76 tysięcy żołnierzy na okres dłuższy niż 45 dni. Ewentualna zmiana tego stanu rzeczy jest możliwa wyłącznie po przedstawieniu odpowiednich, szczegółowych raportów przez szefa Pentagonu oraz dowódcę sił amerykańskich w Europie.