ZORZA to nowość wśród polskich festiwali, ale to wydarzenie, któremu na pewno warto się przyjrzeć. Nie będę ukrywać, że jadąc do Katowic, nie miałem ogromnych oczekiwań, ponieważ nie słucham dużo polskiej muzyki, ale ostatecznie cały pomysł bardzo pozytywnie mnie zaskoczył i przyglądałem się wszystkiemu z zaciekawieniem, a dodatkowo dobrze się bawiłem. Zacznijmy od tego, czym z założenia jest ZORZA. To nie ma być tylko festiwal muzyczny, a wydarzenie, które jest przestrzenią dla szeroko pojętej sztuki. Na ZORZY nie widzimy tylko efekty kreatywności muzyków, ale też grafików, fotografów, malarzy, rzeźbiarzy, filmowców i wielu innych artystów. Te projekty się wzajemnie przenikają, tworząc content, który więcej się nie powtórzy i którego można doświadczyć tylko tam na miejscu. Potem zniknie jak zorza polarna.
ZOBACZ TAKŻE: Byliśmy na próbie przed ZORZĄ. Tak wyglądały przygotowania do finału w Katowicach
Kreatywna i inkluzywna przestrzeń
Wyjątkowość ZORZY można dostrzec już po pierwszym spacerze po terenie imprezy. Można tam zobaczyć rzeczy, których nie ma na innych festiwalach muzycznych. Mijamy obrazy i rzeźby, a partnerzy zadbali o kreatywne atrakcje, jak na przykład imersyjna wieża głównego partnera, czyli T-Mobile. Organizatorzy pamiętali również o inkluzywności. Pod sceną można znaleźć ekrany, na których pokazywane były tłumaczenia tekstów piosenek w języku migowym. Była też odpowiednia infrastruktura dla osób poruszających się na wózkach.
FNOMN to konkurs roku
Pomysł, który mnie zafascynował najbardziej, to konkurs pod nazwą FNOMN. Z nadesłanych zgłoszeń wybrano 24 artystów, którzy chcieli wykorzystać ZORZĘ jako platformę do promocji swojej twórczości, a także do nauczenia się nowych rzeczy pod okiem mentorów, w tym Dawida Podsiadło. Wybrano po 6 osób z czterech dziedzin: muzyka, wideo, fotografia i grafika. Następnie uczestników podzielono na 6 grup, a w każdej znalazła się jedna osoba z każdej kategorii. Stworzone w ten sposób teamy miały kilka miesięcy na przygotowanie projektu, składającego się z piosenki, teledysku, zdjęć i oprawy graficznej. Miałem okazję zobaczyć wszystkie ich dzieła, a także porozmawiać z niektórymi z finalistów i uważam, że FNOMN to świetny start dla tych osób. O wiele bardziej zgodny z realiami rynku niż telewizyjne talent-show.
ZOBACZ TAKŻE: Daniel Godson tłumaczy się z udziału w FNOMN. Czy konkurowanie z debiutantami jest fair? Uczestnicy komentują
Nie zabrakło wzruszeń i zaskoczeń
Na scenie ZORZY działy się ciekawe rzeczy. Największym zaskoczeniem był dla mnie DJ-ski set Moniki Brodki. Przyznam, że nie wiedziałem, że się tym zajmuje, ale jej występ był naprawdę świetny i robił ogromne wrażenie pod kątem wizualnym. Spośród uczestników FNOMN-u na scenie najbardziej podobał mi się Daniel Godson. Świetnie śpiewa i ma ogromną charyzmę. Nie mam wątpliwości, że będzie obecny na scenie długo i jeszcze o nim usłyszymy, tym bardziej że został laureatem nagrody w kategorii muzycznej. Na main stage najbardziej poruszył mnie koncert Pauliny Przybysz, która śpiewała legendarne przeboje zespołu Bajm. Jej aranżacje trafiły do mnie bardziej, niż się spodziewałem. Nie mogę też nie wspomnieć o wejściu na scenę Beaty Kozidrak. Widziałem, że ludzie obok mnie płakali, a ja sam też się wzruszyłem. Podobnie było na koncercie Dawida Podsiadło i Artura Rojka, gdy na ekranie pojawiło się czarno-białe zdjęcie Stanisława Soyki.