Hasło "2016" w ostatnich tygodniach robi prawdziwą furorę. Wystarczy chwila scrollowania, by natknąć się na porównania „kiedyś i dziś”, stare selfie, wspomnienia koncertów, mody sprzed lat czy boomu na Pokémon GO. Dla części użytkowników to ucieczka od bieżących problemów, dla innych – czysta zabawa i okazja do złapania zasięgów.
Problem w tym, że internet rzadko daje coś za darmo. A jeśli już, to zwykle my jesteśmy produktem.
2016 Challenge to więcej niż niewinna zabawa
Eksperci od prawa cyfrowego i ochrony danych zwracają uwagę, że "2016 Challenge" idealnie wpisuje się w potrzeby współczesnych algorytmów. Publikując zdjęcia sprzed lat i zestawiając je z aktualnymi, dostarczamy gotowy, uporządkowany materiał: twarze, kontekst, daty, relacje między ludźmi. Wszystko podane na tacy.
Takie archiwalne fotografie, pochodzące z czasów sprzed masowego rozwoju sztucznej inteligencji, są wyjątkowo cenne. Pozwalają algorytmom uczyć się zmian w wyglądzie, procesów starzenia, a nawet skuteczniejszego rozpoznawania twarzy w różnych warunkach. Co gorsza, raz wrzucone do sieci materiały zostają tam praktycznie na zawsze.
Dane mówią o nas więcej, niż myślimy
Nie chodzi wyłącznie o zdjęcia. Opisy, hashtagi, oznaczenia miejsc i osób budują pełny obraz naszego życia – tego, kim byliśmy, co lubiliśmy i jak bardzo się zmieniliśmy. Z perspektywy technologicznych gigantów to prawdziwa kopalnia wiedzy.
Specjaliści ostrzegają, że takie dane mogą być wykorzystywane nie tylko do ulepszania algorytmów, ale też do deanonimizacji materiałów, tworzenia fałszywych treści czy przewidywania zachowań użytkowników. Brzmi abstrakcyjnie? Niekoniecznie. To proces, który już trwa – tylko często dzieje się poza naszym polem widzenia.
Uwaga na podsumowania roku
"2016 Challenge" nie jest odosobnionym przypadkiem. Od lat chętnie dzielimy się cyfrowymi podsumowaniami: Spotify Wrapped, rocznymi statystykami z YouTube’a czy Steam Year in Review. Pokazujemy, czego słuchamy, co oglądamy, ile czasu spędzamy na grach.
Dla platform to bezcenne informacje o gustach, nastrojach i nawykach. A kiedy takie treści trafiają dalej – na Instagram czy Facebook – algorytmy łączą je z innymi danymi: lokalizacją, zakupami, aktywnością w sieci. Efekt? Reklamy i treści skrojone niemal pod konkretny moment naszego życia.
Prywatność to towar luksusowy?
Do tego dochodzą recenzje w Google Maps, historia zakupów w sklepach internetowych, aktywności w aplikacjach fitness. Każde kliknięcie dokłada kolejną cegiełkę do cyfrowego portretu użytkownika. Sztuczna inteligencja uczy się szybciej, niż wielu z nas zdaje sobie sprawę.
Eksperci nie mają wątpliwości: viralowe trendy takie jak „2016 Challenge” przyspieszają rozwój hiperpersonalizacji i cyfrowego nadzoru. W zamian za chwilę nostalgii oddajemy coś znacznie cenniejszego – kontrolę nad własną tożsamością w sieci.
Źródło: Business Insider